Stworzyli potwora, przez tyle lat go karmili, sami przy nim obrastali w tłuszcz, nowobogactwo i pychę – niech się go teraz sami pozbędą. Strasznie wysoko zawieszamy Rosjanom poprzeczkę. Większość nie doskoczy, nawet nie spróbuje. Zabić drania i zakończyć ten nonsens – radzi śmiałkom Ilia Ponomariow. W 2014 jako jedyny głosował w Dumie przeciwko Anschlussowi Krymu. Dzisiaj, gdy nazywa się go dysydentem, poprawia ze Strasburga: jestem przedstawicielem zbrojnej opozycji. Czyli kogo? Kilku desperatów, którzy podpalali komendy uzupełnień? Posyłania rezerwistów w kamasze to nie przerwało. Powstania nie wywołało. A może powstawać nie warto, skoro upadek już blisko?
Raper Walkie, czyli Iwan Petunin z Krasnodaru, nie miał takiej nadziei. Powiedział do swojej kamerki, że Putin pozostawia mu do wyboru: iść do wojska, czyli na wojnę, iść do więzienia albo skorzystać z trzeciego wyjścia. I Walkie skorzystał: odebrał sobie życie. Smutne, ale niekoniecznie poruszające. Bo Petunin tylko wymknął się systemowi, zamiast podjąć z nim walkę – jak tego byśmy chcieli, prawda?
Zastępy młodych Rosjan znajdują lepsze “trzecie wyjście”: uciekają przed poborem nie w zaświaty, tylko za granicę, gdzie się da, gdzie ich jeszcze wpuszczają. Nie dlatego jednak uciekają, że są przeciwni “operacji specjalnej” Putina. Dlatego, że odległa wojna, która dotąd im nie wadziła, a nawet podobała się w telewizji, teraz się o nich upomina. Agoń, agoń, agoń – agonia, jak w piosence zespołu Lube, nadwornej grupy Putina.
Bohater “Paragrafu 22” uważał, że wojna toczy się wyłącznie po to, żeby on został zabity. Jego każdy lot był w gruncie rzeczy próbą dezercji. Dziś w Rosji dezercja (10 lat więzienia) kalkuluje się bardziej, niż krytykowanie wojny (15 lat łagru, a dla zdrajców ojczyzny, takich jak Władimir Kara-Murza, nawet 20). Niezborna “częściowa mobilizacja” to nie branka, która zamiast zapobiec powstaniu styczniowemu jedynie je przyśpieszyła. O żadnej insurekcji w Rosji nie słychać. Spośród protestujących przeciwko braniu w sołdaty policja wyaresztowała dwa i pół tysiąca ludzi. Wystarczyło.
Uciekają przed odpowiedzialnością, bo winni zostać i obalić Putina – mówi Gabrielius Landsbergis, minister spraw zagranicznych Litwy. A to jest zadanie ponad ich wyobraźnię, poprzeczka wywindowana w chmury. Skąd niby miałaby się u nich brać odpowiedzialność, wyjałowiona przez dekady putinizmu? Zresztą rosyjscy uciekinierzy mogą mieć inne zadania. Vytautas Landsbergis, ojciec Gabrieliusa oraz odrodzonej Litwy przestrzega, że ci ludzie mogą stać się bronią użytą przeciwko krajom, które ich przyjmą. Bałtowie, wyczuleni na prowokacje graniczne w typie białoruskim i na agenturalną infiltrację pozostają najostrożniejsi. Niemcy w odruchu humanitaryzmu pokutnego oferują azyl. Zastanawiające, jak łatwo kilkuset tysiącom młodych mężczyzn udaje się wyłgać od poboru i wyjechać z Rosji. Dwieście tysięcy dotarło do Kazachstanu, ale już ich tam nie ma. Gdzie się podziali?
Prawdziwa branka odbywa się na terenach okupowanych – czy może: jeszcze okupowanych – przez najeźdźcę. Skoro Federacja Rosyjska uznała je za swoją część, to tamtejsi Ukraińcy podlegają wcieleniu do jej armii. W obwodzie ługańskim na poszukiwanie tych, którzy się ukrywają kolaboracyjne władze wysyłają drony. Z granicy rosyjsko-estońskiej wywieziono w nieznanym kierunku ponad tysiąc Ukraińców usiłujących tą drogą uciec przed okupacyjnym poborem w Donbasie. Nieznany jest los kilku tysięcy dzieci wziętych w ruski jasyr. Bo słowo “branka” ma też inne znaczenie. To oblubienica, która wcale nie chce tego, co ją sobie upatrzył, więc zostaje porwana i zaślubiona po niewoli. Taką branką miała być Ukraina. Putin już wie, że jej nie dostanie, ale dalej gotów jest ją porwać. Na kawałki.