Pomnik Kościuszki

Autor: Grzegorz Dobiecki

Wandal i prostak może powiewać najpiękniejszymi sztandarami, skandować najwznioślejsze hasła i manifestować w najsłuszniejszej sprawie – a i tak przy pierwszej okazji wylezie z niego prawdziwa natura.

Pomnik Tadeusza Kościuszki w Bostonie

Tak jak wylazła podczas demonstracji w Waszyngtonie. Paskudne gryzmoły i ordynarne hasła pokryły tam cokół pomnika Tadeusza Kościuszki, bohatera dwóch narodów. Owszem, w parku National Mall oszpecone zostały również Mauzoleum Lincolna, Monument Waszyngtona oraz statua pruskiego generała Friedricha Wilhelma von Steubena, który szkolił armię Stanów Zjednoczonych w ich wojnie o niepodległość – ale o tych mężów jakoś nikt się nie upomniał.

Inaczej niż o Kościuszkę, jak również Kazimierza Pułaskiego, ojca amerykańskiej kawalerii – bo i jego pomnik pobazgrano. Nieprzyjazne akty natychmiast potępił polski ambasador w USA. Dyplomatyczne demarche nie wyczerpało przecież wszystkich możliwości naszych reakcji. Na przykład można by jeszcze zastosować retorsję bezpośrednią. Skoro na pomniku Tadeusza Kościuszki znalazł się apel do Donalda Trumpa, by ten oddał się lub poddał pewnej intymnej czynności – to, powiedzmy, na warszawskim pomniku Ronalda Reagana, w końcu też bohatera dwóch narodów, mogłoby się znaleźć adekwatne wezwanie, skierowane do odpowiedniego lokalnego adresata…

Okazji dostarczy pierwsza manifestacja, których u nas także niemało; a i nasi wandale wobec tych amerykańskich kompleksów mieć nie muszą. Co się zaś tyczy Naczelnika Insurekcji, naszego stosunku do niego, i do nas samych – na myśl przychodzą – do wyboru – dwie różne postawy, zarysowane w dwóch utworach poetyckich. 230 lat temu Rajnold Suchodolski swego poloneza rozpoczynał taką oto inwokacją: patrz Kościuszko na nas z nieba, jak w krwi wrogów będziem brodzić; twego miecza nam potrzeba, by ojczyznę wyswobodzić…

130 lat później Tadeusz Boy-Żeleński miał inną wizję: patrz Kościuszko na nas z nieba, raz Polak skandował; i popatrzył się Kościuszko, i się zwymiotował… W odniesieniu do monumentów można też przyjąć wariant czeski, przy czym raczej nie ten, który włodarze Pragi, panowie Hrzib i Kolarz, przyjęli wobec posągu marszałka Koniewa – bo to grozi otruciem.

Całkiem inne podejście wyłożył zwięźle czeski taksówkarz Mariuszowi Szczygłowi, co ten pysznie opisał w swoim, właśnie wydanym, Osobistym Przewodniku po Pradze. – Wy, Polacy, tak lubicie być pomnikiem. My wolimy być gołębiem – powiedział Czech. Wedle tej metody, patrząc na amerykańskich demonstrantów i zadymiarzy, dałoby się w nich dostrzec w gruncie rzeczy mocno spłoszone ptactwo.


„Raport o stanie świata” jest programem w całości finansowanym przez słuchaczy za pośrednictwem serwisu Patronite.pl.

Proszę pisać na adres mailowy raportu: raportrosiaka@gmail.com


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Raport tworzymy dzięki Waszemu wsparciu!

Raport o stanie świata jest programem w całości finansowanym przez słuchaczy za pośrednictwem serwisu Patronite.pl.

Zapisz się do newslettera!