Dobro i Zło wirują po staremu, ale trudno rozpoznać, które na górze, które na dole, bo powsiadały na różne huśtawki. Już się nie bujają przykładnie na dwóch biegunach. Oto świat multipolarny, mówią uczeni. W dodatku jeden z nich upłynnił nowoczesność i teraz wszystko jakieś rozmydlone, niewyraźne, genetycznie i semantycznie zmodyfikowane. Oryginały w zaniku, wyparte przez wersje pseudo-, quasi-, neo- albo post-. Żeby uporządkować ten chaos, przydałby się prawdziwy, porządny konserwatyzm. Dlaczego konserwatyzm? Dlatego, że – jak twierdzi inny profesor – jest to wiedza, która uczy się na własnych błędach, zaś Historia to nic innego jak następstwo błędów skorygowanych.
Ale autentycznego konserwatystę znaleźć dziś trudno. Łatwiej rozpoznać tuningowanego – model ulepszony, czyli na pewno gorszy. Proszę bardzo: internetowy mem z trzema fotografiami, Borisa Johnsona, Donalda Trumpa oraz Javiera Milei, prezydenta elekta Argentyny. Zdjęcia zdobią afisz konferencji naukowej Anomalie uwłosienia a neokonserwatyzm. Wyzwania i perspektywy. W dyskusji warto omówić ciekawe zjawisko. Dłuższe włosy w nieładzie – pod nimi równie nieuczesane myśli – byłyby obecnie charakterystyczne dla postawy zachowawczej. Natomiast progresiści strzygą się tak jak rozumują. Krótko, z dyscypliną, przy samej skórze, na pałę. Kiedyś było odwrotnie.
Dopisek na marginesie. Wokół powyższych uwag niebezpiecznie blisko krążyło słowo łysi. Udało się go nie użyć i tym samym nie urazić pewnej grupy, która – jak tyle innych grup – może sobie nie życzyć, by nazywać ją w sposób deprecjonujący, dyskryminujący i demotywujący do bliższych z nią kontaktów. W imię szacunku dla mniejszości należałoby zatem przyjąć określenie bardziej poprawne. Na przykład – skromnowłosi. Koniec dopisku na marginesie.
Dla nowocześnie płynnych konserwatystów – by do nich wrócić – typowa staje się gibkość wobec najtrudniejszych wyzwań geopolityki. Trump miałby być biczem Bożym na Chińczyków, choć jeszcze niedawno się z nimi kolegował. Viktor Orban przeciwnie – coraz bardziej się z nimi brata, chociaż Trumpa wielbi z wzajemnością. Republikanie z GOP, Starej Wielkiej Partii, miękną wobec Putina. Torysów też czekają trudne wybory, więc i ich stanowczość wobec Rosji może skruszeć. Za Izraelem, biorącym straszliwy odwet za napaść Hamasu, murem stoi Petr Fiala, quasi-konserwatysta z etykietą obywatelskiego demokraty. Ale już nie Mark Rutte, post-konserwatysta liberalno-lewicowy (takie zwierzę istnieje, Leszek Kołakowski miał rację).
Co różni konserwatystów od progresistów – każdy widzi. Nazwy określają postawy i vice versa. Pierwsi, zwolennicy ancien régime’u, odżegnują się od “postępu”, któremu z kolei hołdują ci drudzy. Uniwersalną zasadność tego rozróżnienia podważają tymczasem amerykańskie badania porównawcze. Wynika z nich, że media o profilu konserwatywnym relacjonują rozwój sztucznej inteligencji w sposób znacznie bardziej pozytywny emocjonalnie, niż media liberalne. Gdzie tu zachowawcza niechęć do postępu, przecież AI to niewątpliwy progres? Zaraz jednak pojawia się zastrzeżenie badaczy: media liberalne lepiej wyczuwają, że jest to postęp na dobre i na złe. Zaś Zło – jak dobrze wiemy – po staremu wiruje w zmaganiach z Dobrem, stosuje jednak coraz to nowe chwyty, o których jeszcze zbyt wiele nie wiemy. Ofiarą sztucznej inteligencji mogą paść najsłabsze, najbardziej wrażliwe kategorie społeczne. Takie obawy żywiliby progresiści. Wolni od takich rozterek byliby konserwatyści.
W XIX w. pionier liberalizmu John Stuart Mill twierdził, że konserwatyści niekoniecznie są głupcami, niemniej tak się składa, że wśród głupców większość stanowią konserwatyści. Dwa stulecia później Roger Scruton, jedyny w swoim rodzaju konserwatywny humanista i esteta, krytykował własny obóz bardziej subtelnie, jednocześnie wbijając szpilę przeciwnikom. Przywiązanie do istniejącego stanu rzeczy tak paraliżuje konserwatystów – pisał Scruton – że nie naprawiają oni błędów popełnionych przez liberalną lewicę.
Pojawiła się przecież nowa formacja reprezentowana przez kilku wcześniej wspomnianych polityków neo, post i quasi. Ów nurt można by określić jako konserwatyzm postępowy i zaraz przed nim przestrzec, gdyż przypomina on – nie tylko z nazwy – paraliż postępowy. Ten zaś – jak zauważył Boy-Żelenski – najzacniejsze trafia głowy.