Fot: Z / Unsplash
9 marca 2024

Rozmiarówka

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Wielki Gatsby i Mały Książę nie wchodzą sobie w paradę. Geniusz unosi się tak samo nad Eine kleine Nachtmusik jak nad Grande Valse Brillante. Siedemnaście sylab haiku udźwignie tyle treści co długi poemat. Botero rzeźbi tłuściochów, Giacometti chudzielców. W kinie Little Miss Sunshine kohabituje z Big Lebowskim. A Mały Człowiek staje się faktycznie Wielki, nawet przerasta literacki oryginał, gdy gra go Dustin Hoffman. Size doesn’t matter. W sztuce (i podobno w jeszcze jednej domenie ludzkiej aktywności) ten slogan się sprawdza.

W stosunkach międzynarodowych już nie. Tu decyduje skala. Powierzchnia, liczba ludności, siła gospodarki, zasobność skarbca, potęga armii. Najlepiej wszystko razem. Mniejszy znaczy słabszy i na odwrót. Z Karty Narodów Zjednoczonych, z traktatów wspólnotowych tego się nie wyczyta. Z praktyki – aż nadto dobrze. Są przecież państwa, które wyłamują się z roli pionka. Dowodzą, że małe nieraz może być całkiem spore. Że liczy się nie tylko rozmiar, lecz także zamiar. Jak również wymiar, w którym wolę i plan przekuwa się w czyn.

Oczywiście sprawę ułatwią Matka Ziemia i jej uczone córki Geografia z Geologią, kiedy sypną swoimi skarbami. Taki majątek można przeputać w imię ideologii, co popisowo pokazała chavistowska Wenezuela, kraj niemały. Tyci Katar naturalnego kapitału nie roztrwonił, ale też na nim nie poprzestał. Zabiegał o swoją atrakcyjność różnymi metodami, również mało chwalebnymi. I – dobry czy zły – zyskał reputację niezastąpionego pośrednika w sprawach trudnych. Dziś podobnej marki nie ma nawet Szwajcaria. Poufnie lub bardziej jawnie emirat oferuje dobre usługi Rosji i Ukrainie, Ameryce i Talibanowi, Izraelowi i Hamasowi, Iranowi i Arabii Saudyjskiej – a one z nich korzystają. To właśnie wymiar, w którym Katar buduje pozycję międzynarodową. Zgoda, budowanie przychodzi łatwiej z najwyższym w świecie dochodem na głowę obywatela i największą na Bliskim Wschodzie bazą US Army.

Singapuru Natura nie obdarowała bogactwami, Amerykanie się tam militarnie nie zagnieździli – a miasto-państwo stało się modelowym tygrysem. Jedno pokolenie wystarczyło, żeby Singapur awansował z ligi trzecioświatowej do globalnej ekstraklasy. Jedno, ale całe; legendarny premier Lee Kuan Yew nie podźwignął kraju sam. On tylko postawił na właściwe karty: innowacyjny przemysł, biznes bez biurokracji, nowoczesne szkoły. Demokrację cenił mniej. Z kolei właśnie demokracja – oraz quasi-monopol na półprzewodniki – przydają wielkości małemu Tajwanowi. Chiny zniszczą jedno i drugie, kiedy już Tajwan połkną i przetrawią. Tak jak już powoli odbierają finansową wiarygodność Hongkongowi oraz hazardową renomę Makau.

Hazardowa renoma, nie ma się czym szczycić. A niby dlaczego nie? Dla lilipuciego kraju to nie jest zły projekt, Monako poświadczy. Przy ruletce fortunę traci gambler, kasyno zawsze wygrywa. Poważniejsze ryzyko podejmują tak zwane raje podatkowe, bo odbierają zysk dużo większym od siebie. Jednak i tu działają reguły rynku, podaż reaguje na popyt. Fidżi, Anguilla, Panama czy inne Vanuatu nie byłyby rajem, gdyby za jego bramą nie czyhały na grzesznika piekielne podatki.

Akurat Vanuatu miałoby inny powód do chwały, co prawda wymuszony, bo podyktowany przez zagrożenie egzystencjalne. Pacyfik nie jest już usposobiony pokojowo i stopniowo anektuje to mikro-państwo. Ono zaś w odruchu samoobrony, ale i z myślą o innych tonących, obecnych i przyszłych, inicjuje ONZowskie porozumienie o solidarności klimatycznej.

Również Malediwy, wciąż ku radości bogatych turystów, zamieniają się w Waterworld. Władzom małego archipelagu w głowach jednak wielkie gry. Właśnie wykonały geopolityczną woltę: spod skrzydeł Indii przenoszą się pod chiński parasol. Najwyraźniej wierzą, że ten drugi olbrzym chętniej przyjdzie z pomocą skrzatowi. Ale olbrzymy mają ważniejsze sprawy – jak bohater opowiadania Mrożka, który odkrywa w szufladzie swego biurka malutki świat. Jest mu życzliwy, dopóki z zupełnie innej strony nie spotyka go drobna przykrość. Wtedy, poirytowany, zmiata mieszkańców szuflady jednym niecierpliwym ruchem ręki.

Donald Trump traktuje Europę jak taką właśnie Szuflandię, z jej nieznośnymi ludzikami, którzy zawracają mu głowę. Tymczasem to megalomania (również MAGAlomania) grozi skarleniem. Od dawna doświadcza tego Rosja. Ona się degeneruje i zapada w sobie przecież nie dlatego, że Ukraińcy piszą już jej nazwę małą literą. Dlatego, że incepcja snu o potędze zamienia Rosjan w posłusznych niewolników mitu.

Posłuchaj

Posłuchaj również

24 stycznia 2026

Dowody istnienia potwora

24 stycznia 2026

Kim są astronauci?

23 stycznia 2026

Yael van der Wouden on „In Good Hands”

-10
+10
00:00
/
00:00