Fot: Michael C / Unsplash
3 września 2022

Czapki z głów

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Co łączy polityków z tragarzami, a zarazem ich od siebie różni? Ciężary. Jedni i drudzy noszą je zawodowo, ale tragarzom jest lżej. Politycy dźwigają bowiem na barkach brzemię odpowiedzialności, na karku często siódmy lub ósmy krzyżyk (żaden tragarz tak długo nie wydoli), sporo mają w kieszeniach i na sumieniu, a na głowie nie byle toboły, tylko sprawy wielkiej wagi. Jakby tego wszystkiego było mało, niektórzy zakładają jeszcze na głowę charakterystyczne nakrycia, co przecież dodatkowo ją obciąża. Pół biedy, gdy to tęga głowa: taka udźwignie szeroki kapelusz, generalską czapkę, a nawet złotą koronę. Półgłówka i skromny kaszkiet przygnie do ziemi. Niekiedy bywa jednak odwrotnie, więc – jak mógłby zauważyć raper Łona – to nic nie świadczy, to o niczym nie znaczy. Tym niemniej obserwacja rozmaitych nakryć może prowadzić do ciekawych odkryć.

Przede wszystkim uwaga na podróbki i uzurpacje. Słuchawki od smartfona z daleka nieco przypominają wieniec Cezara; z bliska złudzenie pryska. Kepi de Gaulle’a nie było groteskowe, podobnie jak biret Napoleona. Na innych głowach widuje się je w ogrodach klinik psychiatrycznych. Piłsudski nie tracił charyzmy w sukiennej maciejówce; Bokassa w cesarskiej koronie z 25-karatowym diamentem pozostawał tylko groźnym pajacem. Założenie (w Małopolsce powiedzą: ubranie) leninówki, budionówki, arafatki czy fidelki może być manifestem uznania bądź błazenadą, ale zakładającego nie zamieni w kogoś innego. Dużo zależy od tego, czy własną głowę traktuje on jak – powiedzmy – łeb, kiepełę lub dyńkę, czy też widzi w niej dumny kapitel ciała.

Donald Trump nadal pracuje nad przyprawieniem Amerykanom bizonich rogów. Na razie połowie z nich wcisnął na głowy czerwone czapki bejsbolowe z czterowyrazowym hasłem, jeszcze więcej wyrazów wciskając do głów. Trudno pojąć, co mieli pod sufitem francuscy socjaliści, gdy na letnim uniwersytecie w Blois rozdawali takie same bejsbolówki z nieco tylko zmodyfikowanym sloganem: Make la gauche great again. Tym sposobem francuska lewica wielkości nie odzyska, zresztą inne metody też dobrze nie rokują. Wewnątrz socjalistycznych czapek producent wszył metki: Made in China. To akurat – plus kolor – z grubsza by się zgadzało, jednak w innych przypadkach pozory mogą mylić. Na przykład spotykając brodatego Sikha w turbanie lepiej się upewnić, czy to nie minister obrony Kanady.

Pozory albo i dobre chęci nakłaniają też nieraz do przystrojenie głowy w oryginalne nakrycie, które – owszem – prezentuje się na niej nieźle, ale twarzy już nie służy. Andyjska czapeczka na długo zamieniła Donalda Tuska w fałszywie świecące Słońce Peru. Papież Franciszek w Kanadzie, dokąd przyjechał przepraszać za przewiny Kościoła wobec pierwszych narodów, w pysznym pióropuszu wyglądał nieco zbyt pysznie. Wielu Czarnym Stopom, Kri i Huronom nie podobało się obdarowanie gościa z Watykanu atrybutem wodzowskim, skoro on na to jeszcze nie zasłużył, a może nie zasługuje wcale. Bo rdzenne ludy Kanady też mają prawo zadawać pytanie, które w jednym z opowiadań Wojciecha Albińskiego pada z ust Afrykanina: dlaczego mamy uznawać za własnych katolickich świętych, skoro oni wszyscy są biali i noszą włoskie imiona?

Tak czy inaczej, łatwiej jest nosić imię, niż kapelusz – zwłaszcza, gdy ma on przydać właścicielowi szyku lub dostojeństwa. Od czasu do czasu próbuje to robić Kim Dzong Un, z efektem żałosnym. On już tak ma, cokolwiek na siebie założy. Wierny czarnemu kowbojskiemu kapeluszowi pozostaje prezydent Sudanu Południowego. Prezentuje się dość przerażająco, tym bardziej, że nazywa się Salva Kiir. W ostatnich dziesięcioleciach właściwie tylko dwaj politycy potrafili nosić kapelusze: Francois Mitterrand oraz Jan Rokita. Chapeau!

No a panie? Dlaczego nie ma ani słowa o ich nakryciach głowy, o ich kapeluszach. Dlatego, że one są jak statki na niebie. A Kosmos to już domena doktora Rożka.

Posłuchaj

Posłuchaj również

23 stycznia 2026

Yael van der Wouden on „In Good Hands”

23 stycznia 2026

Sergei Lebedev on the Origins of Russian Evil

23 stycznia 2026

Chloe Dalton on her first book, „How to Raise a Hare”

-10
+10
00:00
/
00:00