Zawładnęliście czymś, co do was nie należy. Oddawajcie. Oddamy, ale nie za darmo. No dobrze, to ile chcecie? Somalijskim piratom nie chodzi o nic więcej. Nawet jeśli mają związki z terrorystami z Al Shabaab, sami nie stosują ich metod, nie prowadzą świętej wojny, nie wysuwają żądań politycznych. Piraci z Rogu Afryki są rabusiami nastawionymi na zysk w postaci okupu. Uprowadzenia tankowców to ich działalność gospodarcza. Za odzyskanie statku z ładunkiem armatorzy i towarzystwa ubezpieczeniowe płacą nawet po kilka milionów dolarów; rekordowa kwota okupu wynosiła 13,5 miliona. Operacje przeciwko somalijskim piratom prowadziły już NATO i Unia Europejska, nawet Rosja. Żegluga u wejścia do Zatoki Adeńskiej stała się bezpieczniejsza, ale tylko na kilka lat. Piraci grasują znowu.
Dużo większą bezkarnością cieszą się ich cyberkamraci, także żądni okupu. Tych namierzyć znacznie trudniej, bo nawigują po bezkresie internetu. Niełatwo też stwierdzić, czy prowadzą wyłącznie przestępczą działalność gospodarczą, czy również polityczno-dywersyjną – zwłaszcza gdy porty macierzyste mają w Rosji. Nie atakują abordażem, paraliżują ofiarę oprogramowaniem ransomware. Hakerzy spod czarnej bandery żądają okupu za odblokowanie dostępu do newralgicznych plików, ale też za ich nieujawnianie. I zwykle dostają, czego chcą: średnio 2 mln dolarów od dużej firmy. Rekord sprzed dwóch lat, dotąd chyba niepobity, to 75 mln; nazwa firmy pozostaje nieznana.
Dopóki za zwrot wykradzionych dóbr albo za uwolnienie porwanych osób złoczyńcy chcą tylko pieniędzy – najwięcej zależy od odporności adresatów tych żądań. Jak również od ich zamożności oraz gotowości do jej uszczuplenia. Owszem, interwencja policyjna może pomóc, ale może też przynieść nieodwracalne szkody. Dlatego paryskie muzeum Cognacq-Jay wolało zapłacić złodziejom za zwrócenie części skradzionych zbiorów, a Luwr pewnie postąpiłby tak samo, byle by odzyskać klejnoty koronne. Dlatego Anglicy nie ruszyli zbrojnie odbić Ryszarda Lwie Serce z niewoli u cesarza Henryka VI, tylko wykupili swojego króla za równowartość ponad 20 ton srebra. A miliarder George Getty ( to już lata 70. ubiegłego wieku) wyżej niż zdolności śledcze policji ocenił siłę pieniądza – i wykupił porwanego wnuka za 3 miliony dolarów.
Co jednak mają zrobić rodziny porwanych, które również nie ufają policji, ale nie są w stanie zapłacić okupu? W Meksyku, światowej stolicy uprowadzeń, większość takich przypadków nie jest zgłaszana. A dotyczą one i lokalnych mieszkańców, i turystów, i migrantów liczących na przeprawę przez Rio Grande, do ziemi obiecanej. Miarodajne dane o liczbie porwań i losie ofiar miałyby pewnie meksykańskie kartele i gangi, dla których to jeden z licznych biznesów. Ale po co im takie statystyki. Tak jak płacącym okup zbędna jest wiedza na temat użytku, jaki z ich pieniędzy zrobią szantażyści. W Kolumbii Rewolucyjne Siły Zbrojne , FARC, z porwań dla okupu uczyniły główne źródło finansowania rzekomej rewolucji; za tą fasadą krył się zwykły bandytyzm. W Mali dżihadyści z JINM, Grupy Wsparcia Islamu i Muzułmanów, obracają przeciwko rządowi tę samą broń, którą rząd przekazał im jako okup za uwolnienie porwanych osób.
Kiedy zaś walutą okupu nie mają być pieniądze, tylko inne walory – strona rozważająca jego wypłacenie staje wobec sytuacji zwykle dramatycznej, a na pewno znacznie trudniejszej niż pertraktacje z piratami. Naprzeciw siebie ma bowiem terrorystów, którzy nie kierują się pobudkami materialnymi. Ich zyskiem będzie uwolnienie więzionych towarzyszy, wycofanie wojsk ze wskazanego kraju, uznanie uzurpatorskich władz. Jeśli nie dostaną takiego okupu, nie cofną się przed niczym. Zamordują premiera Aldo Moro, zaatakują Nowy Jork, sterroryzują Madryt i Londyn, Paryż i Brukselę. A w miejsce okupu narzucą tym miastom haracz: zawieszą nad nimi strach.
Nie wolno iść na ustępstwa wobec terrorystów ani nawet z nimi negocjować. Demokratyczne państwa powtarzają to zaklęcie, choć nieraz ustępują, a przynajmniej negocjują. Ale – właśnie: państwa, nie rządy. Tym pierwszym łatwiej brać na siebie odpowiedzialność, bo nie są bytami spersonifikowanymi. A rządy to twarze i nazwiska. Po drugiej stronie często nie ma konkretnych osób. Więcej: nieraz nie ma żądań. Czego na przykład chcą terroryści z Boko Haram, znowu masowo uprowadzający młodzież z nigeryjskich szkół? Czy głoszona przez nich krucjata przeciwko oświacie nie sprowadza się do rzymskiego porwania Sabinek, czy może bardziej przypomina tatarski jasyr? Chwytają młode kobiety jak Zeus pod postacią byka porwał Europę? Skądinąd patrząc na tę scenę, malowaną przez Strozziego, przez Rembrandta, przez Młodożeńca można się zastanawiać, kogo uwieczniliby dziś w roli porywacza Europy i pod postacią jakiej bestii.