Jeszcze nie tak dawno Baszar al Asad groził syryjskim buntownikom: zdepczę was. A teraz, gdy dostał po łbie od Historii, tamta groźba zdobi skarpetki z jego karykaturą. Zachęca do kpiny z tyrana i wzięcia na nim pomsty. Ach, wrażę stopę tę wrażą twarz, przed którą trzeba było bić czołem! W Damaszku skarpetki z Asadem idą jak woda. Miejscowi zapewniają, że nie ma bardziej twarzowej pamiątki. A jak który turysta weźmie kilka par, sprzedawca dorzuci stary afisz przegnanego despoty. Można podeptać, wytrzeć buty albo od razu spalić.
Tyle że wśród kupujących w zasadzie sami swoi. Raz, że zagraniczni goście specjalnie się do Syrii nie pchają; dwa, że – jeśli już wyżywają się na symbolach – to raczej u siebie, bezpiecznie. No i kogo dziś, poza Syryjczykami, obchodzi Asad? Co komu po takim suwenirze? Sztylet w kształcie węża, rzekomo z damasceńskiej stali, proszę bardzo. Ale nie tekstylne badziewie, co się rozleci przed pierwszym praniem…
Bo to są pamiątki jednorazówki. Suweniry krótkiego zasięgu. Gadżety do nabycia w przypływie politycznego czy moralnego wzmożenia – może tylko rozbawienia – które szybko opadnie. Inna zdobycz turysty: przywieziony z Kijowa papier toaletowy zadrukowany w putiny. Atrakcja dla gości, eksponat do wywoływania uśmiechów i aprobaty dla gospodarza wkrótce zamienia się w zwykły środek higieny, do zużycia w zgodzie z przeznaczeniem. Podobny los – utylizacja – czeka także czapeczki i koszulki, programy i slogany z kampanii wyborczych, nawet zwycięskich. Przeterminują się jak partie, którym służyły. Jak władza, którą pomogły zdobyć.
O trwałość okolicznościowych upominków potrafiły zadbać władze partii Jedna Rosja w obwodzie murmańskim. Wybrane matki żołnierzy poległych na froncie ukraińskim dostały tam na Dzień Kobiet maszynki do mielenia mięsa. Takim mianem – мясорубка – określa się w Rosji narodową taktykę wysyłania kolejnych fal piechoty prosto pod kule wroga, bez oglądania się na straty. Malkontentom zwracającym uwagę na niestosowność prezentów stosowne czynniki odpowiedziały, że pierwotnie miały być kwiaty, jednak maszynek do mięsa zażądały same matki bohaterów. Puszkin miał rację: znaleziony po latach w jakiejś książce kwiat zasuszony i bezwonny z niczym już się nie kojarzy. A мясорубка na pewno wkręci się w pamięć.
Zanim zacznie krążyć po bezdrożach pamięci, wśród gruzów Strefy Gazy bardzo będzie potrzebny papamobil, który pozostał tam po dawnej wizycie Franciszka. Właśnie został zamieniony w objazdowe ambulatorium dla dzieci, bo stacjonarnych przychodni pediatrycznych w Gazie już nie ma. Czy ten pojazd obudzi wspomnienie o zmarłym papieżu? Możliwe, chociaż na razie przypomina głównie o ofiarach, zniszczeniach i zablokowaniu pomocy humanitarnej przez Izrael. Medyczny papamobil prędko nie trafi do składu pamiątek, już Netanjahu o to zadba.
Istnieją też suweniry międzynarodowe, państwowe i komunalne, z natury rzeczy wyłączone z wolnej sprzedaży, zwłaszcza na wynos. To nic innego jak pomniki, budowle wznoszone ku czci, ulice i place z ich patronami, światowe organizacje i obchody, narodowe święta i rocznice. Generalnie mają chronić zbiorową pamięć przed amnezją, czy choćby przed drzemką w nieodpowiedniej chwili. Ich konstrukcja jest zwykle solidna, z założenia powstają bowiem ad perpetuam rei memoriam, na wieczną rzeczy pamiątkę.
Różnie jednak z tą wiecznością bywa. Na przykład monarchia brytyjska trwa od 1200 lat, niewzruszona jak skała Gibraltaru, padają jednak pomniki wybitnych sług Korony, a nawet niektórych władców. Za to w Rosji z czeluści dziejów oraz spod dłut rzeźbiarzy wychodzą staliny i znowu moszczą się na cokołach. Europa się kurczy i marszczy, pewnie ze starości; jej gwiazdki wyblakły chyba nie tylko chwilowo. W Ameryce i w świecie ekipa prezydencka burzy zastany porządek, jakby prowadziły ją słowa cudzej pieśni: przeszłości ślad dłoń nasza zmiata… Już zmiotła z waszyngtońskiej ulicy napis-memoriał Black Lives Matter. Do chińskich produktów – a może i do konceptów geopolitycznych- przestaje przystawać zbiorcze określenie „tandeta”; coraz więcej z nich to pamiątki z przyszłości. A w paryskich kioskach z gazetami sprzedaje się suweniry dla turystów. Prasa drukowana to już też pamiątka?
Z tym wszystkim będzie musiała się uporać nasza pamięć. Ulotna, zawodna, bez wieczystej gwarancji. Ale własna. Ona jest trochę jak lodówka z zamrażarką. Od zewnątrz kolorowe magnesy, refleksy chwili, mało pożywne reminiscencyjki. To, co potrzebne, co chcemy przechować dłużej jest w środku.