Prezydent USA Donald Trump podczas kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w hotelu Washington Hilton w Waszyngtonie, 25 kwietnia 2026 r. PAP/EPA/YURI GRIPAS / POOL
1 maja 2026

Piekarski na mękach

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Marszałek koronny Łukasz Opaliński zasłonił króla własnym ciałem, a królewicz Władysław zaraz ciął napastnika szablą przez łeb. Zamach się nie udał. Zygmunt III Waza został tylko niegroźnie zraniony. Niedoszły królobójca, zubożały szlachcic Michał Piekarski, zasłużył na surową karę: rozerwanie końmi. Wcześniej – torturowany – nie wydał wspólników ani mocodawców, bo ich nie było. Prawdopodobnie chory psychicznie nie miał też jasnego motywu; na mękach Piekarski plótł tylko coś bez ładu i składu. Tym niemniej pojawiła się pogłoska, że naprawdę był to spisek uknuty przez Tatarów.

Nie lekceważcie teorii spiskowych, one lubią się zamieniać w spiskową praktykę – przestrzegał (nieczęsto tu cytowany) Waldemar Łysiak. W większości jednak brzydko się starzeją albo i bezpańsko zdychają, jak ta tatarska. Trzeba je zastępować lub uzupełniać teoriami świeżymi. Właśnie pojawiła się nowa okazja: strzelanina na waszyngtońskiej gali korespondentów, domniemany zamach na prezydenta Trumpa.

Teoria narodziła się natychmiast. Wszystko było zainscenizowane. Staged. New York Times wyliczył, że to słowo pojawiło się na platformie X 300 tysięcy razy w ciągu kilku godzin po zajściu w hotelu Hilton. Ustawkę, już nie pierwszą, zwietrzyło nawet twarde jądro ruchu MAGA. No bo jak obładowany bronią intruz przeszedł przez ochronę? Czy na pewno rzeczniczka Białego Domu zapowiadając strzały na galowym wieczorze miała na myśli race humoru? Na dołek w sondażach, na demokratycznych wrogów i republikańskich zdrajców, na nieudaną wojnę z Iranem, na krytyki pomysłu sali balowej – nie ma jak porządny, nieudany zamach.

Ciągnie Trumpa do szatańskich machinacji, zresztą według jeszcze jednej teorii jest antychrystem. Dokarmiał – jak to ktoś nazwał – potwora teorii spiskowych. Teraz bestia może obrócić się przeciwko niemu, a ochłap zawsze ktoś jej rzuci. Choćby opowiadając żart o Pierwszej Damie, która roztacza aurę przyszłej wdowy. Kto chce, znajdzie tu refleks toksycznej polityki, retorykę na wyniszczenie, przemoc między słowami, zbanalizowany hejt. A nienawiści niewiele potrzeba, Szymborska trafnie to rozpoznała. Religia nie religia / byle przyklęknąć na starcie / Ojczyzna nie ojczyzna / byle się zerwać do biegu / Niezła i sprawiedliwość na początek / Potem już pędzi sama / Nienawiść. Nienawiść.

Nikt nie ma na nią monopolu. Jakiekolwiek byłoby jej przebranie, jakikolwiek stałby za nią interes polityczny czy finansowy – to ona napędza rozmaite teorie spiskowe i skłania do czynu ich wyznawców. O swoich rzekomych motywach bredzą potem jak Piekarski na mękach. Tak było przy najsłynniejszych udanych zamachach na przywódców, od Juliusza Cezara po Johna Fitzgeralda Kennedy’ego. Tak jest przy zamachach nieudanych.

Osobnik, który wdarł się do zamku Windsor, by z kuszy zastrzelić królową Elzbietę II , czerpał inspirację z AI. Proces trzech francuskich ultranacjonalistów wykazał, jak plan zasztyletowania prezydenta Macrona zrodził się z internetowej fantazji. W Izraelu były pilot myśliwca zabiegał o din rodef, czyli rabinackie upoważnienie do zabicia człowieka, nosił się bowiem z zamiarem zamordowania premiera Netanjahu. Zabójca premiera Icchaka Rabina uzyskał taką religijną licencję. Słynny brazylijski siatkarz, sympatyk Jaira Bolsonaro, wrzucił do Sieci swoje zdjęcie z pistoletem w dłoni, a obok fotografię Luli da Silvy i pytanie: czy strzeliłbyś mu w twarz?

Podczas swojej pierwszej kampanii prezydenckiej Jair Bolsonaro został ciężko zraniony nożem. Owszem, dyskontował to politycznie, ale nie dlatego wygrał wybory; spiskowa teoria tu się nie klei. Znacznie lepiej pasowałaby na przykład do Evo Moralesa, który za dobry pomysł na odzyskanie prezydentury Boliwii uznał zorganizowanie bezpiecznego zamachu na samego siebie. A François Mitterrandowi nie przeszkodziła w zdobyciu najwyższego urzędu ciągnąca się za nim przez lata historia tzw. zamachu pod Obserwatorium. W 1959 r., gdy był tylko senatorem, ale już ex-szefem MSW, spiskowcy z OAS, przeciwnicy niepodległości Algierii, ostrzelali jego auto. Mitterrand zdołał uciec, przeskoczyć przez niziutki płot Ogrodu Luksemburskiego i schronić się w zaroślach. Wkrótce jednak pojawiły się nie tylko wiarygodne informacje o sfingowaniu zamachu, ale i świadek, który widywał wcześniej Mitterranda ćwiczącego skoki przez płotek.

Zamach na przywódcę przyniesie mu polityczne zyski pod jednym, ale zasadniczym warunkiem: że on wyjdzie z tego cało, choćby i postrzelony przez – powiedzmy – Szakala. W każdym razie przywódca musi przeżyć, inaczej cały spisek nie ma dla niego sensu. Otóż na kartach powieści Michaela Dobbsa ma. W oryginale „House of Cards” partyjny lider Francis Urquhart, zbrodniarz i sukinsyn jakich mało, organizuje zamach na siebie, który ma być udany. Śmierć na wiecu zamieni łotra w bohatera, wyniesie go na pomniki, jego stronnictwo do władzy, a wrogów na śmietnik. Gotowa teoria spiskowa, tylko brać i w realu wcielać w czyn. A jakoś nie ma chętnych.

Posłuchaj

Posłuchaj również

16 maja 2026

Fińska szkoła życia w naturze

16 maja 2026

Komu (odebrać) nagrodę

16 maja 2026

Amerykanie ujawniają dokumenty o UFO

-10
+10
00:00
/
00:00