Rzędy poziome oznaczone cyframi, od jedynki do ósemki. Rzędom pionowym przyporządkowano pierwsze znaki alfabetu, do litery H. Osiem na osiem, 64 pola, klasyczna szachownica. Jak w „Siódmej pieczęci”, jak „Gambicie królowej”.
Więcej plansz, więc i pól, będzie w szachach trójwymiarowych. Siadali do nich kapitan Kirk i komandor Spock na statku U.S.S. Enterprise, gdzieś we Wszechświecie. Na gobanie, desce do chińskiej gry go, w klasycznej wersji wyznaczono po 19 linii pionowych i poziomych. Ich przecięcia tworzą 361 punktów; ciekawe, że niemal identyczna jest liczba miejsc nakłuć w akupunkturze. Żeby dobrze sobie radzić w go, nie wystarczy być noblistą – patrz: „Piękny umysł”.
Dyskretna rozrywka na nudne lekcje albo na tzw. nasiadówki – gra w okręty – to kameralny poligon. Jeden kwadrat 10 na 10, czyli 100 pól na dyslokację własnych jednostek. Na drugim takim samym papierowym „akwenie” trzeba namierzyć i zatopić flotę przeciwnika. Kładziesz ogień podając współrzędne domniemanego celu: od 1A do 10J. Trafiony, zatopiony. Najczęściej pudło.
Gdyby plansza świata była wyrysowana według podobnych wzorów, a gry wojenne oraz pokojowe odbywały się na niej i kończyły zgodnie z czytelnymi regułami, do czuwania nad ogólnym ładem wystarczyłaby jedna skromna organizacja: Międzynarodowa Federacja Sędziowska. Jednakże polityczno-ekonomiczna szachownica, jaką pokryto naszą planetę, ma zmienną geometrię, znaczną rozciągliwość i dysproporcje poszczególnych pól, zaś zmagania prowadzone na niej raz przez arcymistrzów, raz przez amatorów nie przypominają gier o ustalonych zasadach. Co najwyżej ustawki. Toteż obecny stan rozgrywek geopolitycznego turnieju wymyka się metodycznym klasyfikacjom. Pozostaje skakanie po polach chybotliwej, niekształtnej szachownicy.
Zacznijmy od ruchu na, powiedzmy, E6. Były francuski minister finansów Bruno Le Maire widzi na tym polu Unię Europejską zredukowaną do ćwiartki, przez to jednak silniejszą i bardziej skuteczną wobec wszelkich wyzwań. Format E6, twardy rdzeń Unii właściwej, powinny stanowić Francja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Polska i Holandia. Koncepcję Le Maire’a od razu koryguje skok na E5. W tym wariancie pojawia się Wielka Brytania, wylatują Hiszpania i Holandia. Kanclerz Friedrich Merz stawia na E5 w umacnianiu związków z USA, zwłaszcza poprzez NATO, we wspieraniu Ukrainy oraz negocjacji amerykańsko-irańskich. Ale wystarczy, że Merz zerknie na E3 – i już jest natchniony nowym konceptem. W rozmowach z Rosją, Ameryką i Chinami Europę winna reprezentować trojka Niemcy-Francja-Wielka Brytania. E6, E5, E3… A może E1, sam przewodniczący Rady Europejskiej? Gra upodabnia się do Scrabble’a, liczą się sprawnie ułożone słowa.
Z taką amunicją rusza na pole G7 europejski czteromasztowiec. A tam rychło okazuje się, że areną zmagań nie jest szachownica, tylko oktagonalna klatka. Kiedy atakuje cię zawodnik MMA obrona sycylijska zda się na niewiele, o czym przekonała się Giorgia Meloni. U progu nowego tysiąclecia format G7 przelotnie się rozrósł o Rosję. Przyjął postać G8 względnie G7+1. Moskwa szybko jednak dowiodła, że nie stawia na dodawanie, tylko na dzielenie. Jeżeli ten klub ma rzeczywiście zrzeszać kraje najsilniejsze gospodarczo, ósmym jego członkiem powinny być Chiny.
Na razie Chiny wiodą prym na G20, chociaż Rosji wydaje się, że to ona bryluje. Na G20 gra się już w Brass: Birmingham, a przynajmniej w Monopoly. Trzeba więc stawiać hotele, gdzie tylko się da, jak mister Martini w „Locie nad kukułczym gniazdem” albo Ivanka z Jaredem w Albanii. W tej konkurencji Amerykanie są mocni. Gorzej im idzie, gdy próbują się mierzyć z Pekinem w jego grę. Chińczycy cierpliwie układają swoje kamyki w strategicznych punktach, Trump chce je zaraz obłożyć cłami i się miota, bo traci pole. Człowieku, nie irytuj się.
Współrzędne ze skraja planszy – B9 – przyjęło stadko państw środkowo- i wschodnioeuropejskich należących do NATO. Nazwały się trochę jak objazdowy big band: Bukareszteńska Dziewiątka. I wszystkie kierują spojrzenia ku polom F16 i F35, niepewne, co i czy – w razie czego – nadleci stamtąd na pomoc. Do Dziewiątki dołączy być może grupka nordycka, wtedy cały format będzie tak liczny jak tyraliera białych (lub czarnych) na planszy do warcabów.
Ponieważ, przypomnijmy, nasza szachownica jest elastyczna, daje się ją rozciągnąć aż do pola V4. Usadowiła się na nim Grupa Wyszehradzka. Ruchem konika trojańskiego Rosja wprowadziła do V4, i nie tylko tam, Viktora Orbana. Nieliberalny demokrata spalił się jednak w krajowych wyborach i Budapeszt objęła dezorbanizacja, a całe Węgry magyaryzacja. Ma odmienić również Wyszehrad, co pewnie trochę potrwa. Oczekiwanie na tę odmianę, podobnie jak na wejście Polski do G20 i utrzymanie się w E5, ułatwią wizyty na polach B1, B2, B6, B12, gdzie należy się zaopatrzyć w witaminy potrzebne dla właściwego funkcjonowania układu nerwowego.