Fot: Unsplash/Cameron Edwards
10 stycznia 2026

Dlaczego pijemy colę w kinie

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Szklany Pałac, nowojorska siedziba Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na sesję Zgromadzenia Ogólnego zjechały delegacje najwyższego szczebla. Jedna z nich właśnie idzie wąskim korytarzem. Przywódca niezupełnie na czele, jak zwykle poprzedza go ochrona. Kroczy pewnie, droga wolna. Przed przywódcą droga zawsze ma być wolna. Nawykł do tego u siebie. Czy on demokrata czy dyktator – tam przejścia nikt mu nie zagrodzi, ulicy nie zablokuje, przestrzeni nie zatka. Już jego służby o to zadbają.

Tu jednak, w centrali ONZ, sprawy się komplikują. Oto bowiem z przeciwnej strony korytarza nadciąga inna delegacja z innym przywódcą, który ma takie same nawyki. Co więcej, państwa ich obu są zwaśnione. Nikt się więc nie usuwa na bok, powstaje groźny zator, w powietrzu już iskry, ochroniarze mierzą się wzrokiem. Aż dochodzi do rękoczynów. Ale koncyliacyjnych: przywódcy podają sobie dłonie, po chwili nawet robią niedźwiedzia.

Scenę – świetną, filmową – w swojej nowej książce „Godzina drapieżników” opisuje Giuliano da Empoli, włosko-szwajcarski dziennikarz polityczny i eseista, doradca ministrów. Jest także autorem bestsellerowej fikcji politycznej „Mag z Kremla”. Da Empoli nie wyjaśnia, czy fikcyjne jest również czołowe zderzenie delegacji w kuluarach Szklanego Pałacu. Przekonuje niemniej, że ONZ powinna nadal istnieć choćby po to, by stwarzać okazje do takich kolizji, które mogą nieraz zaowocować porozumieniem i zgodą. Podobne spotkania w ciasnych kuluarach – jak pisze – nigdzie indziej się nie zdarzają, bo nigdzie indziej nie zjeżdża się cały polityczny świat. Ten argument miałby zrównoważyć wszelkie krytyki dotyczące efektywności i samej racji bytu ONZ.

Nie bardzo równoważy. Narody nigdy nie były zjednoczone, ale teraz, gdy znowu słychać koncert mocarstw, ponownie dzielą się na bloki. Ich Organizacja nie potrafi rozwiązać żadnego poważnego konfliktu ani zażegnać wielkich kryzysów humanitarnych. Rozrasta się urzędniczo i jednocześnie popada w inercję; trudno o lepszą ilustrację prawa Parkinsona. Zgromadzenie Ogólne ONZ jest bezzębne. A dysfunkcji Rady Bezpieczeństwa nie da się przezwyciężyć przy obecnym statusie i składzie tego organu.

Rozchwiane i bezradne wydają się zresztą i inne organizacje międzynarodowe, które przez dekady współtworzyły światowy ład. Między nimi także Sojusz Atlantycki, chociaż pobudziła go Rosja frontalnie atakując Ukrainę. Nie tak dawno Emmanuel Macron mówił o śmierci mózgowej NATO. Ciekawe, co dziś pokazałby encefalograf, gdyby elektrody przyłożyć tam, gdzie Sojusz ma głowę. Skądinąd Macron, sam u kresu władzy, mówi teraz z kolei o wyczerpaniu się formuły G20. Na tym tle za najprężniejszą organizację międzynarodową, przy tym najbardziej z siebie zadowoloną, śmiało może uchodzić FIFA.
Interakcja z kuluarów siedziby ONZ opisana przez Giuliano da Empoli pozostaje zgrabną anegdotą, ale nie ma waloru przesłanki, z której dałoby się wyprowadzić daleko idący wniosek. W jego książce nie brak jednak celnych spostrzeżeń i trafnych ocen. One przychodzą autorowi tym łatwiej, że przy wielu znaczących wydarzeniach, na przykład spotkaniach międzyrządowych, bywa – uwaga – bocznym obserwatorem.

Wraz z zaprzyjaźnionym rzecznikiem jednego z tych rządów da Empoli ocenia na przykład pożytek płynący z rozmaitych szczytów i konferencji oraz wartość polityków biorących w nich udział. Obaj arbitrzy do badanej materii przykładają szablony znanych seriali o świecie polityki. „The West Wing” ( u nas pokazywany jako „Prezydencki poker”) ma za bohaterów ludzi pracowitych, rzetelnych i kompetentnych. „House of Cards” to kłębowisko żmij, arena intryg i zdrad. Trzeci serial „Veep”, amerykański remake brytyjskiego oryginału, ukazuje polityków jako bandę nieudaczników, a ich działania jako żałosną komedię pomyłek. Ile z klimatu każdego z tych seriali da się odnaleźć we współczesnej polityce międzynarodowej? Da Empoli wskazuje następujące proporcje: „The West Wing” – 10 procent; „House of Cards” – 20 procent; reszta przypada na „Veep”: na bezsens i amatorszczyznę.

Może tak było zawsze, tylko widać to wyraźniej dopiero teraz, gdy wybiła godzina drapieżników? Czyli – według autora książki – władców bezwzględnych, adeptów szkoły Borgiów, którzy dzisiaj podporządkowują sobie świat w komitywie z cyfrowymi konkwistadorami. O ile już nie w podległości wobec nich. Jak tego dokonują – wyjaśnia w mini-wykładzie socjotechniki jeden z drapieżników. Dlaczego ludzie kupują w kinie zimną colę? Bo chcą być jak ci piękni i fajni z reklamy napoju? Nie, kupują, bo chce im się pić. A kiedy chce się pić? Kiedy jest za ciepło. Co my wobec tego robimy? Podnosimy temperaturę w sali kinowej. Wywołujemy pragnienie, by natychmiast zaoferować środki jego zaspokojenia – a nikt inny ich wtedy nie ma.

Posłuchaj

Posłuchaj również

24 stycznia 2026

Dowody istnienia potwora

24 stycznia 2026

Kim są astronauci?

23 stycznia 2026

Yael van der Wouden on „In Good Hands”

-10
+10
00:00
/
00:00