Bloomberg Businessweek ogłasza: wkroczyliśmy w złoty wiek przekrętu, The Golden Age of Grift. Mnożą się natrętne oferty telefoniczne, napływają podejrzane e-maile. Kuszą argumenty handlowe zbyt piękne, by były prawdziwe; kłują w oczy absurdalnie wyśrubowane ceny. Internetowi uwodziciele kradną nie tylko serca. Bogacą się szantażyści, kryptofinansiści i banksterzy. Politycy kręcą lody.
Narasta przekonanie, że ktoś nas naciąga na kasę. Kto? Wszyscy! Same oszustwa wokół! I to nawet niespecjalnie skrywane. Bloomberg Businessweek daje na okładkę wilka w owczej skórze, ale kusej, ledwo na pół jego grzbietu. A drapieżnik jeszcze odwraca ku nam szary łeb i wilkiem patrzy. Jakby bezczelnie potwierdzał: tak, to ja.
Pierwszymi ofiarami przekrętów są nabywcy dóbr materialnych, stado baranów do strzyżenia. Chwyty wobec nich stosowane to np. shrinkflation, czyli pełna cena za niepełny, „skurczony” towar albo skimpflation, zmiana składu produktu, tańsza alternatywa, jakościowe skąpstwo. Zakupy online niosą ryzyko: ukryte koszty dodatkowe, zamówione rzeczy niezgodne z opisem lub niewytłumaczalnie zagubione w transporcie, a może nigdy niewysłane. Ale złote runo jest gdzie indziej. Gdzie – wiedzą spece od deepfake’ów produkowanych przez AI i szantażyści od infekcji ransomware. Eksperci od phishingu, od piratowania kont, uzurpacji tożsamości, fałszywych inwestycji, od love scam’u i sextorsions, złodziejskich gier na uczuciach i żądzach.
Dobrze, żeby wyłudzone pieniądze nie zostawiały śladów pochodzenia i łatwo dawały się wyprać, jak kryptowaluta. Tym zajmą się już wilcze watahy nowego miotu: cybermafie. Według tygodnika The Economist przekręty w internecie przynoszą im roczny zysk rzędu 600 miliardów euro. Zjawisko przypomina aktywność wielonarodowej korporacji, której rozmiary i rozmach stają się porównywalne z nielegalnym narkobiznesem, a szkodliwość pod wieloma względami jest nawet większa. Chiński filmowiec Wu Dong zdołał nakręcić dokument o ludziach pracujących pod przestępczym przymusem w Maywaddy, na pograniczu Birmy z Tajlandią. Indie miały centra telefoniczne obsługujące cały świat. Maywaddy ma wielkie centrum zdalnych wyłudzeń o nie mniejszym zasięgu.
Już starożytni spostrzegli, że świat jest oszukiwany na własne życzenie. Si mundus vult decipi, decipiatur. Skoro jednak przekręty tak się dziś upowszechniły, to z jakiej racji akurat ja mam być goloną owcą, a nie sytym wilkiem? Zresztą jestem za cwany, żeby dać się nabrać; bujać to my, a nie nas. Podobne rozumowanie – pisze Bloomberg Businessweek – udziela się nadspodziewanie wielu ludziom. I usiłują na przykład wydębić zwrot pieniędzy za towar rzekomo wadliwy, kombinują z kartami płatniczymi, lewymi fakturami, z odszkodowaniami. Niektórzy, kiedy zwietrzą pismo nosem, wdają się w pertrektacje z oszustem; wierzą, że sami go oszwabią. Gdyby i o tym zjawisku ktoś chciał nakręcić film, tytuł ma gotowy: „Wilczenie Owiec”.
Z filmów już nakręconych niegodne polecenia jest „Żądło”, gdyż to historyjka o skromnych detalistach. W celach edukacyjnych – bądź prewencyjnych – lepiej poszukać dokumentów poświęconych hurtownikom, gigantom, królom i cesarzom przekrętu. Mistrzom takim jak Charles Ponzi, wynalazca piramidy finansowej i jego późni uczniowie z ich wynikami: inwestor Bernard Madoff, oszustwa na 65 mld dolarów, kryptowaluciarz Sam Bankman-Fried – 10 mld albo francuska grupa handlarzy emisjami CO2, która uszczupliła budżety państw unijnych o 6 mld euro.
A liderzy partyjni i przywódcy państw, nasi przewodnicy? Z wyłudzanych i potem sprzeniewierzanych głosów wyborców budują przecież klasyczną piramidę, tyle że polityczną. Im szersza będzie u podstawy, im bardziej rozrośnie się na boki, tym pewniej utrzyma wierzchołek, na którym oni się sadowią. Stamtąd zaś przy okazji można prowadzić rodzinne interesy – w Tel Awiwie, w Madrycie, w Nowym Jorku – opisywane jako sztuka dealu, chociaż tytuł „Sztuka przekrętu” też byłby dobry. I stamtąd, gdy przyjdzie pora, zakrzyknie się na swoje stada, by owczym pędem pomknęły do urn i przedłużyły mandat.
Na długo, długo przed tym, jak w piśmie Bloomberga wilk w baranim kożuszku ogłosił złoty wiek przekrętu, Andrzej Krauze stworzył znakomitą serię rysunków, których ludzcy i zwierzęcy bohaterowie prowadzili między sobą grę pozorów i zależności. Górą byli w niej zawsze ci sami, łatwo rozpoznawalni nawet w przebraniu. Z tej artystycznej inspiracji powstało sporo innych dzieł i dziełek, między innymi ten utwór wierszowany, dedykowany – a jakże – Andrzejowi Krauze.
W teleturnieju Niewielka Gra
w dziedzinie „Pasterz, wilk i ja”
startują baran i owieczka.
Wylosowali łatwe pytania:
Kto pasał wilki za króla Ćwieczka?
Po jakim czasie pasterz zbaraniał?
Gdzie ucie kłami przepióreczka?
oraz
Co różni skowyt od ujadania?
Łatwe pytania, każdy to wie.
Niestety gra się szybko skończyła,
bo zawodnicy ni be, ni me.
Tylko publiczność wyła.