Śpieszcie się chować swoich zmarłych – nakazuje im religia. Ale jak mają to zrobić, skoro władze nie chcą wydać ciał zabitych, ukrywają je, potajemnie grzebią albo żądają dużych pieniędzy, za dużych dla przeciętnej irańskiej rodziny? Niejedna w desperacji włamuje się do kostnicy i wykrada zwłoki. Nieraz udaje się wywieźć ciało za szpitala, zanim pojawią się tam Strażnicy Rewolucji albo milicjanci z Basidżu. Problemu nie będzie, jeśli rodzina przedstawi zabitego jako ofiarę antyrządowych demonstrantów – terrorystów i wrogów Boga.
Zbuntowani przeciwko teokratycznym rządom, bożej delegaturze, zasługują na anonimową śmierć. A jeśli się jej wywiną, niech będą napiętnowani. Niech to odstraszy innych. Świadectwa z irańskich miast i szpitali mówią o oślepianiu uczestników protestów. Przypadków były tysiące, więc to nie były przypadki. Strażnicy Rewolucji strzelali do ludzi mierząc w twarze. Często najpierw w jedno oko, potem w drugie. Jakby byli wierni dawnemu przekonaniu z tych stron, że wzrok jest symbolem wiedzy i władzy, dlatego wrogowi trzeba ten zmysł odebrać. W XVI w. szach Abbas I panował długo, bo oślepiał swoich synów i wnuków, żeby któryś nie spróbował przyśpieszyć sukcesji na tronie.
O perskim oku w tym strasznym, oryginalnym znaczeniu słychać było już trzy lata wcześniej, kiedy młodzi Irańczycy wyszli na ulice po śmierci Mahsy Amini. Jej portret był sztandarem protestów, ich hymnem stała się piosenka Baraye. Wielkim zrywom potrzeba takich czytelnych symboli, inaczej zmaleją w pamięci świata. Teraz Reza Pahlavi, syn szacha, chce być symbolem i nadzieją, jest jednak tylko odległym ciałem obcym.
W Egipcie, zanim arabską wiosnę zawłaszczyli Bracia Muzułmanie, symbolizował ją kairski Plac Tahrir. Jego barykady, jego manifestanci: odstrzeliwani z helikopterów, tratowani w policyjnych szarżach na koniach i wielbłądach. Ofiary nigdy uczciwie nie policzone, rodziny bez wieści o zaginionych. Zabójcy grzebiący zabitych w pośpiechu, ale nie dla spełnienia wymogów religii: dla ukrycia rozmiarów masakry.
Zawsze to samo. Skoro, jak twierdził poeta, dowodem istnienia potwora są jego ofiary, wystarczy się ich pozbyć, by liczyć, że dowód upadnie. W Argentynie nie odnaleziono dotąd większości ciał tysięcy zamordowanych przez juntę pięć dekad wcześniej. Gdzie szukać szczątków więźniów zrzucanych z samolotów do oceanu? Jak zacierali ślady zbrodni oprawcy ze Szkoły Mechaników Marynarki Wojennej, która służyła za główną katownię? Czy da się – i czy należy – odnaleźć dzieci oddane do rodzin funkcjonariuszy reżimu, a urodzone w kazamatach przez kobiety zaraz potem zabite?
W Chinach nie ma żadnych śladów po masakrze na Placu Tiananmen. Ani mogił i świadków, ani wzmianki w oficjalnej historii i hasła w chińskiej cyberprzestrzeni. Nieznany Buntownik, który zagrodził drogę czołgom – Tank Man, jak go nazwano w zachodnich mediach – przetrwał tylko na słynnej fotografii. Według zapisków byłego brytyjskiego ambasadora, czołgi rozjeżdżały ludzi na miazgę spychaną potem przez buldożery do kanalizacji. W bocznych ulicach żołnierze dobijali rannych, zwłoki palono. Żeby nic nie zostało.
Po ofiarach puczu i rządów Pinocheta, po poległych węgierskich powstańcach, po zgładzonych więźniach politycznych z Mokotowa zostały zbiorowe mogiły. W Budapeszcie podczas walk powstawały w parkach i na skwerach, a po zmiażdżeniu powstania na Nowym Cmentarzu. Kwatera 301 to niemal węgierski Panteon. W Santiago de Chile taki charakter ma Patio 29. Upamiętnia potajemne pochówki ciał znalezionych na ulicy, podziurawionych kulami, wyrzuconych poza ogrodzenie stadionu zamienionego w obóz koncentracyjny. Warszawskie Powązki mają Łączkę. Świat jest pełen nieodkrytych jeszcze killing fields skrywających dowody istnienia potwora.
Zmarłych pogrzebać: uczynek miłosierny względem ciała. Pogrzebać godnie. W Gdyni żona stoczniowca zastrzelonego w Czarny Czwartek jest jak Priam błagający Achillesa, by wydał mu ciało Hektora. Kobieta chce już tylko założyć buty na bose stopy trupa, a w swojej suplice staje się równa antycznym herosom.
W maju 1980 roku w południowokoreańskim Kwangju wojsko strzelało najpierw do studentów, protestujących przeciwko zamachowi stanu, a wkrótce już do każdej osoby w zasięgu karabinowej kuli. Ciała zabitych żołnierze układali w pryzmy i podpalali. Jak grudy mięsa – napisała Han Kang, literacka noblistka. Wśród jej opisów jest osobliwa scena z pierwszego dnia pacyfikacji miasta, kiedy zwłoki znoszono jeszcze do hali sportowej. Na korytarzu, gdzie składano ciała do trumien, hymn państwowy powracał niczym refren wśród płaczu i lamentów, a ty, wstrzymując oddech, nasłuchiwałeś subtelnych dysonansów, które powstawały, gdy jeden wers zderzał się z drugim. Jakby to mogło pomóc ci zrozumieć, czym właściwie jest państwo.