Donald J. Trump i szef NATO Mark Rutte na szczycie NATO w Hadze, Holandia, 25 czerwca 2025 r. PAP/EPA/SEM VAN DER WAL
19 lipca 2025

Familiada

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Słynne wokalne wyznanie Marylin Monroe brzmiało wiarygodnie przede wszystkim dla tych, którzy wiedzieli kogo dotyczyło. My heart belongs to daddy, mon ceour est à papa. Dziś na pewno niektórzy wiedzą również, do kogo należy serce Marka Rutte. Niewtajemniczonym pozostają domysły, czy także jego wybór nie padł na osobę bardzo wysoko postawioną.

Sekretarz generalny NATO tatusiem (daddy) nazwał bowiem Donalda Trumpa. Holender tłumaczył potem, że parabolicznie przedstawił sytuację, w której prezydent USA po ojcowsku przywołuje do porządku Putina i Zełenskiego. Ale zabrzmiało to raczej tak, jakby amerykański tata był potrzebny niesfornej europejskiej dzieciarni. W Niderlandach pewnie też, jak wszędzie, tresuje się maluchy rodzimą odmianą przyśpiewki o ojcu Wirgiliuszu, który miał 123 sztuki potomstwa, a ono miało przykazane robić wszystko, hejże ha, tak jak on.

Nieraz jednak nauka konformizmu idzie w las. I wtedy mamy rozbicie dzielnicowe, reformacje, rewolucje, konflikt pokoleń oraz herezje Gombrowicza. Do diabła z Ojcem i Ojczyzną! (…) Synczyzną ty Ojczyznę zastąp, a zobaczysz! Tych, co próbują zobaczyć, jest wcale niemało. Ale z czasem, co dostrzegł inny klasyk, prorocy z gniewnych lat obrastają w tłuszcz i z ust im płynie zdrada. Na przykład pieśniarz Cat Stevens w utworze o ojcu i synu skarżył się, że gdy tylko nauczył się mówić, to od razu kazano mu słuchać. Artysta przestał narzekać, kiedy przyjął wiarę Mahometa oraz imię Yusuf Islam. Islam znaczy po arabsku podporządkowanie, uległość.

Tego właśnie oczekuje ojciec, by móc egzekwować swoje prawo patris familias, utwierdzać się w tej roli i oczekiwać uznania. Jeżeli dziatwa nie wyraża uznania oddolnie, pojawi się ono odgórnie; dopuszczalne są warianty mieszane. Pater Noster, Ojciec Goriot, Godfather, Ojciec Zadżumionych, Santo Padre, Ojcowie Założyciele, ojciec dyrektor. Grupę wysokiego ryzyka toksycznego stanowią Ojcowie Narodu. Często okazują się ojczymami, na których nie pomoże niebieska karta, nawet gdy jest to karta do głosowania. Stalinowi jednego narodu było mało: mianował się Ojcem Narodów.
Znamienne, że Matki Narodów trafiają się znacznie rzadziej; święte patronki to nie to samo. Niedawno Niemcy gotowi byli się dzielić z resztą Europy swoją Mutti Merkel, reklamowaną jako Mutter Courage. Wyszło jednak na jaw, że akurat kurażu jej brakuje. Birma – a i to niecała – widziała matkę w Aung San Suu Kyi. Już nie widzi, bo generałowie trzymają noblistkę w zamknięciu.

Matka, czyli serce, bezinteresowna miłość, opieka i ciepło; nie ma jak u mamy. A w słowniczku państwowo-narodowym ona i tak przegrywa z surowym ojcem. Ziemia, której nie rzucim, bo stąd nasz ród, to wszak Ojczyzna, Vaterland, Patria – a nie Matria, Mutterland czy Matczyzna. W zapomnienie poszło słowo „macierz”. Czyli co? Ojczyzna – w zgodzie ze źródłosłowem – musi być zmaskulinizowana i patriarchalna? Nic podobnego. W pełnych żaru językach słowiańskich i romańskich ma rodzaj żeński. W Gruzji wszelkie wątpliwości rozwiewa srebrzysty monument górujący nad Tbilisi. Kartlis Deda, Matka Gruzja. Ojczyzna jest kobietą.

Skupianie się na obojgu rodziców odwraca jednak uwagę od innych członków familii, a oni też są tu godni zainteresowania. Weźmy kategorię juniorów. Prezydent, syn prezydenta. Premier, syn premiera. Syn – a może bardziej synalek? Justinowi drogę na szczyt utorowała pracowitość i siła charakteru, czy tata Pierre Elliott Trudeau? Skąd, jak nie z genów, wziął się u Keiko Fujimori apetyt na najwyższą władzę i lewe pieniądze? Byłby George W. Bush synem marnotrawnym George’a seniora? Może Ferdinandowi Marcosowi juniorowi też ukazuje się Duch Ojca i mówi mu, że marny z niego dyktator, tak jak słaby był książę z Hamleta?

Ale nie dręczmy tylko dzieci, w rodzinnym albumie nie brak przecież innych portretów. Jest Dziadek, jak legioniści czule nazywali Piłsudskiego. Kameruńczycy mówią na swego prezydenta Pradziad, bez czułości. Paul Biya ma 92 lata i zamierza dać się wybrać na ósmą kadencję. Dla tureckich Kurdów Abdullah Öcalan to Apo, Wujek. Chociaż siedzi za kratami od 35 lat, a Erdogan wciąż nie zwraca mu wolności, Öcalan zaleca towarzyszom z PKK, by składali broń i współpracowali z Ankarą. Rychło się okaże, czy to Apo Dobra Rada. Amerykę personifikował gość w pasiasto-gwiaździstym cylindrze, Wujek Sam; Ameryka mówiła o Stalinie Uncle Joe. Żaden Francuz nie ośmieli się nazwać Wujkiem generała de Gaulle’a, ale jego żona dla narodu była Ciocią, Tante Yvonne. Hiszpańska komunistka Dolores Ibárruri – ta od hasła No Pasarán! – w latach swej sławy szczyciła się przydomkiem La Pasionaria. Gdy minęły, została już tylko ciotką rewolucji, nieprzydatną Wielkiemu Bratu.

Dawne dzieje. Ale i dziś wystarczy spojrzeć na zbiorowe zdjęcie z międzynarodowego szczytu, by pojawiły się familijne skojarzenia. Toż to – wypisz, wymaluj – rodzina Soprano.

Posłuchaj

Posłuchaj również

17 stycznia 2026

Smartfony – technologia nie dla dzieci?

17 stycznia 2026

Baju baju

17 stycznia 2026

Finał Pucharu Narodów Afryki

-10
+10
00:00
/
00:00