Tego należało się spodziewać. Naukowcy z Uniwersytetu McGill w Montrealu dowiedli empirycznie, że stres i niepokój związane z wydłużającą się pandemią wpływają na sprawność intelektualną oraz funkcje poznawcze. I że nie jest to wpływ pozytywny. Ludzkości całe ogromy wirus przenika z końca do końca, tymczasem homo covidus nie potrafi lub nie chce dostrzec, że tematu nie ogarnia. Że rozumuje kulawo, widzi fantomy i w ogóle pogrąża się w matriksie – zwłaszcza na polu szeroko pojmowanej zdrowotności. Przykładów dostarcza postępowanie jednostek jak i całych populacji.
Nadworny lekarz Białego Domu ogłasza komunikat o kondycji głównego lokatora. Zapewnia w nim, że Joe Biden pozostaje zdrowy, po czym długo wylicza choroby pacjenta i leki, jakie ten musi przyjmować. Doktorowi przyświeca dewiza primum non nocere. Przede wszystkim nie szkodzić – prezydentowi. Cokolwiek jednak lekarz ogłosi, połowa Amerykanów (która robi się coraz większa) uzna to za kłamstwo, maskujące oszustwo wyborcze. Gdyż prezydentem powinien być Donald Trump. Choć może już raczej bizon przebrany za człowieka, bo Trump traci instynkt: wzywa swoich zwolenników, by się szczepili.
Sędziwy Jean-Marie Le Pen też goni w piętkę. Apeluje: szczepcie się, patrioci. Natomiast wciąż młodzieńczy Emmanuel Macron grozi. Nieparlamentarnie uprzedza pięć milionów niezaszczepionych rodaków, których nie uważa za obywateli, że skoro oni są upierdliwi, to on wobec nich będzie jeszcze upierdliwszy. Rywale Macrona formalnie nie posiadają się z oburzenia, faktycznie – z radości. Toż on sam przed wyborami wystawia się na strzał, ten prezydent nie wszystkich Francuzów!
W Amsterdamie umiaru nie zachowują antyszczepionkowcy, ale policyjna sfora nielepsza, zwłaszcza jeden wilczur. W ferworze pandemii sprawozdawca ONZ do spraw tortur traci miarę rzeczy: porównuje pogryzienie manifestanta z zaduszeniem George’a Floyda.
Mieszkańcy Belgii coraz rzadziej widują UFO. Zgłoszeń bliskich spotkań trzeciego stopnia jest o połowę mniej niż przed rokiem (tu połowa maleje). Najwyraźniej Belgowie uznają, że od niewyjaśnionych zjawisk i sensacyjnych teorii roi się teraz na Ziemi i nie ma sensu zadzierać głowy, aby posiąść prawdę. Don’t look up. Za to Czechów ciągnie ku wodzie, jak każdy naród bezmorski. Na czas ceremonii mianowania nowego szefa rządu szefa państwa umieścili w akwarium. Co prawda było suche, ale już akt nominacji zdezynfekowano na mokro.
Kim Dzong Un chudnie, bez dania racji i bez uprzedzenia. Homines covidi, reprezentowani również w gronie tak zwanych obserwatorów, liczą kilogramy: ubyło 20 ze 140. Myśl, zakłócona przez zarazę, nie podpowiada, że te rachunki są pozorne, gdyż przywódca Korei Północnej waży w istocie tyle, ile jego rakiety. A pierwszej rakiecie świata nieco oklapł naciąg. Novak Djoković, antyszczepionkowiec totalny, jeszcze pre-covidalny, już miał przejść przez dziurę, wyciętą specjalnie dla niego w kordonie sanitarnym w Melbourne, gdy premier Morrison połapał się jednak, że przywilej dla jednego Serba byłby afrontem wobec wszystkich Australijczyków, izolowanych najdłużej i najsurowiej na świecie.
Czy opisane przypadki dobrze ilustrują odkrycie wspomnianych na wstępie naukowców z Montrealu? Możliwe, że nie, że przykłady zostały dobrane źle. Ale jeśli one są złe, to znaczy, że one są dobre. Czego bowiem, przypomnijmy, dowiedli Kanadyjczycy? Że stres i lęk, związane z pandemią, mają negatywny wpływ na sprawność intelektualną.