Fot: Mika Baumeister / Unsplash
4 września 2021

Mask, vax, pass

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Dziennikarz, publicysta gospodarz programu „Dzień na świecie” w Polsat News.

Na początku sprawy układały się jasno. Zasadniczo wirus był jeden, chiński. Jeszcze bez naukowego kryptonimu. Mówiło się krótko: korona. A obozy były dwa. Obrońcy wiedzy, rozumu i obiektywizmu, wierni ideałom Oświecenia, postępu i demokracji. Oraz ci drudzy: teoretyzujący spiskowo (spiskujący teoretycznie?), tuczeni fake newsami, zaplątani w Sieć populizmu. Światli oraz Ciemni.

Obóz Światłocienia nie powstał, gdyż uczciwie niepewnych, którzy mogliby go stworzyć, Światli wpychali w szeregi Ciemnych. I odwrotnie.

Z czasem sytuacja się skomplikowała. Wirus sypnął mutacjami. By nie stygmatyzować krajów, z których wyszły w świat nowe warianty patogenu, zrezygnowano z ich nazw “narodowych”, brytyjskiej czy indyjskiej. Nie do końca jednak, bo teraz każdy z nich udaje Greka: alfa, beta, gamma, delta. W helleńskim alfabecie pozostaje jeszcze 20 liter bez pandemicznego przydziału, co pozostawia wirusowi szerokie pole do dalszych mutacji.

Zauważalnym przemianom zaczęły też ulegać oba obozy. Ich twarde jądra co prawda nic a nic nie zmiękły, niemniej na murach warowni Ciemnych jęły się pojawiać jasne plamy, a w forcie Światłych gdzieniegdzie raptem zapadał mrok. Bo przybyło sprawdzianów, weryfikujących miejsce pod właściwym sztandarem. Albo maska na twarzy – albo postawa anti-mask. Albo akceptacja konieczności czy nawet przymusu szczepień – albo bunt anti-vax. I jeszcze pokrewna alternatywa: zgoda na paszporty sanitarne – albo protest anti-pass. W rozwoju choroby wystąpiły więc dodatkowe powikłania na poziomie socjo-mentalnym. Antyszczepionkowcy noszą maski. Donald Trump zaleca szczepienia. Koronanegacja miesza się w wolnościowej manifestacji z koronarealizmem. Wcale liczni pfeizerianie, moderniści i astraci pomstują na sanitarny szariat, któremu ulegli. Nowi Oburzeni, często w starych żółtych kamizelkach, na covidowych paszportach widzą pieczęć dyktatury. Idioci i dranie zakładają żółte opaski z Gwiazdą Dawida. Wszyscy mówią władzy swoje NIE, swoje PRECZ.

Nie znaczy to jednak, że zanika między nimi wrogość wzajemna. Że pogarda i poczucie wyższości wobec drugiej strony pandemicznej kłótni ustępuje miejsca zrozumieniu i – wreszcie – poczuciu wspólnoty losu. Ewentualne ubytki niechęci albo i nienawiści do bliźniego wypełnia polityka. Ona jest obecna w tej historii od pierwszej łyżki zupy z wściekłego nietoperza, czy też od pierwszego wychynięcia koronawirusa z laboratorium w Wuhan. Od pierwszych rządowych zaniedbań i sprzecznych zaleceń po najnowsze dekrety, ogłaszane już z wyżyn nieomylności. Polityka ma za nic kryzys, jeśli nie zgoła zanik zaufania do instytucji państwa, do nauki, do mediów. Nie przeszkadza jej, że akceptacja rygorów sanitarnych nie oznacza afirmacji, tylko rezygnację.

Sezon wyborów nadciąga – w Niemczech, w Kanadzie, Francji, może w Polsce. Wszystko jedno, czy suweren rozumie, wierzy czy wątpi. Ważne, by potwierdził skuteczność rządzących i nie odrzucił niezbędnika obywatela: maski, szczepionki, covidowego paszportu. By szedł głosować w rytmie mask-vax-pass. Mask-vax-pass – mask, vax, pass – lewa – mask-vax-pass.

Posłuchaj

Posłuchaj również

10 stycznia 2026

Dlaczego pijemy colę w kinie

10 stycznia 2026

Życie codzienne w Caracas

3 stycznia 2026

Voyager w międzyplanetarnej podróży

-10
+10
00:00
/
00:00