Dziennikarz telewizyjny Bernard Pivot, zdjęcie zrobione 24 kwietnia 2001, EPA PHOTO AFP-FILES/PIERRE-FRANCK COLOMBIER
11 maja 2024

Bernard Pivot, obrotowy literatury 

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Dziennikarz, publicysta i komentator międzynarodowy. Przez 17 lat związany z Polsat News jako prowadzący programy „To był dzień na świecie”, „Tydzień na świecie” i „Dzień na świecie”. Wcześniej pracował m.in. w Radio France Internationale oraz w emigracyjnym piśmie „Kontakt”. Od 1991 roku był korespondentem z Paryża dla TVP i „Rzeczpospolitej”, współpracował także z RMF FM, a jego komentarze ukazywały się m.in. w „Polityce” i „Wprost”.

W „Raporcie o stanie świata” jest autorem cyklu felietonów „Świat z boku”, które zostały także wydane w formie książkowej: Świat z boku. Absurdy zagranicy (2022) oraz Międzynarodowiec, czyli paradoksy globalnego zaścianka (2024).

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Po drugim litrze wina stary świńtuch Charles Bukowski stracił zainteresowanie dyskusją. Bardziej pociągało go kolano siedzącej obok młodej autorki. – Bukowski, bo cię strzelę w pysk – ostrzegł Cavanna, ten od „Hara Kiri” i „Charlie Hebdo”. Amerykanin coś zabełkotał i zsunął się z fotela prosto w ręce panów z techniki, którzy go wyprowadzili ze studia.

Ale nie z powodu takich ekscesów francuski program „Apostrophes” przeszedł do historii powszechnej telewizji. Moc oddziaływania zawdzięczał klimatowi kawiarni literackiej, którą znakomici goście odwiedzali tak, jakby w knajpce za rogiem zajmowali stolik tuż obok waszego. Z ich słów, z dymu papierosów, z brzęku kieliszków i szelestu kartek wyłaniał się jedyny w swoim rodzaju raport o książkach i ich autorach. Nabokov, Kundera, Le Clezio, Eco, Modiano, Arthur Miller, Marguerite Duras, Guenter Grass. Także Miłosz i Herling-Grudziński. Tu Sołżenicyn wyznał, że po powrocie do Rosji stracił marzenia. Tutaj wyszła na jaw mistyfikacja, jaką zafundował światu Romain Gary podpisując „Życie przed sobą” jako Emile Ajar. W tym programie Paul-Loup Soulitzer musiał przyznać, że zatrudnia ghostwritera. Ten bowiem niespodziewanie pojawił się w studiu. Nègre, murzyn – jak wtedy mówiono.

Wtedy w ogóle mówiono, pisano i czytano inaczej. Czy czasy – i wzory – były wtedy lepsze? Były inne. Bez cenzury politycznej poprawności, bez kanałów tematycznych, podcastów, e-booków i Amazona. Bez promowania i wielbienia celebryckich bałwanów. Z telewizją, która jeszcze dość swobodnie mogła omijać słupki oglądalności. Ale w weekend oddawać prime time gadającym głowom literatów? To już wówczas było ryzykowne, przyniosło jednak publicznej Antenne 2 ogromny sukces: stałą wielomilionowa widownię co tydzień. Program „Apostrophes” nie schodził z anteny przez 15 lat. Do 1990 roku miał 724 edycje.

Kultowy, tak to się określa. Niesłusznie, bo kult wygasa bez wyznawców, a ich już właściwie nie ma. Trwa legenda, ożywiona teraz przez śmierć. Zmarł Bernard Pivot, twórca fenomenu „Apostrophes”. Nierozerwalnie, nieodwołalnie właśnie z tym programem kojarzony, chociaż wymyślił i prowadził również inne. Jak mówi prezydent, jak recytują ministrowie: Francja żegna wielką postać telewizji i kultury. Niemożliwe – to one mogą iść w parze, telewizja i kultura? Mogły – łagodnie prostują z nieba nasi Starsi Panowie Dwaj, a z nimi ojcowie Teatru Telewizji i Pegaza, ta sama kompania.

Pivot, co za nazwisko. Rdzeń, trzpień, sworzeń. Oś obrotu. Termin z mechaniki, ale także ze sportu, a nawet geopolityki (pamiętamy pivot Obamy, zwrot Ameryki w stronę Azji i Pacyfiku). W polskiej wersji to mógłby być pseudonim literackiego mocarza: Bernard Sworzeń. Pivot za pisarza się nie uważał, chociaż wydał sporo książek. Wiedział, że akurat tego talentu nie ma. Powtarzał: lepiej być dobrym dziennikarzem, niż złym pisarzem. Nigdy się nie dowiemy, ile go kosztowało to zdanie. Jak go raniło. Ale w jego rozmowach z wybitnymi autorami nie było zazdrości ani – tym bardziej – zawiści. Była nienatarczywa dociekliwość, zaraźliwy entuzjazm. Kultura.

Jowialny, sympatyczny pan. W jednej dłoni okulary – ta służy do gestykulacji. Palce drugiej zamieniają się w zakładki, przyciskają właściwe strony, żeby fragmenty do zacytowania się nie wymknęły. Jakby fizyczny kontakt z książką miał ułatwić obcowanie intelektualne z jej autorem. W tej relacji Pivot świadomie stawiał się niżej, nie przyjmował pozy przemądrzałego krytyka: to była jego metoda zdobywania zaufania. W Niemczech Marcel Reich-Ranicki postępował zupełnie inaczej. Jego „Kwartet Literacki” – telewizyjny program również zasłużenie słynny – stawał się polem walki, areną Koloseum czy raczej sądem Bożym, decydującym o artystycznej chwale pisarza lub o strąceniu go w nicość. Reich-Ranicki, nazywany papieżem niemieckiej krytyki literackiej, trwał przy dogmacie własnej nieomylności dłużej niż Watykan. Bernard Pivot nikogo nie kanonizował ani nie ekskomunikował, nie koronował, ani nie strącał z tronu. Jego domeną – jak mówił – nie była władza, tylko wpływy.

No tak, ale – jako się rzekło na wstępie – czasy były inne. Inna była Francja. Otóż niezupełnie. Francja czytała na potęgę jeszcze zanim twórca „Apostrophe” zaczął jej podpowiadać, w którą stronę tę potęgę kierować. I czyta nadal, kiedy programu Pivota nie ma już od lat. W czytelniczym rankingu narodów ( w którym przodują Azjaci) Francuzi zajmują dziewiąte miejsce na świecie. Pochłaniają średnio 22 książki rocznie (statystyczny Polak – półtorej), co drugi Francuz sięga po lekturę codziennie, a przesądzają o tym nawyki wpojone w dzieciństwie. Z takiego gruntu łatwiej zbierać plony, nawet jeśli nie ma już – i raczej nie będzie – takich siewców jak Bernard Pivot.

Zmarł nazajutrz po swoich 89. urodzinach. Dawny gość w jego programach, kongijski pisarz Alain Mabanckou, powiedział, że gdy umiera stary człowiek jest trochę tak, jakby spłonęła biblioteka.

Posłuchaj

Posłuchaj również

17 października 2026

Tani Ozempic dla każdego?

10 października 2026

Kto zdobywa naukowe Noble?

10 października 2026

Wyścig zbrojeń w kosmosie

-10
+10
00:00
/
00:00