Nowe dzieło, o którego autorstwo podejrzewa się Banksy’ego, w centrum Londynu, Wielka Brytania, 30 kwietnia 2026 r. EPA/ANDY RAIN
9 maja 2026

Symbole i detale

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Street art się instytucjonalizuje, a Banksy to już najbardziej. Koniec z zaskoczeniem, z dziką lokalizacją dzieła, z niepewnością co do autorstwa. Skwerek koło Waterloo Place wygląda na przyznany artyście przez londyński magistrat. Podpisany pomnik odsłonięto tam pod osłoną nocy. Odsłanianie pod osłoną, inaczej: sztuka ściemy.

Pomnik wyglądałby jeszcze lepiej u wejścia do Ministerstwa Mądrych Kroków. Rzeźba Banksy’ego wyraża bowiem krytykę nacjonalizmów i populizmów oraz przestrogę przed nimi. Tak to odczytują liberalne media: alegoria upadku, do jakiego zmierza postać z głową omotaną płótnem niesionej chorągwi. Człowiek zaślepiony flagą. Nie to, co Wolność wiodąca lud na barykady ze słynnego obrazu Eugeniusza Delacroix. Tam Marianna ze sztandarem, w rewolucyjnym uniesieniu i porwanej sukni; tu polityk z materią na kiju, w garniturze i w pustce. A może on zaszedł dalej na drodze, w którą ona dopiero wyruszała?

A teraz errata do pomnika Banksy’ego. Drzewce chorągwi – czy to jest flaga, czy sztandar – są za krótkie. Z kolei płótno, fachowo zwane bławatem, jest długie ponad miarę. Bo kiedy proporcje są właściwe, flaga powiewa ponad głową chorążego. On zaś opiera drzewce na ramieniu albo dzierży je oburącz. W jednej garści długo nie utrzyma. Rzeczowa ocena Człowieka zaślepionego flagą prowadzi więc do wniosku, że jest to pomnik postaci nieuważnie i nieumiejętnie niosącej źle zbudowaną chorągiew. A przecież już Norwid w „Bema pamięci rapsodzie żałobnym” pisał, że wieją, wieją proporce i zawiewają na siebie… Na siebie – nie na ludzi, którzy je trzymają! Ale Banksy się zinstytucjonalizował, a instytucje nie zwracają uwagi na takie detale. Tymczasem detal może zmienić znaczenie symbolu.

Po 2004 roku Starą Unię zdjął strach przed tańszymi fachowcami ze Wschodu, którzy odbiorą teraz chleb lokalsom w sektorze usług. Dyżurnym straszydłem, zwłaszcza we Francji, stał się le plombier polonais, polski hydraulik. Na co z refleksem i z pomysłem zareagowała Polska Organizacja Turystyczna. Przeprowadziła, nie tylko we Francji, udaną kampanię z owym plombier polonais, który zapewniał z plakatu, że zostaje w Polsce i jeszcze zapraszał w odwiedziny. Przypominało to wywiadowczą operację odwrócenia agenta. Omal nie wywróciły jej jednak detale, wcale niebłahe. W roli hydraulika obsadzono zawodowego modela. Od razu było widać, że jego żywioł to wybieg, siłownia i salon piękności a nie cieknące rury. Wkrótce na osobnym plakacie pojawiła się też polska pielęgniarka – i tu już zrobiło się mocno dwuznacznie. Nie dość bowiem, że atrakcyjna pani miała nad głową anons „Czekam na ciebie”, to jeszcze jej biały fartuch był trochę za bardzo rozpięty. Kampania posunęła się o jeden guzik za daleko.

Francja dawno o tym zapomniała. Zresztą pamięć generalnie ma krótką, ledwie do ostatnich wyborów. A tu niedługo nowe, które przeszłości ślad zmiotą. Rewolucyjnie wywrócić system zamierza lider skrajnej lewicy Jean-Luc Melenchon. Na totem swojej kampanii prezydenckiej, już czwartej, wybrał żółwia – cierpliwe zwierzątko z bajki de la Fontaine’a, które dociera do celu przed zającem, zbyt pewnym swojej przewagi. Z lewicy nieskrajnej odezwał się były prezydent François Hollande. Jemu żółw Melenchona skojarzył się w głową schowaną pod pancerzem, czyli z zakutym łbem. Zjednoczenie Narodowe wyraźnie złagodziło ostre kontury swojego logo – trójkolorowej pochodni. Niemniej symbol pozostaje ten sam, a jest skopiowany z wzoru włoskiego, jaki przyjęli polityczni pogrobowcy Mussoliniego. Ale to w końcu tylko detal Historii, jak by powiedział Jean-Marie Le Pen.

Po z górą stu latach istotny motyw znika ze sztandaru sił powietrznych Finlandii, by ustąpić miejsca innemu. Złoty orzeł zastępuje swastykę. To nie był hitlerowski Hakenkreuz, lecz nieco jednak inny pozytywny znak runiczny, znany wielu ludom od wieków. A przecież kłuł w oczy, fatalnie się kojarzył i wyglądał niemal na prowokację. Chociaż nie na taką, jaką jest nazistowska swastyka zamiast Gwiazdy Dawida na fladze Izraela, widywana nie tylko na demonstracjach w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. Inwersja znaków graficznych staje się tu ilustracją operacji semantycznej i aksjologicznej; politolodzy mówią o „odwracaniu Holocaustu”.

Animatorzy tej operacji mogą liczyć na gorliwość i gust Itamara Ben Gvira. Izraelski minister policji wzbogacił swój polityczny outfit o oryginalny detal. Jako orędownik kary śmierci dla Palestyńczyków wpina w klapę marynarki znaczek w formie maleńkiego złotego stryczka. Kto wie, czy ten symbol z czasem nie stanie się cenniejszy dla Palestyńczyków niż dla Ben Gvira. Bo, zachowując wszelkie proporcje, można przypomnieć, jak krzyż – niegdyś pospolite narzędzie egzekucji – nabrał tak niepospolitego znaczenia jako znak. Klasyk felietonu Hamilton, czyli Jan Zbigniew Słojewski, napisał o tym przed wielu laty słynny felieton pod tytułem Maleńka złota szubienica.

Posłuchaj

Posłuchaj również

6 czerwca 2026

Kolumbia wybiera sposób walki z przemocą

30 maja 2026

Kreatywni ignoranci

30 maja 2026

Władza, pieniądze i nauka

-10
+10
00:00
/
00:00