O gościach, którzy nie śpieszą się z powrotem do domu pewien reporter mawia, że zagnieździli się jak komuniści w Mozambiku. Zabawnie, tyle że historyczna referencja nie ma już sensu, bo komunizm w Mozambiku jednak się nie przyjął. Teraz wpychają się tam inni intruzi. Bandy islamistów, ciągnące od Somalii przez Kenię i Tanzanię. A tylko patrzeć, jak pojawią się wagnerowcy. Może zresztą już są; w Afryce wszędzie ich pełno, jakkolwiek się nazywają.
Rokoszanie Prigożyna mieliby się natomiast zagnieździć na Białorusi. Trudno ocenić, czy czeka ich zesłanie, nowa misja czy relaks. Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie? To raczej lipa. Trudno nawet powiedzieć, czy już przyszli – w każdym razie nie było słychać o push-backach na południowo-wschodniej granicy Białorusi. Za to na jej zachodnich rubieżach lasy znowu obrodziły migrantami z dalekich stron. Całkiem jak przed trzema laty: akurat wtedy, gdy w Mińsku zatrzymano grupę wagnerowców. Bo oni już tam byli, znają teren. Teraz mieliby stacjonować w obwodzie mohylewskim. 200 km od granicy z Ukrainą, 90 km od Mińska. Ciekawe, jaką destynację wybiorą, kiedy znowu zechcą się ruszyć zgodnie ze swą dewizą Work and Travel.
Zbożne hasło budzi zaufanie. Krzyżacy mieli pomagać, leczyć i bronić. Helfen, Heilen und Wehren. Konrad Mazowiecki dał się nabrać. Ora et labora – głosili z kolei Templariusze, chociaż ponad modlitwę i pracę przedkładali inne zajęcia. Baldwin II przyjął ich w Jerozolimie i jeszcze podarował pałac, czyli bazę. Menelaos ugościł Parysa w Sparcie, a ten mu porwał żonę. Wpuść lisa do kurnika. Pierwsze Narody wpuszczały osadników ze Starego Świata, po czym same odchodziły w niebyt, w najlepszym razie do rezerwatów. Teoria Wielkiego Zastąpienia głosi, że odwrotny proces czeka obecnie Europę. Wedug niektórych to już nie jest tylko teoria, szczególnie we Francji. Jeszcze inni powiedzą, że daje o sobie znać fatalny przykład cesarza Karakalli. Prekursor polityki multi-kulti zrównał w prawach z obywatelami Rzymu wszystkich (wolnych) mieszkańców Imperium Romanum, co 250 lat później źle się skończyło.
Mir i zwyczaje gościnnego domu należy uszanować. Ale też nakaz gościnności, obecny w większości kultur i religii, nakłada na gospodarza obowiązki wobec przybyszy przyjętych pod dach. I rzadko się zdarza, naprawdę rzadko, żeby gospodarz nie wycofał się z tych zobowiązań, gdy ich dopełnienie stanie się dla niego niebezpieczne lub choćby niekorzystne. Szlachetni wśród ludzi, sprawiedliwi wśród narodów zwykle są w mniejszości.
Jak traktować sugestię prezydenta Czech, by żyjących na Zachodzie Rosjan, w których Petr Pavel widzi potencjalną V Kolumnę Putina, poddać “ścisłemu monitorowaniu”? Amerykanie do dziś się wstydzą, że w 1942 r. swoich współobywateli o japońskich korzeniach zamknęli w obozach. Trudną próbę charakteru przechodzą Szwedzi. Zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy pobudzony przez Rosję prowadzą ich do NATO. Drogę blokuje Turcja, ale uleganie jej żądaniom zakneblowania, a jeszcze lepiej wydania Kurdów prowadzi do zdrady własnych zasad. Szwedzki dylemat zostanie zapewne rozstrzygnięty kurdyjskim kosztem, racja stanu przeważy. Co przyjdzie tym łatwiej, że na politycznie niewygodnej diasporze ciążą także zarzuty kryminalne. I że generalnie skończył się w Szwecji dobry czas dla imigrantów. Skądinąd nie słychać, żeby gdziekolwiek się zaczął.
Wzorem dla Szwecji raczej nie będą Indie, którym utrzymywanie uchodźczego rządu Tybetu pozwala grać na chińskich nerwach. W dodatku Dalajlama XIV jest gościem całego wolnego świata. Jednak – jak wiadomo od Jamesa Bonda – świat to za mało. Za mało, by ustrzec nawet najlepiej chronionych gości, kiedy prześladowcy zagną na nich parol. Bluźnierca Salman Rushdie mógł przypuszczać, że po tylu latach uczniowie Chomeiniego już mu odpuścili. Mylił się. W Nowym Jorku po ataku fanatyka stracił wzrok w jednym oku, stracił też poczucie bezpieczeństwa. W Londynie odwrócony agent Aleksandr Litwinienko stracił życie. Jak dziennikarz Dżamal Chaszukdżi w Stambule.
Najbezpieczniej jest w Rosji. Dlatego ją właśnie wybrał na schronienie sygnalista Edward Snowden. A i Julian Assange powinien był postąpić tak samo, zamiast gnić w ambasadzie Ekwadoru i angielskim więzieniu w oczekiwaniu na amerykańską zemstę. Wiktor But, rosyjski handlarz śmiercią wymieniony przez USA na Bogu ducha winną, gapowatą koszykarkę Brittney Griner, zapewnia, że Rosja przygarnęłaby czule również Donalda Trumpa. Na wolność, a nawet na życie byłego prezydenta dybie banda Bidena – ostrzega But – więc w Rosji Trump znalazłby bezpieczną przystań; stąd mógłby kierować walką narodu amerykańskiego. Jak go tak dalej będą ciągać po sądach, to jeszcze Trump się skusi, zobaczycie.