W trosce o zdrowie społeczeństw stacje telewizyjne chętnie użyczają swego cennego czasu antenowego firmom farmaceutycznym, by te ostrzegały przed rozmaitymi chorobami, opisywały ich symptomy i od razu humanitarnie podsuwały własne leki. Edukacja medyczna prowadzona za pomocą reklam pozwala więc widzowi samodzielnie postawić diagnozę, bez zbędnych konsultacji z lekarzem, a nawet wyleczyć się autodydaktycznie. Jest jednak pewien warunek. Reklama powinna nieść adresatowi wiedzę, do jakiej on nie miał dostępu, wskazywać nieoczywiste zakłócenia mechanizmów zdrowotności, przekazywać informacje nowe i odkrywcze.
Niestety nie zawsze tak się dzieje; stąd reklamacje reklam. Zajrzyjmy na przykład do jamy ustnej. Uwaga – ostrzega pewna firma z ekranu telewizora – krwawienie dziąseł może być objawem choroby dziąseł. Hm, kiedy krew cieknie z jakiegoś miejsca, z którego zwykle nie ciekła, intuicja oraz doświadczenie podpowiadają, że coś nie tak może być przede wszystkim właśnie z tym miejscem. Czyli cytowana informacja ostrzegawcza w żaden sposób nas nie oświeca, nie naprowadza na niespodziewany trop. Co innego, gdyby brzmiała powiedzmy tak: uwaga, krwawienie dziąseł może być objawem choroby śródstopia… A, na to byśmy nie wpadli; tu już pewnie skorzystano z wiedzy chińskich akupunkturzystów, oni umieją połączyć kropki rozsiane po całym ciele. Warto zaufać firmie, która czegoś nas uczy i sięgnąć po jej lekarstwa, które nas uzdrowią.
W polityce międzynarodowej też nie brak troski o szczęście, zdrowie i pomyślność świata. Reklamodawców co niemiara, tyle że o zaufanie coraz trudniej, a reklamacji coraz więcej. Wysyłane komunikaty zazwyczaj nie wnoszą nic nowego do spraw znanych i rozumianych, chociaż rzekomo dotyczą zwrotów i przełomów, natrętnie nazywanych historycznymi. Oto Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości uznał, że na państwach spoczywa obowiązek przeciwdziałania zmianom klimatu. Według MTS, jest to obowiązek prawny, a jeśli jakieś państwo go nie wypełnia ze szkodą dla innego, to państwo poszkodowane może domagać się rekompensat. Reklamowanie kompetencji i potencji rzeczonego Trybunału byłoby jednak uczciwsze, gdyby triumfalny komunikat uzupełniono o znaczącą informację, choćby drobnym drukiem. Taką mianowicie, że MTS nie ma żadnych środków, aby egzekwować obowiązek prawny, o którym mówi, zaś państwa najbardziej dotknięte zmianami klimatu politycznie ważą zbyt mało, by skutecznie dochodzić swego od światowych mocarzy. Magiczne słowo „precedens” niczego nie załatwia. A po odejściu od prawdy reklamacji nie uwzględnia się.
Francja już dawno zastrzegła dla siebie marketingową markę ojczyzny praw człowieka. Wierna zacnemu tytułowi – noblesse oblige – postanawia teraz ująć się za Palestyńczykami zapowiadając uznanie ich państwa. Wcześniej uznało je już sto kilkadziesiąt krajów, Hiszpania, Irlandia i Norwegia jako ostatnie. Czy akurat Francja, nawet pospołu z Wielką Brytanią, doprowadzi do ugięcia się Izraela? Nie, jej decyzja tyle zaważy na jego polityce, co uznanie państwowości palestyńskiej przez miasteczko Pitigliano w Toskanii. Co innego, gdyby Paryż – zamiast oddawać inicjatywy humanitarne w ręce aktywistów skrajnej lewicy – skierował do Strefy Gazy własny konwój z pomocą. Nie chaotyczne zrzuty, lecz desantowy statek-szpital i statek-spiżarnię, w eskorcie dwóch fregat. To by dopiero była promocja i reklama Francji! No, ale dobrze wiemy, że nie będzie.
Wybitnym specjalistą od reklamy i autopromocji jest Donald Trump. W polityce międzynarodowej powoduje nim przecież szlachetny imperatyw: zakończyć wojny, położyć kres rozlewom krwi. Trump mówił o tym w kampanii wyborczej – a nie można mu zarzucić, że zapomina o złożonych wtedy obietnicach. Na jego czystą motywację pada niemniej cień podejrzenia o interesowność i egotyzm. Cień by zniknął, gdyby prezydent uderzył śmielej w ton autopromocyjny. Tak, jestem tym, który nie zmarnuje żadnej okazji, by swemu krajowi zapewnić zyski, a sobie samemu chwałę, uznanie i pokojową Nagrodę Nobla. Tak uczciwie postawioną sprawę wsparliby liczni przywódcy, idąc za przykładem premiera Izraela, rządu Pakistanu oraz prezydentów Gabonu i Mauretanii, którzy już ją popierają. I żadnych reklamacji nie przyjmują.