Borsuk fot. unsplash/ Hans Veth
22 sierpnia 2026

Skłodowska, głuptak i kupa kamieni

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Dziennikarz, publicysta i komentator międzynarodowy. Przez 17 lat związany z Polsat News jako prowadzący programy „To był dzień na świecie”, „Tydzień na świecie” i „Dzień na świecie”. Wcześniej pracował m.in. w Radio France Internationale oraz w emigracyjnym piśmie „Kontakt”. Od 1991 roku był korespondentem z Paryża dla TVP i „Rzeczpospolitej”, współpracował także z RMF FM, a jego komentarze ukazywały się m.in. w „Polityce” i „Wprost”.

W „Raporcie o stanie świata” jest autorem cyklu felietonów „Świat z boku”, które zostały także wydane w formie książkowej: Świat z boku. Absurdy zagranicy (2022) oraz Międzynarodowiec, czyli paradoksy globalnego zaścianka (2024).

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Pieniądze kręcą światem jak kręciły, nic tu się nie zmienia. Poza jednym: przy tych obrotach dużo już mniej brzęku i szelestu. Bilon i banknoty coraz rzadziej przechodzą z ręki do ręki. Sklepowym maszynom wystarcza plastik z czipem. Gangsterzy już nie noszą milionów w walizkach, a biznesmeni miliardów w reklamówkach. Wyginęli cinkciarze. Molierowski Harpagon, zamiast wciąż liczyć talary w szkatułce, pilnuje wirtualnej kasy w smartfonie. Przelew, karta i przeróżne bliki zastępują żywą gotówkę, o kryptowalutach nie wspominając. A że seniorzy stają się przy tym ofiarami tzw. wykluczenia cyfrowego? Trudno, to nie jest świat dla starych ludzi.

Osobom młodszym warto polecić film „Kabaret” – między innymi ze względu na piosenkę o tym, jak pieniądze kręcą światem. Fantastyczni Liza Minelli i Joel Grey przywołują w niej cztery waluty: niemieckie marki, jeny, dolary oraz funty. Niezależnie od wszelkich jego wartości ideowych ten film można uznać również za przyczynek do historii pieniądza. Otóż od czasów opisywanych w dziele Boba Fossa minęło prawie sto lat i na scenie pozostały tylko trzy z wymienionych walut. Zniknęła die deutsche Mark, wtedy nazywana jeszcze Reichsmarką. Czy jednak na pewno jej nie ma? Niektórzy twierdzą, że ona żyje nadal pod zmienioną tożsamością, jako euro – ściślej: ojro. Europejska wspólna waluta byłaby zatem kryptomarką i pod taką przykrywką dalej kręciła światem, a przynajmniej jego istotną częścią.

Tymczasem euro, od dawna pełnoletnie, paraduje w znoszonym ubranku. Na banknotach wciąż te same motywy dawnych stylów w architekturze. O potrzebie nowego outfitu od pięciu lat mówi Christine Lagarde z Europejskiego Banku Centralnego. W tym roku – po konsultacjach zwykłych obywateli oraz wybitnych finansistów, po konkursie grafików – przemiana stylizacji ma się wreszcie dokonać. EBC zdecyduje, czy na jego biletach do krainy konsumpcji znajdą się motywy związane z kulturą Europy, czy też z jej przyrodą.

W pierwszym przypadku na papierowe euro trafiłyby podobizny postaci znaczących dla europejskiej historii, między innymi Beethovena, Cervantesa i Marii Curie-Skłodowskiej. Gdyby górę wzięła opcja numer dwa, czyli natura, kompozytora zastąpiłby zimorodek, pisarza – bocian, a noblistkę – głuptak, kuzyn kormorana. Euro to coś więcej niż tylko środek płatniczy, to jeden z najmocniejszych symboli Europy – powiada pani Lagarde. Zgoda, dlaczego jednak stawiać ten symbol wobec fałszywej alternatywy: kultura albo natura? Zaraz zaraz, spokojnie. Na odwrocie banknotów z bocianem czy głuptakiem figurowałyby Parlament Europejski, Komisja, TSUE, Europejski Bank Centralny. W ten sposób instytucje unijne zostałyby wpisane w naturę Europy, na tych samych prawach co zimorodek.

A może wspólną walutę powinien zdobić zupełnie inny ornament? Do dyskusji włączył się Luksemburg i – choć o taki gest byśmy go nie podejrzewali – zabrzęczał szabelką. Dyrekcja Obrony tego kraju zaproponowała, by eurobanknoty ozdobić rysunkami czołgów, myśliwców i innego uzbrojenia pozostającego w służbie bezpieczeństwa przestrzeni euro-atlantyckiej. Koncepcja, zgodna przecież z duchem czasu, została jednak szybko odwołana pod wpływem zmasowanej krytyki obywatelskiej. Dyrekcja Obrony do przeprosin dołączyła wyjaśnienie, że jej zamiarem nie było propagowanie militaryzmu.
Delikatna dziedzina z tej grafiki walutowej. Przekonują się o tym również Brytyjczycy. Na ich funtach szterlingach – skądinąd najstarszej walucie świata w czynnym obiegu – mają się pojawić rodzime zwierzęta w miejsce ludzi zasłużonych dla ojczyzny. Już słychać protesty: borsuk zamiast Churchilla? Nie! Z kolei administracja prezydenta Trumpa chce, by jego portret – a więc wizerunek żyjącego przywódcy – upiększył banknoty 250-dolarowe, chociaż ustawy tego zabraniają.

Tylko czy w codziennym życiu to w ogóle ma znaczenie? Szczerze: kto wyciągając pieniądze z portfela, o ile jeszcze w nim nosi gotówkę, rozpoznaje banknot inaczej niż po nominale? Kto pamięta, co – i jak udatnie – na każdym wydrukowano? Pieniądze nie muszą być piękne, byle by ich było dużo. Tak dużo, że – jak w swoim kabarecie śpiewali Starsi Panowie – aż prosisz, by rząd ulżył tobie i w portfel zapuścił ci dren. Niech sobie pieniądz będzie brzydki, byle by nie był zły. Jego urody prawo Kopernika-Greshama nie dotyczy.

Z urodą i symboliką łatwo przesadzić. W Zimbabwe, w szczycie apokaliptycznej inflacji, na miejscowych dolarach – w tym na banknocie o nominale stu trylionów – pyszniła się „figura balansujących kamieni”, zwana Domboremari. Jest to pomnik natury, uformowany z trzech głazów, które w przedziwny sposób trzymają się na sobie w pionie, chociaż wydaje się, że zaraz runą. Zimbabwe uznaje Domboremari za symbol równowagi i stabilności. Zważywszy na ówczesny stan tego państwa, bardziej uprawnione było jednak skojarzenie z krótką rymowanką kończącą się słowami … i kamieni kupa.
To głuptak już chyba lepszy.

Posłuchaj

Posłuchaj również

5 września 2026

Strach, straszak, straszydło

5 września 2026

Zmarł „Kat Srebrenicy”

29 sierpnia 2026

Rosiak w chmurach

-10
+10
00:00
/
00:00