Sun Lingyan/Unsplash
26 kwietnia 2025

Walizka

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Kto chce być wewnątrz zdarzeń musi żyć wciąż z bagażem – radzili niegdyś dwaj Starsi Panowie. Musi mieć walizeczkę i koc, i latarenkę na noc. Pewnie, to też się przyda. Ale może nie wystarczyć, kiedy zdarzenia same zasysają do swego wnętrza i nie pozwalają się stamtąd wydostać. A wnętrza nie spowija mgiełka kabaretu, tylko dym się po nim snuje.

Komisja Europejska, zwykle mało spostrzegawcza, teraz dostrzega, że mogą nadejść kryzysy i konflikty. Zaleca wobec tego, żeby do walizeczki trafił pełniejszy „zestaw przetrwania”. Woda, żywność, batony energetyczne, lekarstwa i recepty, latarka z zapasem baterii, tranzystorowe radio, ładowarka, scyzoryk typu multitool, ciepła odzież, kopie dowodów tożsamości i innych ważnych dokumentów, jak akt własności mieszkania.

Zestaw pozwoli przetrwać 72 godziny. Potem niechybnie przyjdzie odsiecz, ratunek i wybawienie. Szczęśliwy finał spektaklu, który widzów solidnie nastraszył. Chyba żeby miało być inaczej. Ze zgrzytem, skrzypieniem, świstem opuszcza się […] żelazna kurtyna. Koniec przedstawienia. Publiczność wstała. Czas włożyć płaszcze i iść do domu. Rozejrzeli się. Ale ani płaszczy, ani domów już nie było. Tak w 1918 roku pisał o historii Rosji filozof Wasilij Rozanow, schwytany w potrzask dni, które wstrząsnęły światem.

Zaraz, zaraz. Po co ten cytat? Czyżby dziejowa katastrofa groziła teraz Europie? Przecież to niedorzeczne. Od dziesięcioleci Historia jest po właściwej stronie i tak ma zostać do jej końca. Który, no dobrze, może rzeczywiście jeszcze nie nastąpił, ale na inny zgody tu nie będzie. Wsadź pan sobie te ruskie przestrogi w „zestaw przetrwania” i wszystko razem zamknij w jakiej komórce…

Bardzo dobrze, właśnie tam jest miejsce na walizeczkę. Zawadzać nie zawadza, wiele nie kosztuje, może nigdy się po nią nie sięgnie. Gdyby jednak okazało się raptem, że jest potrzebna, a nie byłoby jej pod ręką – zrobiłoby się nieciekawie. To przecież nic innego jak zakład Pascala w wersji cywilnej. Skromny, bez eschatologicznej głębi, ale może wart podjęcia. Nie wymaga wiary, zadowoli się wątpliwościami. Skądinąd, jak mówi kardynał Lawrence w filmie „Konklawe”, gdyby nie było wątpliwości wiara byłaby niepotrzebna. Dziekan Kolegium Kardynałów nie staje przed wyborem mniejszego zła. On stawia na większe dobro, a to też ma swoją cenę. Po śmierci Franciszka znowu przyjdzie ją zapłacić.

Amerykański reporter Robert D. Kaplan oglądał z bliska wiele konfliktów zbrojnych, ale swoją być może najważniejszą książkę „Tragizm polityki naszych czasów” poświęcił konfliktom świadomości i sumienia. Odwołując się do greckich klasyków i do Szekspira Kaplan pisze o tragedii nie jako o zwycięstwie zła nad dobrem, lecz triumfie jednego dobra nad innym triumfem, który wywołuje cierpienie. Tragedia – wskazuje autor – zaczyna się od uzmysłowienia sobie ograniczoności posiadanych wyborów, niezależnie od rzekomo licznych możliwości – od świadomości, że nie wszystko jest możliwe. Takie właśnie myślenie kategoriami tragedii jest – według Kaplana – atrybutem i cnotą wybitnych, światłych przywódców. Dlatego cynik, krętacz czy megaloman wybitnym przywódcą nie będzie.

Wśród dzisiejszych europejskich liderów próżno by szukać postaci wielkiego formatu. Może dlatego, że nastała nowa epoka nikczemności, jak ją nazwała Annalena Baerbock. Eine neue Zeit der Ruchlosigkeit. Taki głos coś znaczy, zwłaszcza gdy dochodzi od strony niemieckich Zielonych, długo na wiele bezeceństw nieczułych. Liberał Emmanuel Macron odważa się mówić, że Europa jest śmiertelna, a czy umrze – zależy wyłącznie od wyborów, jakich dokonają sami Europejczycy. Bez swojej obrony – powiada konserwatystka Giorgia Meloni – Europa może się stać zdemilitaryzowaną wspólnotą hipisów.

Pisze Kaplan: porażkę można ponieść na wiele sposobów, ale niektóre z nich są lepsze od innych. Prezydentowi Ukrainy wybór większego dobra nie jest dany: los skazuje go na szukanie mniejszego zła. A właśnie: los, fatum, kismet – czy jednak jakieś inne moce? Historia, geografia. polityka? U Sofoklesa, Ajschylosa i Eurypidesa właściwymi sprawcami lub reżyserami tragedii są olimpijscy bogowie, zwłaszcza Dionizos. Szekspir nie potrzebuje demiurgów. U niego siły nadprzyrodzone – Duch Ojca czy kroczący las – co najwyżej ilustrują tragizm sytuacji, do jakiej prowadzą wyłącznie ludzkie zamiary i czyny.

Gdyby porównywać Ukrainę do bohaterki antycznej tragedii, wówczas za boginie igrające jej losem przyszłoby uznać Rosję i Amerykę, a one na deifikację nie zasługują. Ukraina to więc raczej heroina szekspirowska, może trochę też z Conrada wzięta. Gdy inni wyznaczają jej przyszłość i granice, gdy radzą, jaka jej przeszłość będzie do zaakceptowania, kiedy ustalają, kogo wpuścić a kogo wyrzucić z jej narodowego Panteonu – Ukraina wybiera wierność sobie. Jest to wybór tragiczny.

Ciekawe jak długo Europa wytrwa w zrozumieniu dla takiej postawy. Będzie gotowa ją przyjąć za własną, czy też – wzorem Ameryki – swoje wątpliwości i rozterki spakuje do walizeczki i odstawi ją do komórki. Zestaw przetrwania może się tam już nie zmieścić.

Posłuchaj

Posłuchaj również

7 lutego 2026

Dlaczego nauka jest polityczna

7 lutego 2026

Czy bez śniegu będą igrzyska

7 lutego 2026

Z czym na manifę

-10
+10
00:00
/
00:00