Na podstawie fizycznych z nim kontaktów, niejednokrotnie bolesnych, nieuważni nabywcy mieszkań oraz zbytnio rozdokazywani tancerze wiedzą, jak bardzo zdradliwy może być parkiet. Gdyby tę wiedzę posiedli w porę kuglarze pieniądza, pewnie nie nazywaliby tak samo giełdy papierów wartościowych. Nazwali, i mają za swoją semantyczną niefrasobliwość: ślizgają się na tym parkiecie, tracą równowagę psychiczną razem z płynnością finansową, łamią sobie karierę, a nieraz i życie.
To jednak raczej amatorzy, bo profesjonalni żonglerzy pewnie stoją na nogach. A jakie znają sztuczki! Wypaczone klepki parkietu potrafią zamienić w równiutkie sztabki złota. Ale już nie każdy zdoła swoimi spekulacjami „złamać Bank Anglii”, jak 30 lat temu zrobił to George Soros. No i nie każdy ma dojście do poufnych informacji wpływających na giełdowe notowania. Ich udostępnianie – insider trading – jest nielegalne. Chyba że ogłasza się je z pozycji, która pozwala na wszystko. To dobry czas, żeby kupować – zapewnił Donald Trump. Ci, co puścili jego słowa mimo uszu dalej w panice wyzbywali się tracących wartość akcji. Kto miał słuch odpowiednio wyostrzony skorzystał z dobrej rady. Kilka godzin po jej wygłoszeniu prezydent zawiesił podwyższone cła importowe, chociaż wcześniej to wykluczał. Wall Street wystrzeliła w górę, za nią inne giełdy. Co prawda na krótko, ale właśnie szybkie strzały przynoszą największe zyski.
Czyli jasna sprawa – machloja. Zaprzyjaźnione rekiny dostały cynk z samej góry i zaraz rozszarpały co było do rozszarpania. Może tak było, a może nie. Wśród giełdowych graczy niższego szczebla – o politykach tu nie mówimy – spiskowe interpretacje operacji finansowych mają duże wzięcie. Nie inaczej reagował w pierwszych latach warszawskiej GPW świeży gambler. Dopóki jego Chemodrut czy inny Kablogwint zwyżkowały – wszystko było w porządku. Kiedy jednak zaczynały lecieć w dół, z gardła posiadacza akcji nieuchronnie wyrywał się gniewny okrzyk: złodzieje! Giełda miała być wyłącznie kasą regularnych wypłat; straty nie wchodziły w rachubę. Inna sprawa, że większość graczy nie bardzo sobie mogła na straty pozwolić. Dlatego też nasz ciułacz – jak go ochrzczono – był drobny.
Jeśli takim pozostał, to na nic mu fachowy instruktaż. Na nic poradnikowa klasyka: „Mądre inwestowanie” Warrena Buffetta czy „Inteligentny inwestor” Benjamina Grahama. Może natomiast przydadzą się, nie tylko zresztą ciułaczowi, niefachowe sugestie, w co inwestować warto, a w co nie, nie tylko zresztą na giełdzie.
Mało opłacalne okazują się nakłady poczynione na szczególną – bo nienaturalną – formę relacji międzynarodowych, jaką jest pokój. Pobierane z jego tytułu dywidendy, jakkolwiek były przyjemne, już się wyczerpują. Uciułaliśmy w sumie niewiele. Bardziej rentowne będzie inwestowanie w wojnę dowolnego charakteru, byle by była ograniczona w czasie i przestrzeni. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby po zakończeniu jednej przystąpić do następnej w innym miejscu lub innej dziedzinie. Płacenie amerykańskimi dolarami za eksploatację ukraińskich złóż ziem rzadkich nie ma sensu. Rosjanie udostępnią je Amerykanom za darmo, jeśli Amerykanie udostępnią Rosjanom Ukrainę.
Z inwestowaniem w nieruchomości należy się pośpieszyć, wkrótce bowiem światowa populacja podzieli się na trzy grupy: wynajmujących lokale mieszkalne, najemców oraz bezdomnych. Najlepiej byłoby się znaleźć w pierwszej grupie, a miejsc w niej ubywa. Chociaż grupa trzecia też powinna sobie radzić nienajgorzej, bo klimat się ociepla. Z tego samego powodu nie warto wiązać nadziei na zysk z poszukiwaniami nowych źródeł energii. Stare Słońce wystarczy.
Pompowanie pieniędzy w rozwój sztucznej inteligencji jest wręcz niebezpieczne, ona bowiem podobną troskliwością się nie odwdzięczy. Postąpi raczej przeciwnie, by zlikwidować resztki konkurencji. Eksploracja Kosmosu, przeprowadzki na inne planety to też fałszywy trop. Wystarczy przypomnieć, co w finale filmu „Don’t Look Up” spotyka wybrańców uciekających z Ziemi.
To co, może inwestować w siebie? W zdrowie zwłaszcza. Można, ale bez nadgorliwości, skoro nasz gatunek, na razie reprezentowany przez wspomnianych wybrańców, i tak dąży do nieśmiertelności. A jak dąży, to pewnie kiedyś zdąży. Ba, tylko kiedy? Żeby to wiedzieć, trzeba by jednak zainwestować w przyszłość. Tymczasem ona jest zdecydowanie przereklamowana. Nieposłuszna, nieprzewidywalna. Nie to co przeszłość. Tej uciułaliśmy całkiem sporo, a możemy mieć jeszcze więcej. Tylko umiejętnie lokujmy w niej środki, choćby drobne – a przeszłość zaprocentuje, z roku na rok stając się coraz lepszą i bogatszą.