Protest przeciwko dymisji ukraińskiego ministra obrony Mychajła Fiodorowa w centrum Kijowa na Ukrainie, 21 lipca 2026 r., PAP/EPA/SERGEY DOLZHENKO
25 lipca 2026

Koalicja niechętnych

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Test z wiedzy ogólnowojskowej, poziom podstawowy: ilolita jest lufa? Odpowiedź: lufa jest jednolita. Na kursie dla zaawansowanych, czyli ekspertów, pytanie już trudniejsze: czy tę cechę lufy można przypisać również „kolektywnemu Zachodowi” z jego strukturą militarno-polityczną? I z jego stosunkiem do wspierania Ukrainy w wojnie z Rosją. No, nie – trafnie odpowiedzą kursanci. Przechodzą do masterclass, a tam dopiero czeka na nich prawdziwa szarada: jak się do siebie mają koalicja czołgowa, samolotowa, amunicyjna i antybalistyczna oraz Grupa Ramstein i koalicja chętnych? Czy to jeden rzeczywisty byt w wielu fazach rozwoju, w wielu odsłonach, czy może fantomy mnożące się niczym króliki Lejzorka Rojtszwańca?

W zgłębieniu tego problemu pomocna będzie analiza semantyczno-lingwistyczna oraz doświadczenia polityki realnej. Weźmy pod lupę koalicję chętnych, coalition of the willing, bo – choć liczy ona mniej członków niż Grupa Kontaktowa do spraw Obrony Ukrainy – nazwę nosi bardziej wymowną. Ale też dezorientującą. Zależnie od interpretacji będzie to pleonazm lub oksymoron.

Jeśli uznać, że koalicję tworzą różne podmioty połączone właśnie chęcią dokonania czegoś wspólnie, wówczas określenie „koalicja chętnych” stanie się masłem maślanym, czyli pleonazmem. Cel utworzenia takiej grupy może się zresztą sprowadzać do samego deklarowania intencji, do chciejstwa – bez możliwości ani nawet zamiaru przejścia do czynów. Kiedy głównodowodzący francuskich sił zbrojnych generał Mandon apelował do rodaków o gotowość do poniesienia najwyższych ofiar, rząd w Paryżu natychmiast uspokajał: nienasze dzieci nie pójdą walczyć i umierać na ukraińskiej ziemi.

Definicję koalicji można również zbudować wedle założenia , że partnerzy przedsięwzięcia wcale nie mają ochoty działać ramię w ramię i nieraz serdecznie się nie znoszą. Zatem nie powoduje nimi chęć, lecz uświadomiona potrzeba lub wręcz konieczność współdziałania dla osiągnięcia celu, który każdy z nich widzi nieco inaczej. Byłaby to koalicja niechętnych. Retorycznie: oksymoron. Politycznie: wałęsowskie nie chcem, ale muszem. Figura świetnie znana partyjnym liderom w okresach przed- i powyborczych, a przywódcom państw w czasie międzynarodowych konfliktów i wojen. Koalicja niechętnych sprawy stawia uczciwie, realistycznie i pragmatycznie. W koalicji chętnych ruch jest wszystkim, efekt niczym, a wolontariat myli się z woluntaryzmem.

Wola wspierania Ukrainy w jej wojnie z Rosją wymaga wciąż nowych potwierdzeń, bo co jakiś czas wyraźnie słabnie. Może i jest niezłomna, ale dosiada pstrego konia, który w dodatku bywa narowisty i łatwo się płoszy. Ukraina dostaje broń wcześniej dla niej niedostępną, nie dostanie jednak tego, na czym zależy jej najbardziej: wstępu do NATO. Decyduje sprzeciw Amerykanów, chociaż nie tylko oni tworzą tu front odmowy. Unia Europejska dawkuje sankcje na Rosję, 21 pakietów w ciągu ponad czterech lat. Gdyby pakiety było mniej liczne, za to bardziej pokaźne, putinowska gospodarka wojenna odczuwałaby ciosy dotkliwiej. Widać nie ma w Unii aż takiej chęci szkodzenia Rosji. Jest ogólna wola przyjęcia Ukrainy do Wspólnoty, byle nie za szybko. A i nią mogą zachwiać ekscesy nacjonalizmu i negacjonizmu ze strony Kijowa, żeby nie wspomnieć o aferach korupcyjnych czy rozgrywkach personalnych na wyżynach władzy. Przyjmowanie Ukrainy do Unii Europejskiej dokona się w takim samym klimacie emocjonalnym, jaki towarzyszył budowaniu koalicji ją wspierającej. Po wierzchu triumf solidarności, pod spodem obawy i niechęć.

W ciągu kilku ostatnich dekad międzynarodowe siły zbrojne przeprowadziły niemało wielkoskalowych operacji, niemniej użycie określenia „koalicja chętnych” byłoby w pełni uzasadnione właściwie tylko w jednym przypadku. 1990, Pustynna Burza, pierwsza Wojna w Zatoce. Wszystko tam było, co trzeba. Prawo i racja po stronie wyzwolicieli Kuwejtu spod okupacji irackiej, mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ, zgodny współudział państw zachodnich i muzułmańskich, jedność woli i czynu. Zabrakło jedynie politycznej wyobraźni, która pozwoliłaby już wtedy z łatwością zmieść reżim Saddama Husajna.

Podobnie legitymizowanej i zmotywowanej koalicji Amerykanie później już nie zmontowali. Ani w niesławnych nalotach na Belgrad; ani w Afganistanie, gdzie ugrzęźli na 20 lat; ani w Iraku, dokąd sojusznicy z NATO wyruszali albo z poważnymi wątpliwościami, albo z neoficką nadgorliwością. Globalna koalicja przeciwko ISIS zrzeszała ponad 80 państw, ale głównie na papierze. A dziś wybuch i przebieg wojny Stanów Zjednoczonych z Iranem dowodzi aż nadto wyraźnie, że sojusznicy Amerykanów z krajów europejskich i arabskich są koalicjantami niechętnymi, i to bardzo.

Dlatego eksperci wojskowości ogólnej opisujący międzynarodowe przedsięwzięcia militarno-polityczne powinni się wystrzegać niefrasobliwej publicystyki nazewniczej. Bo potem okazuje się, że z taką koalicją chętnych jest jak z lufą. Wcale nie musi być jednolita, każdy rusznikarz wam to powie.

Posłuchaj

Posłuchaj również

15 sierpnia 2026

Czy Francja da sobie ukraść wybory

15 sierpnia 2026

Zwierzęta w czasie pożarów

13 sierpnia 2026

How to Be Ready for the Future

-10
+10
00:00
/
00:00