Fot: Arkin Si / Unsplash
26 listopada 2022

Merytokraci

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Nie wszyscy szefowie od sportu tracą włosy, najpewniej jednak wszyscy mieli niełatwo zanim zostali szefami. Weźmy, Ryszard Ochódzki. Prezes klubu “Tęcza” za młodu doświadczył ciężkiego losu czarnego koszykarza. Zinedine Zidane i Grzegorz Lato często byli kopani. Z kolei kierujący większym związkiem Gianni Infantino, obecnie łysy ekspat w Katarze, w dzieciństwie był rudym, piegowatym imigrantem w Szwajcarii. Miejscowi dokuczali mu więc w najlepsze, tym bardziej, że słabo mówił po szwajcarsku. Infantino odczuł, co to prześladowanie oraz dyskryminacja. Dlatego też – jak wyznał po angielsku, z lekko już jakby katarskim akcentem – teraz utożsamia się on z Arabami i Afrykanami, z homoseksualistami, niepełnosprawnymi i gastarbeiterami. Poza tym – czego już wyznawać nie musiał – przewodniczący FIFA wie co trzeba, zna kogo trzeba i co trzeba potrafi załatwić. Właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Wynoszeniu takich ludzi na wysokie pozycje w organizacjach i wspólnotach, włącznie z tymi największymi, służy system zwany merytokracją. Opisał go pół serio, jako utopię, angielski socjolog Michael Young już w latach 50. ubiegłego wieku, czyli dawno. A przecież poważne powoływanie się na merytokrację wciąż pozostaje w politycznej modzie. Nie szkodzi, że koncept – w założeniu wymierzony w skostniałe, nepotyczne elity – okazał się receptą na tworzenie nowych, betonujących się równie mocno jak tamte. Dowodem uczciwości i działania pro publico bono będzie powierzenie ważnego stanowiska osobie ocenionej wyłącznie według kryteriów a) kompetencji, b) zasług.

Na tych dwóch atutach merytokracja opiera swoje znaczenie, wywiedzione z łacińskich słów meritum, czyli sedno, istota sprawy oraz meritus – zasłużony, godny. (Na marginesie: emeryt to zatem nie stary niedołęga, nadający się na złom, lecz człowiek doświadczony, któremu należy się szacunek). Problem zaczyna się od interpretacji owych dwóch atutów. Kompetencję do orzekania o kompetencji rezerwuje sobie odpowiednia władza. Sama niekoniecznie kompetentna, za to zwierzchnia – to wystarczy. Nawet w idealnym państwie Platona wstęp do rządzącej kasty filozofów zależałby pewnie nie od stopnia umiłowania mądrości, tylko od decyzji Prezesa Filozofów, bo ktoś taki niechybnie by się tam dorwał do władzy.

Podobnie rzecz się ma z kryterium numer dwa: z zasługami. Praktyka wskazuje, że idzie tu nie tyle o zasługi dla społeczności czy organizacji, co o przysługi wyświadczone temu lub tym, którzy nią kierują. Suweren rozdając latyfundia czynił ze swych rycerzy możnowładców nie dlatego, że doceniał ich męstwo i ofiarność w bitwie, lecz dlatego, że była to ofiara składana jemu, suwerenowi. Następca tronu mógł już przywileje i nadania odwołać, jeśli nie doczekał się przysług należnych nowemu monarsze. Według tej samej zasady ciągle produkuje się bonzów, mandarynów, baronów, oligarchów, rozmaitych totumfackich władzy. Mniemany merytokrata jest nagradzany nominacją ministerialną, rekomendacją do ważnej instytucji międzynarodowej, wysokim miejscem na liście wyborczej, posadą w zarządzie spółki, a pomniejszy jakąś ambasadą lub choćby związkiem sportowym.

Naturalnie zdarza się, że awans w hierarchii, nawet na sam jej szczyt, jest wynikiem docenienia faktycznych zasług i rzeczywistych kompetencji. W końcu dla każdego polityka najwyższym dowodem uznania jego politycznych dokonań i umiejętności będzie zwycięstwo w wyborach. Wtedy jednak w zastanawiający sposób jego zasługi mnożą się wstecznie, kompetencje zaś przeciwnie – jakby wybiegały w przyszłość, na obszary dotąd mu nieznane. Przywódca okazuje się raptem znachorem wirusologii, inny magiem demografii. Następny, a może wciąż ten sam, chałupnikiem fizyki jądrowej lub sygnalistą problemu bezdzietności kobiet – tak jak Gianni Infantino okazał się lewym obrońcą praw człowieka.

Nie ma tak dobrze, na wszystkim znać się nie można. Wszystko ogarniają tylko felietoniści, szczególnie łysi.

Posłuchaj

Posłuchaj również

10 stycznia 2026

Dlaczego pijemy colę w kinie

10 stycznia 2026

Życie codzienne w Caracas

3 stycznia 2026

Voyager w międzyplanetarnej podróży

-10
+10
00:00
/
00:00