Fot: Chandler Cruttenden /Unsplash
6 września 2025

Suweren, Tłuczek i Homer

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Kiedy Hamas zesłał na przygraniczne kibuce Potop Al-Aksy, Izrael sięgnął po Żelazne Miecze. Potem Strefę Gazy rozjechały Rydwany Gideona, a w libański Hezbollah uderzyły Północne Strzały. Iran poznał ryk Powstającego Lwa i doświadczył ciosów amerykańskiego Północnego Młota. Także Hutich dosięgnęło w Jemenie izraelskie Długie Ramię; za powstrzymanie ich pirackich napadów zabrali się anglosascy Strażnicy Dobrobytu. Aż wreszcie zarysował się GREAT-Trust Plan; wizja zwieńczenia wszystkich działań, lepiej znana jako projekt Riwiery Bliskiego Wschodu.

Oczywiście najnowszych dziejów tego regionu nie da się opisać tylko za pomocą kryptonimów prowadzonych tam operacji militarnych. Takie hasłowe streszczenie konfliktu w żadnej mierze nie oddaje cierpień, okrucieństw, wyrachowania i bezradności, jakie są weń wpisane. Nazwy nadawane poszczególnym akcjom czy całym kampaniom wojennym mówią jednak niemało o ich politycznych celach, wśród których jest także przekonanie własnej opinii publicznej. W warstwie propagandowej kampanie wojenne przypominają więc te wyborcze i te reklamowe: też mają swoich spin doktorów i copywriterów, swoje slogany i swoje kłamstwa. Raz lepsze, raz gorsze.

Historycy wojskowości odnotowują, że pierwsi byli Niemcy. Zaczęli regularnie nadawać kodowane nazwy własnym operacjom zbrojnym podczas I wojny światowej. Czy jednak takich zabiegów nie można by się doszukać – lub choćby je sobie wyobrazić – w czasach znacznie wcześniejszych? Inwazja Greków na Troję prowadzona pod kryptonimem Helena – czemu nie? Że Homer o tym nie pisze? Żaden dowód, on przecież nie siedział w sztabie Agamemnona. A w wiekach średnich – ile władczych ambicji, ile próżności królów i rycerskiej pychy miało uzasadniać określanie ekspedycji do Ziemi Świętej mianem krucjat? Kilka wieków później z hipokryzji zrezygnowali Hiszpanie. Najechali krainy Inków, Majów i Azteków również z imieniem Boga na ustach, pod sztandarami z symbolem Męki Pańskiej, ale nie nazywali tego wyprawami krzyżowymi. To była conquista, operacja Podbój.

Spośród wszystkich kryptonimów zbrojnych przedsięwzięć najsłynniejszy nosiło lądowanie Aliantów w Normandii. Overlord, czyli Suweren. Oto Stany Zjednoczone przychodzą z pomocą napadniętej, pobitej Europie – swemu wasalowi. I wszystko jasne, jak w reklamie żarówek (nie wiadomo, czy równie jasne byłoby dzisiaj). Overlord, jedno słowo oddające istotę sprawy, bez zbędnego patosu.

Znacznie więcej jest kryptonimów przegadanych i pompatycznych, chociaż też niby zwięzłych. Srogi Lew Morski miał patronować niemieckiej inwazji na Wielką Brytanię, cesarz Barbarossa atakowi na ZSRR. Sprzymierzeni nadali biblijną nazwę Gomora dywanowym nalotom na Hamburg, bo i to miasto zalał deszcz ognia. W Korei i Wietnamie Amerykanie dodawali sobie animuszu groźnymi kryptonimami kolejnych uderzeń na pozycje wroga: Zabójca, Rozpruwacz, Tłuczek. Aż Pentagon uznał, że to przesada i ustalił reguły stylistyczne. Hasło ma być bojowe, ale zgodne z amerykańskimi wartościami i polityką zagraniczną. Pustynna Burza, OK. Niezłomny Obrońca, też w porządku. Ale można lepiej, z optymizmem, jak w Somalii: Przywrócić Nadzieję. Że ona nieraz okaże się płonna? Trudno, w końcu w Afganistanie jednak zapanowała Trwała Wolność, tyle że w wersji talibów.

Francuzi wolą unikać podtekstów. Sięgają po atlas zwierząt, nawet takich, których nie ma. Serwal, Bizon, Barakuda, Jednorożec. Ostatnie francuskie operacje w Afryce nazywały się wdzięcznie, niestety z wdzięcznością się nie spotkały. Główne ćwiczenia polskich sił zbrojnych też mają zoologiczny kryptonim: Anakonda. Żołnierze mówią ponoć: Padalec. Zaś nazwy dorocznych manewrów wojsk rosyjskich, najprostsze z możliwych, brzmią jak wskazane w rozkazie kierunki natarcia. Północ, Południe, Wschód, no i zwłaszcza Zachód. Rosja mierzy daleko, tym trudniej jej dostrzec to, co na jej terenie, co zresztą ze swej natury jest trudno dostrzegalne. Dywersyjną Pajęczynę. Popisowa ukraińska operacja uszczupliła rosyjskie lotnictwo strategiczne o dwie eskadry bombowców.

Praktycznie żadnych strat nie ponieśli Amerykanie podczas interwencji w Libii, oczyszczanej z resztek reżimu Kadafiego. Aż dziwne, że uszło im to na sucho, bo prowokowali los fatalnym kryptonimem: Świt Odysei. Podobno z puli nazw losowo wybrała go AI, chociaż należałoby raczej podejrzewać jakiegoś sztabowca, jeszcze sztuczniej inteligentnego. W oryginale „Odyseja” to bowiem powrotna podróż króla Itaki spod Troi. Wojna trwała tam 10 lat, drugie tyle zajął Odysowi rejs do domu, pełen pokus i niebezpieczeństw. Wszyscy jego towarzysze zginęli, wszystkie okręty przepadły, a i w Itace nie czekało go wspaniałe powitanie. Kiedy więc Amerykanie zaczną wycofywać swoich żołnierzy z Europy, niech dobrze pomyślą, jak tę operację nazwać – bo licho nie śpi.

Posłuchaj

Posłuchaj również

10 stycznia 2026

Dlaczego pijemy colę w kinie

10 stycznia 2026

Życie codzienne w Caracas

3 stycznia 2026

Voyager w międzyplanetarnej podróży

-10
+10
00:00
/
00:00