Fot: Spencer Davis/Unsplash
12 sierpnia 2023

Wariacje paszportowe

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Wódz wioski Czerwona Ziemia trafnie rozpoznał pożądliwość w naszych spojrzeniach, ale mylił się co do jej obiektu. Owszem, gliniane kogutki, rękodzieło ludu Kali’na, mogły się podobać, jednak prawdziwie piękna była leżąca obok książeczka w bordowych okładkach. Paszport Unii Europejskiej. Należał do wodza, rdzennego mieszkańca Amazonii. Jej skrawek, mianowany kiedyś Gujaną Francuską, stał się integralną częścią Francji, więc także Unii Europejskiej. Polski, choć leżała w Europie, a nasze kogutki wcale nie były gorsze, państwem unijnym wtedy jeszcze nie mianowano.

Stare dzieje. Geopolityczna krzywda została naprawiona, też dostaliśmy bordowe okładki. Lądy i morza przemierzam / Kulę ziemską z otwartym czołem / Polski mam paszport na sercu / Skąd – pytam – skąd go wziąłem? Z szuflady, chwalić Boga, już nie z łaski wszechmocnego urzędu. W dodatku jest to produkt z wysokiej półki, ceniony przez złodziei i fałszerzy. Szóste miejsce w światowym rankingu magazynu Forbes, ex aequo z Australią i Węgrami: 186 krajów dostępnych bez wizy. Najlepsze paszporty wystawia Singapur, otwierają granice 192 państw. Choć według innego źródła – kanadyjskiej agencji konsultingowej Arton Capital – pierwsze miejsce przypada Zjednoczonym Emiratom Arabskim, których w czołówce rankingu Forbesa nie ma wcale.
Tylko 27 krajów wpuszcza do siebie na goły paszport Afganistanu; to sam dół tabeli.

Od Niemców, Włochów i Hiszpanów wiz nie wymaga 190 krajów, a od Estończyków 182. Różnica niby nieznaczna, ale świadcząca o tym, że również w łonie Unii Europejskiej paszporty są lepsze i gorsze, tak jak są państwa równe i równe jakby mniej. Choćby Bułgaria i Rumunia, wciąż czekające pod bramą strefy Schengen. Świat to widzi i nie przykłada do krajów Unii jednej miary; może nie dostrzega w niej wspólnoty.
Wysokie miejsce w rankingu Forbes’a raczej trudno stracić, nie jest to jednak niemożliwe. Amerykanie wprowadzają ograniczenia w ruchu bezwizowym wobec posiadaczy węgierskich paszportów, namnożyło się ich bowiem ponad miarę, ponad możliwości weryfikacji. Miarę przekroczył Viktor Orbán, hojnie przyznając obywatelstwo etnicznym Węgrom z wielu krajów. Paszportyzacja w służbie obsesji Wielkich Węgier; zawsze to lepsze niż inwazja w służbie ruskiego miru.

Na wschodzie i południu Ukrainy okupanci wymuszają przyjmowanie rosyjskich paszportów. W Rosji zachodzi ponoć zjawisko odwrotne, odmiana akcji “zabierz babci dowód”. Wyższym urzędnikom państwowym konfiskuje się paszporty, by ich nie korciło. Za to gdyby wolę wyjazdu zgłosili osobiści wrogowie Putina, znani pensjonariusze łagrów, dostaliby paszporty natychmiast. W wersji one way ticket. Ten sposób pozbywania się z kraju przeciwników autentycznych oraz wyimaginowanych stosował Związek Sowiecki. Gomułkowska PRL tak potraktowała polskich Żydów. Ze sprawdzonych wzorów korzysta dziś Nikaragua. Daniel Ortega zwrócił wolność ponad 200 więźniom politycznym, pozwolił wyjechać do USA, po czym pozbawił ich obywatelstwa jako zdrajców ojczyzny. Słusznie podejrzewając Łukaszenkę o podobny zamiar, opozycjonistka Maryja Kalesnikawa odstawiona na granicę z Litwą podarła białoruski paszport. Skoro nie mogła “zostać wyemigrowana”, musiała pozostać w ojczyźnie na dłużej. Odsiaduje wyrok 11 lat łagru.

Decyzje zrozumiałe, chociaż niełatwe i prawnie nieoczywiste, podjęły Wielka Brytania, Francja czy Belgia wypierając się swoich domorosłych dżihadystów spod czarnego sztandaru ISIS. Tych, którzy przeżyli, czeka zapewne śmierć z wyroku irackich sądów. Nieznany los czeka dzieci urodzone na terenach, które kontrolowało Państwo Islamskie. Żaden kraj nie uznaje ich za swoich obywateli, małym apatrydom nie przysługuje nawet ONZowski dokument podróży, odpowiednik niegdysiejszego paszportu nansenowskiego.

Na drugim biegunie są zaś tacy, co w paszportach przebierają. Nie zaraz szpiedzy i inni złoczyńcy z podrabianą tożsamością, nie arabscy szejkowie, chińscy miliarderzy czy oligarchowie z Rosji, co kupią wszystko, lecz zwykli ludzie o życiorysach nieco bardziej skomplikowanych niż przeciętne. Dwu-, a nawet wielopaństwowcy. Wciąż niemało krajów takiej prawnej możliwości nie dopuszcza. W Europie to między innymi Holandia, Austria, Hiszpania, Norwegia. Niemcy zapewne wkrótce zezwolą na posiadanie podwójnego obywatelstwa. Jego przeciwnicy przywołują niebezpieczeństwo podwójnej lojalności, jakby lojalność była prostą funkcją liczby i rodzaju ID. Zwolennicy potępiają używanie określeń typu “Nigeryjczyk z polskim paszportem”. Bo na przykład Senegalczyk, który ma paszport francuski, jest Francuzem – i tyle. Obywatelstwo równa się narodowość. W przeciwnym razie piłkarska reprezentacja Francji byłaby niewiarygodna.

A problem paszportyzacji w ogóle zniknie, gdy już nie będziemy ewidencjonowani na podstawie dokumentów, tylko wszczepionych czipów. Wtedy jednak nie da się już przejść odprawy na lotnisku z książeczką w bordowych okładkach, gdyż zatrzyma nas, znana skądinąd, groźna reprymenda: To jest paszport? To był paszport.

Posłuchaj

Posłuchaj również

24 stycznia 2026

Dowody istnienia potwora

24 stycznia 2026

Kim są astronauci?

23 stycznia 2026

Yael van der Wouden on „In Good Hands”

-10
+10
00:00
/
00:00