Fot: Kevin Woblick / Unsplash
16 października 2021

Na oklep

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Dziennikarz, publicysta gospodarz programu „Dzień na świecie” w Polsat News.

Pomniki padają ostatnio seriami, pora by pomyśleć o nowych, żeby przyszłe pokolenia też miały co obalać. Pojął to doskonale Wilhelm Koch, artysta z gminy Etsdorf w Górnym Palatynacie. Używając nowoczesnej technologii – drukarki 3D – stworzył posąg Angeli Merkel, wielkości naturalnej. Złoty, a skromny. Powleczony jedynie warstewką brązu, cały zaś z taniego budulca z recyklingu. Niemniej blask jaki od niego bije w pierwszej chwili rodzi skojarzenia ze złotą statuą Dziewicy Orleańskiej z Placu Piramid w Paryżu. Może zresztą rodzi je nie tyle blask, co koń. Rzeźbiarz-drukarz wykonał bowiem eine Reiterstatue, pomnik konny. Trudno jednakże powiedzieć, by pani kanclerz “dosiadała rumaka”: ona raczej zajmuje na nim miejsce – skromnie, dyskretnie, jak na konferencji międzynarodowej. Albo na mównicy Bundestagu. Właśnie, postać sprawia wrażenie, jakby stała, a nie siedziała. Nie przypomina też w niczym groźnej amazonki. Chyba żeby za zbroję uznać żelazny jej strój, czyli spodnie i żakiet, a za oręż słynny romb ułożony z dłoni. Dłonie nie są zajęte trzymaniem wodzy; wodzy nie ma, nie ma też siodła ani strzemion. A przecież Angela Merkel trzyma się prosto i pewnie. Bo tak też sprawowała władzę, wyjaśnia swój koncept Wilhelm Koch. Co się zaś tyczy wierzchowca, nie podejrzewamy go o zamiar zrzucenia jeźdźczyni. Fakt, koń się nie rusza, jak to pomnik, ale nawet gdyby mógł, to okazałby się zapewne zwierzęciem pieszym, a nie pegazem. Obłaskawioną, ujeżdżoną i zmęczoną kobyłą Historii. 

Twórcy z Etsdorfu należą się słowa uznania za proste środki ekspresji, jasność przekazu i stronienie od patosu. Owszem, złe języki syczą po niemiecku, że pomnikowa Angela Merkel dołącza oto do groteskowej kawalerii, do czambułu Kim Dzong Una i Władimira Putina – jedynych współczesnych przywódców, którzy dowartościowują się pozując konno (ten drugi w dodatku z obnażonym torsem) – ale takie szyderstwa wypada zbyć wzruszeniem ramion. Wszak pani kanclerz nie została uwieczniona w pozie i stroju z “Szału” Podkowińskiego, tego by jeszcze brakowało. W ogóle Wilhelm Koch mądrze nie dał się skusić alegorycznym wizjom i nie wybrał którejś z ogranych scen, choć wybór miałby spory. Weźmy: skała nad Renem, a na niej Angelorelei wiodąca swym śpiewem żeglarzy do zguby wśród raf i odmętów. Albo Pallas Angela. Lub Angela jako Europa porywająca Zeusa ( przecież nie odwrotnie). Jako Mutter Courage z bieda-wózkiem audi q8, za nią jej dzieci, znaczy my wszyscy. Czy jeszcze: Merkel prowadząca eurolud na barykady. Złym pomysłem byłoby również kopiowanie konnego monumentu któregoś z wybitnych wodzów, zwłaszcza Jana III Sobieskiego, tratującego pobitych Turków. Osobno winni jesteśmy wdzięczność Wilhelmowi Kochowi za to, że nie poszedł na arcyłatwiznę, nie zasugerował się uwielbieniem Angeli Merkel dla Ryszarda Wagnera i nie wypuścił z drukarki 3D cwałującej Walkirii. A dlaczego mielibyśmy być mu za to wdzięczni? Bo pamiętamy, co mówił Woody Allen. Kiedy zbyt długo słucham Wagnera, nachodzi mnie ochota, by napaść na Polskę. 

Tak udanemu pomnikowi nie grozi rychłe obalenie. Angela Merkel nikogo specjalnie nie ciemiężyła, więc nikt raczej nie zniszczy jej konnego posągu w imieniu uciskanych niegdyś ludów i warstw. Nie ma natomiast gwarancji, czy ktoś nie zrobi tego wkrótce w imieniu konia. 

Posłuchaj

Posłuchaj również

10 stycznia 2026

Dlaczego pijemy colę w kinie

10 stycznia 2026

Życie codzienne w Caracas

3 stycznia 2026

Voyager w międzyplanetarnej podróży

-10
+10
00:00
/
00:00