Olejek arganowy, płynne złoto zachodniego Maroka, jest już wytwarzany głównie metodami przemysłowymi. W okolicach Essaouira w jego chałupniczej produkcji wciąż jednak biorą udział kozy, wcale niegłupie. Zwinnie skaczą na arganowce (a nie są to drzewa pochyłe), wybierają owoce z górnej półki, patrzą na świat z wysoka. Wydalone lub wyplute pestki zbierze na dole właściciel trzódki i wytłoczy z nich olejek. Kozy nie są zwierzętami nadrzewnymi, toteż po wyżerce chcą wrócić na ziemię. Ale nie mogą. Pasterz biznesman nie pozwala im zejść albo zapędza do ponownej wspinaczki, gdyż zaraz nadjadą turyści – autokar za autokarem – i rzucą się do pstrykania fotek, za które zapłacą. O ile wdrapywanie się na arganowce jest zachowaniem naturalnym kóz spod Essaouira, to spędzanie przez nie całych dni w koronach drzew już nie. Zdjęcia turystów uwieczniają pozory prawdy.
Zupełnie inna fotografia, prawda dużo cięższej wagi – i także wątpliwości, co tu naturalne, a co nie. Waszyngtońska manifestacja po śmierci George’a Floyda, protest przeciwko legalnej przemocy podszytej rasizmem. Grupa policjantów w wymownych pozach, na kornie zgiętych kolanach. Ich gest solidarności z ofiarą, z ofiarami brutalności stróżów prawa nie zyskuje uznania nowego zwierzchnika FBI, Kasha Patela. Czystki, jakie przeprowadza w policji, obejmują między innymi funkcjonariuszy ze zdjęcia. Dlaczego jednak klęczeli? Wewnętrzne dochodzenie wykazało ponoć, że było to, owszem, zachowanie naturalne, tyle że niepowodowane moralnym imperatywem, lecz instynktem przetrwania, odruchem samoobrony; w najlepszym razie troską o bezpieczeństwo publiczne. Policjanci uklękli, żeby – jak sami mieli przyznać – rozładować narastające napięcie, którego przyczyną była ich obecność.
I jeszcze kompozycja pod tytułem „Brazylijska martwa natura”. Czy za zawodowo naturalne może uchodzić postępowanie policjantów z Rio de Janeiro, którzy zabijają groźnych przestępców? Zapewne tak, tyle że z mocy ustawy stanowego parlamentu za każdego zastrzelonego zbira należy się policjantom premia. Wild West prime, nagroda Dzikiego Zachodu, jak ją nazwano – do 150 proc. miesięcznej pensji. Co więc decyduje: charakter niebezpiecznej pracy, powołanie, zawodowa sumienność czy dodatkowa kasa? Pewnie tylko sami policjanci wiedzą, czy istnieje między nimi naturalny podział good cop – bad cop? Albo i więcej: dobry człowiek – zły człowiek.
Seneka, św. Augustyn i Rousseau twierdzili, że ludzie ze swej natury są dobrzy. Ta teza miała i ma wyraźnie jednak mniejsze wzięcie niż przekonanie Hobbesa, Kanta i Schopenhauera o przyrodzonym człowiekowi złu. Dobry czy nie, człowiek byłby też wyłącznym dysponentem swoich, od żadnej władzy niezależnych i niezbywalnych praw naturalnych. Jako to: prawa do życia, wolności, dążenia do szczęścia. John Locke dodał: i prawa do własności. One wszystkie są niezmienne, bo natura człowieka nie zmienia się nawet przez tak zwaną naturalizację.
Czy swoją niezmienną naturę mają także narody i ich państwa? Siebie postrzegamy jako kochanków wolności, wiernych jej od zawsze. Rosji przypisujemy od stuleci – nie bez powodu – instynkty zaborcze, co nieraz irytuje Niemców ( a Angelę Merkel ciągle). Za łupieżców niosących wojenny potop nikt już nie uważa Szwedów, chociaż jeszcze trzysta lat temu mieli w Europie właśnie taką reputację. Pretensje Iranu do pozycji regionalnej potęgi uzasadnia historia. Również emigracyjna opozycja śniąca o obaleniu reżimu ajatollahów widzi Iran w klubie atomowym. Z biblijnego mesjanizmu i tragedii Holocaustu Izrael wywodzi swój status państwa wojennego, gdyż stale zagrożonego przez wrogie otoczenie. Idzie o stawkę najwyższą, o istnienie, więc wszelkie środki, które je zagwarantują, są dozwolone i usprawiedliwione. To przeświadczenie – teraz wyjątkowo wzmożone, a nawet świadomie podsycane – w spokojniejszych czasach przygasało, zawsze jednak było wpisane w DNA, w naturę nowożytnego państwa żydowskiego.
A Stany Zjednoczone? Natura supermocarstwa wyznaczyła im rolę światowego żandarma czy choćby peacemakera? Donald Trump zgadza się z tym powołaniem, ale tylko do pewnego stopnia. Dopóki nie czuje się do tego zmuszany. Bo wtedy – inaczej niż marokańskie kozy – nie przejmuje się oddolną presją i schodzi na ziemię. Nie zostaje na wysokości zadania. Wtedy mówi, że zgadza się z tym, co Izrael uzgodnił z Hamasem, ale nie ma zdania na temat państwa palestyńskiego. Albo że musi się dowiedzieć, jakie cele w Rosji miałaby atakować Ukraina amerykańskimi rakietami. I że, naturalnie, priorytetem amerykańskiej armii jest obrona ojczyzny, a nie pilnowanie Kenii czy Somalii.