Jaka jest religia państwowa we Francji? Już dawno nie katolicyzm, islam jeszcze nieprędko – więc co? Laicyzm, ktoś odpowie, pewien że trafił. Istotnie, celu nie chybił, jednak to nie strzał w środek tarczy. Religią państwową Francji jest administracja. W odróżnieniu od wszystkich innych wyznań metafizycznie uniwersalna, dialektycznie jednorodna: zarazem mono-, pan- i ateistyczna. Syta, otyła od datków i podatków, a z wiecznego nienasycenia i tak zjadająca własny ogon. Wszechobecna, wszechmocna, wszechfrancuska.
Administracja ma swoją liturgię, własną obrzędowość i autokefaliczny kościół. Jego głową jest szef państwa upozowany na cesarza. Ale to nie monarchia. Bo jest jeszcze kasta kapłanów, strzegąca tajemnic, czystości i mocy wiary. Enarchowie, czyli absolwenci słynnej ENA, Ecole Nationale d’Administration. Prezydenci, ministrowie, dyplomaci, prefekci, urzędnicy najwyższych szczebli, ale też prezesi wielkich spółek, zarządcy gospodarki i finansów. Templariusze administracji. Za ich sprawą Francja jest enarchią….
Czy to źle? Długo było dobrze, nawet bardzo. ENA powołał do życia już jesienią 1945 roku generał de Gaulle, by odmienić i zdemokratyzować kadry państwa, którego dotychczasowi notable nawykli do reguł nepotyzmu i protekcji w III Republice. W dodatku mieli na sumieniu hańbę Vichy. Nowa Krajowa Szkoła Administracji wydawała na świat kolejne mioty świetnie wykształconych funkcjonariuszy publicznych. To w znacznej mierze oni przeprowadzili Francję przez odbudowę, dekolonizację, modernizację, przez początki konstrukcji europejskiej. Całe powojenne tak zwane Chwalebne Trzydziestolecie było złotym okresem ENA i jej absolwentów, pochodzących wtedy jeszcze nie tylko z wielkiej burżuazji.
Po czym, w latach 70. zaciął się mechanizm, który my nazywamy (a raczej nazywaliśmy, bo i u nas też już nie działa) awansem społecznym, a Francuzi – windą socjalną. ENA, kuźnia elit, stopniowo formowała głównie słuchaczy już z elit się wywodzących. Gorszy sort po drodze był odcedzany. Konkursowy egzamin do tej uczelni musiał być w praktyce poprzedzony nauką w najlepszych szkołach, właściwie niedostępnych dla młodzieży z rodzin uboższych i spoza Paryża. Rozrost i reprodukcja kasty “sług państwa” postępowały zgodnie z prawem Parkinsona i z prawami biologii. Tak że dziś, po 75 latach istnienia Szkoły, większość z najmłodszych mandarynów administracji może o sobie powiedzieć: enarcha z dziada pradziada…
Problem z nimi jest jednak jeszcze inny. ENA nie tyle formuje, co formatuje przyszłą służbę cywilną, wedle kanonu “pensée unique”, myślenia jedynie słusznego. Przez lata ów kanon sprowadzał się do francuskiego etatyzmu: referencją było własne państwo. Model się pokruszył, kiedy etatyzm ugiął się pod ciężarem idei i praktyki globalizacji. Nie zmieniła się natomiast metoda, zgodnie z którą ENA gwarantuje, owszem, znakomite wykształcenie, nie zapewnia jednak wiedzy stosowanej ani kontaktu z terenem. Więcej, w ogóle nie przygotowuje do konkretnej pracy, bo o tym, kto gdzie trafi jako absolwent decyduje końcowa klasyfikacja w danej promocji. Pierwsza piętnastka, zwana „la botte”, może przebierać w najlepszych ofertach: Rada Państwa, Izba Obrachunkowa, Inspekcja Finansów. Pozostali pójdą do urzędów niższej rangi.
Chyba że – co stało się jeszcze inną przywarą enarchów – wybiorą „pantouflage”, czyli stałe albo czasowe przeprowadzki ze służby państwowej do wielkich pieniędzy w sektorze prywatnym. Tak właśnie przebiegała kariera Emmanuela Macrona, enarchy modelowego. Z ENA do Inspekcji Finansów, stamtąd do Banku Rotschildów, potem do rządu, wreszcie do Pałacu Elizejskiego…
I teraz, przymuszony protestami żółtych kamizelek, osłabiony koronakryzysem, niepewny reelekcji, ten sam Macron chce to wszystko zmienić. No, wszystko – to za dużo powiedziane, raczej dokonać rebrandingu. Krajowa Szkoła Administracji zostanie zlikwidowana, a w jej miejsce, w tym samym gmachu, za rok pojawi się Instytut Służby Publicznej. Miałby rekrutować, kształcić i kierować do pracy w sposób bardziej demokratyczny. Produkować kadry państwowe bliższe ludowi, elity bardziej egalitarne. W nie tak dalekiej przeszłości i w innym systemie już podobne próby podejmowano. Więc zapytajmy już teraz: mędrcy świata, enarchowie, gdzie śpiesznie dążycie?