Elon Musk fot. PAP/EPA/ALLISON ROBBERT / POOL
4 stycznia 2025

Być jak Elon Musk

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

If I were a rich man, ya ba diba diba diba diba dum… Ha, Tewje Mleczarz z Anatewki miał bardzo sensowne marzenia, takie w sam raz na życzenia noworoczne. Wielki dom oraz kury i gęsi na podwórzu można sobie darować. Ale nie tę jego zasadniczą wizję. Gdybym był bogaty – kombinował Tewje – najważniejsi ludzie przychodziliby do mnie po rady, niczym do króla Salomona. I nie miałoby znaczenia, czy rady są mądre czy nie, bo jasne jest przecież, że bogaty się nie myli. Gdyby się mylił, nie byłby bogaty.

Jeśli zaś z majątku ma się brać wiedza i racja, to czemu nie dokończyć tej implikacji dopisując jeszcze władzę. Bezpośrednią czy choćby tylnosiedzeniową. Mariaż pieniądza z polityką, nic nowego; o cześć wam, panowie magnaci. Tak właśnie – wyjątkowym statusem materialnym – od zawsze legitymizowali swoją pozycję rozmaici patrycjusze, mandaryni, oligarchowie i inni plutokraci. Pieniądz jest bogiem naszych czasów, a Rothschild jest jego prorokiem – zauważał nawet romantyk Heinrich Heine. Dzisiaj, choć wygląda jak pierwsza naiwna z gimbazy, celniejsze obserwacje wyśpiewuje Ariana Grande. Ten, kto powiedział, że pieniądze nie rozwiązują problemów, widocznie miał za mało kasy, żeby je rozwiązać. To złota myśl z jej „Siedmiu pierścieni”, hymnu materialistki.

Najwyraźniej zatem kasy nie mieli pod dostatkiem – bardzo majętni przecież – Rishi Sunak, Thaksin Shinawatra, Silvio Berlusconi czy Petro Poroszenko, bo problemy po nich pozostały. Pociągając z cienia za sznurki nie poradzili sobie także George Soros, Mukesh Ambani, Armancio Ortega, nawet Igor Kołomojski. Ani krezusi z grupy Bilderberg, ani prezesi kosmopolitycznych korporacji, ani Forum w Davos i lista Forbesa razem wzięte. Armia ponad dwudziestu milionów milionerów wraz z jej specjalsami – prawie trzema tysiącami miliarderów – pozostała impotentna lub indyferentna wobec problemów świata. Z własnymi radziła sobie nieźle. Jak – wypatrzył Thomas Picketty. W XXI wieku, według jego diagnozy, kapitał dalej mnoży się przez pączkowanie. Bogacze opływają w coraz większe bogactwa, ubodzy ubożeją, gdyż praca nie zapewnia materialnego awansu czy choćby bytowej stabilności.

Dlatego były związkowiec Lula i były bankier Macron, złączeni wbrew naturze jak karp z królikiem we francuskim przysłowiu, zabiegają o przysolenie podatku od fortun tym najbogatszym z bogatych. Dałoby to jakieś 250 mld dolarów rocznie, do roztrwonienia choćby na kolejne konferencje klimatyczne. Co ciekawe, niektórzy magnaci – na przykład dziedzice imperiów Disneya i Rockefellerów – są gotowi samo-się-opodatkować. Nawet im nie dowierza jednak NGO Oxfam i postuluje likwidację przynajmniej połowy miliarderów, a najlepiej wszystkich. Jeszcze nie fizyczną, na razie finansową.

Albowiem bogactwo to odpowiedzialność, jak mówił papież Franciszek w nieprzyzwoicie zamożnym Luksemburgu. Wśród starej arystokracji pieniądza to akurat prawda: zasada odpowiedzialności przyświeca wszelkim inwestycjom, lokatom oraz sukcesjom. Uczą się tego również porządne mafie. Nowi królowie życia patrzą na świat inaczej. Miliarderzy z Doliny Krzemowej ze swoim libertariańskim etosem – pisał o nich New York Times jeszcze przed wyborami prezydenckimi – najadą Waszyngton, gdzie będą się cieszyć bezprecedensową władzą na szczeblu federalnym. W ogóle będą się cieszyć. Must be funny in a rich men’s world. I się ziściło.

Pomiędzy głównymi zagrożeniami najbliższych dziesięciu lat kanadyjski think tank PHC wskazuje przejęcie władzy przez miliarderów. W tym celu mieliby oni wykorzystywać należące do nich platformy, firmy i fundacje, by wprowadzały do polityki wartości i przekonania, które negują uznawane dotąd reguły demokracji. Bardzo możliwe, że to rozdanie właśnie trwa.

Najsilniejszy jest król pik. Elon Musk, postać jak z komiksu. Naturalizowany Kapitan Ameryka, przyboczny już-prawie-prezydenta. Czy może odwrotnie. Arcybogacz wszystko wie i wszystko może. Produkuje elektryczne samochody i kosmiczne rakiety; co z tego, że nieraz wybuchają. Proponuje Taylor Swift spłodzenie dziecka, a ta, głupia, ofertę lekkomyślnie odrzuca. Początkująca miliarderka nie rozumie, co traci. Inni zyskują. Ukraińcy – satelitarne Starlinki. AfD i Nigel Farage – polityczne błogosławieństwo i obietnicę finansowego wsparcia; Ramzan Kadyrow – pancerną teslę. Użytkownicy X-a dostają szansę komunii myśli z właścicielem, który nazwał się teraz Kekius Maximus. To fantazyjne odwołanie i do internetowych kodów amerykańskiej alt-right, i do kryptowaluty, i do filmowego „Gladiatora”. Bo Elon Musk buduje nie tylko fabryki i kosmodromy. Także masową wyobraźnię, by zaraz całym sobą ją wypełnić. Dziś marzyciel Tewje pewnie nie chciałby być jak Salomon: miałby lepszy wzór.

Posłuchaj

Posłuchaj również

23 stycznia 2026

Yael van der Wouden on „In Good Hands”

23 stycznia 2026

Sergei Lebedev on the Origins of Russian Evil

23 stycznia 2026

Chloe Dalton on her first book, „How to Raise a Hare”

-10
+10
00:00
/
00:00