Żeby było dokładnie i sprawiedliwie, sądowe młyny muszą mielić wolno. Zwłaszcza w procesie stulecia. Dziewięć miesięcy rozpraw, dwudziestu oskarżonych, połowie grozi dożywocie. Kilku jest sądzonych zaocznie; ci zresztą pewnie już nie żyją, zabici w Syrii. Cała dwudziestka, choć w różnym stopniu, odpowiada za śmierć 130 ludzi. Za zamachy z listopada 2015 roku w Saint Denis i w Paryżu. Wyroki zapadną niedługo. Nie będą łagodne, nie mogą być. Żadnej wyrozumiałości dla terrorystów, żadnych usprawiedliwień dla dżihadu. Tylko prawo karne, surowe dla morderców i ich wspólników. Dura lex – jak marka szklanych naczyń.
Z tego długiego procesu – mówią prokuratorzy – zapamiętamy niepohamowaną krwawą furię zbrodniarzy, których dewizą mogłoby być tchórzostwo. I głównego oskarżonego, Salaha Abdeslama. To on jako jedyny z paryskiego komanda wyszedł z życiem z akcji. W sądzie rozpoczął od szahady, muzułmańskiego wyznania wiary. Obrażał sędziów i ofiary. Potem przez całe tygodnie milczał. Na koniec ze łzami w oczach przepraszał. Prosił, by ci, wobec których zawinił, “nienawidzili go z umiarem”. Zapamiętamy jego nieszczerą skruchę – powiedział oskarżyciel publiczny.
Warto zapamiętać więcej. Cudze doświadczenie wewnętrzne, jeśli nie będzie opisane, nie pozostanie w pamięci. Ból rodzin zabitych w zamachach jest nie do opisania. Ale swoje odczucia starali się opisać ci, którzy przeżyli jatkę w sali Bataclan i rzeź w kawiarnianych ogródkach. Tamte – jak w jednym ze świadectw – latające strzępy ciał, które raniły nie gorzej niż kule. Starali się, nie wszystkim się udawało. W sądzie powracały napady trwogi. Psychologowie diagnozowali efekt bumerangu. Krzyk rwał dyscyplinę zeznań. Odzywało się też osobliwe poczucie winy: dlaczego ja ocalałem/ocalałam, a inni nie. Zwątpienie w prawo do własnego cierpienia, nawet u ciężko okaleczonych. Skoro ofiar było tak wiele, czy mój ból nie jest samolubny? Odkrycie nieprzygotowania do konfrontacji ze śmiercią. Na koncert ulubionej grupy nie idzie się przecież jak na stracenie, nawet jeśli ona ma śmierć w nazwie (Eagles of Death Metal). Lider zespołu ogłosił w sali sądowej, że wybacza zabójcom, że wybaczanie jest ważne dla chrześcijanina.
Warto zapamiętać również słowa jednego z adwokatów ofiar i ich rodzin. Według niego nie można było oczekiwać, że ten proces pozwoli zniknąć nienawiści. To niemożliwe. Relacja między nienawiścią i sprawiedliwością jest taka sama, jak między strachem i odwagą. Odwaga pozwala zapanować nad strachem; sprawiedliwość – nad nienawiścią. Trzeba wybaczyć tym, którzy nad swoją nienawiścią nie zapanowali. Tej odmiany uczucia, “które nie jest jak inne”, nie rozpoznała w swoim słynnym wierszu polska poetka. – Ofiary zamachów budzą współczucie i litość. Zasługują na więcej – mówi francuski adwokat.
Ciekawe, co czuli wobec nich – o ile czuli cokolwiek – trzej mężczyźni, którzy dwa lata temu ukradli drzwi tylnego wejścia do sali Bataclan. Furtkę do życia. Tą drogą kilkudziesięciu osobom udało się uciec spod kul morderców. Jakiś czas po zamachu street-artysta Banksy namalował na tylnych drzwiach “smutną młodą dziewczynę”. Skradzione dzieło policja odnalazła u paserów we Włoszech. Paryski proces całej szajki kończy się równolegle z procesem terrorystów. Żądając dla złodziei czterech lat więzienia prokurator podkreślił, że dopuścili się oni kradzieży dla zysku, nie zaś aktu profanacji.