Co poeta miał na myśli – wie tylko on sam, a i to nie zawsze. Bo niby skąd ma wiedzieć, jak się nałyka pejotlu, opije absyntu, poprawi ziołem i dopiero tak natchniony chwyci za pióro? A egzegeci interpretują, krytycy miażdżą lub kadzą, nauczyciele dręczą uczniów pytaniami, sami niczego niepewni. Teoretycznie łatwiej mają komentatorzy polityczni. Bohaterowie ich analiz zwykle czerpią natchnienie z innych źródeł; Borys Jelcyn trafia się rzadko. Bywa jednak, że i polityk trzeźwy jak cap zapędzi stado mądrali w kozi róg. Żeby sobie nie myśleli, że białe jest białe i tak dalej.
Pismo klinowe odczytane, kod Enigmy złamany, czarne dziury przejrzane na wylot – tymczasem mityczne słówko cofvefe wciąż skrywa tajemnicę Donalda Trumpa. Może zresztą nie tylko jego. Że to niby zwykła literówka na Twitterze? Że w skardze prezydenta na złe media miało być coverage, tylko mu się palec parę razy omsknął? Oj, zbyt proste to wyjaśnienie, zbyt prostackie nawet. Washington Post wyliczył, że Trump jako szef państwa w wypowiedziach publicznych mijał się z prawdą ponad 10 tysięcy razy, z czego jednak całkowicie bez sensu były tylko 44 zdania. Czterdzieści i cztery: czyżbyśmy wreszcie poznali Imię Jego? On był wszak nad ludy i nad króle podniesiony. I niewykluczone, że znowu będzie.
Na przeszkodzie może mu ponownie stanąć Joe Biden, którego nieraz też trudno zrozumieć. Nie dlatego, że myli Ukrainę z Irakiem. Gorzej. Tyradę przeciwko przemocy prezydent zakończył wezwaniem God save the Queen, man. Jakby cytował manifest Sex Pistols i Motorhead. A dopiero co wysyłał żonę na pogrzeb tej królowej. Czyli wszystko jasne: starcza demencja. Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, o którą królową mu chodziło? Matka jest tylko jedna, monarchiń jest więcej. Akurat panująca w Danii Małgorzata, nieco tylko starsza od Bidena, po 66 latach nałogu rzuciła palenie. Boża ochrona bardzo jej się przyda, byli palacze wiedzą dlaczego.
Filip, małżonek Elżbiety II, był księciem Edynburga oraz królem gaf. Tak go w każdym razie przedstawiali marni kronikarze łasi na sensacyjki; tak go odbierały rozmaite samoluby, kiedy komentował ich narcyzm. Książę ledwo puknął w stół, a nożyce zaraz robiły raban. Weźmy jego zagadkę: jeśli coś ma cztery nogi i nie jest krzesłem, jeśli ma skrzydła i lata, ale nie jest samolotem, i jeśli pływa, a nie jest łodzią podwodną – to co z tym zrobią Chińczycy? Odpowiedź: zjedzą. Pałac Buckingham musiał przepraszać Pekin, chociaż nie było za co. W istocie Filip wygłosił pochwałę chińskiej zaradności, czyli gastronomii, która niczemu nie przepuści, bo musi wyżywić prawie półtora miliarda ludzi.
Bardziej wskazane od szafowania zarzutem gafy byłoby więc zrozumienie intencji autora inkryminowanych słów. Bez uprzedzeń i bez osądów. Zgoda, często nie jest to proste. Znany biskup mówi (krytycznie) o mediach mainstringowych. Być może zwyczajnie się przejęzycza. Może słyszy dzwon, tylko nie wie, z którego kościoła. Albo świadomie kpi. Ale może też popełnia pomyłkę freudowską. To byłby już większy kaliber, grubsza rura – jednak to wciąż będzie jego, biskupa, sprawa. Jego głowa, jego dusza. Dopóki myśl z niej nie wyfrunie, póki nie przepoczwarzy się z idei, z zamiaru, z fantasmagorii w wyraźną frazę, a zwłaszcza w czyn – od głowy wara. Gedanken sind zollfrei, myśli nie podlegają ocleniu – mawiał inny, bardziej znany duchowny, Marcin Luter.
Gdzieniegdzie podlegają. Gdy Karol III wstępował na tron, policja w Londynie groziła aresztem za pikietowanie z białą kartką. Widziała w niej bowiem substytut hasła Not my King, które faktycznie się pojawiało, wypisane niesympatycznym atramentem. W Niżnym Nowogrodzie, zaraz po napaści Rosji na Ukrainę, policja nie groziła, tylko od razu wpakowała do celi opozycjonistkę Anastazję Nikołajewą za taki sam kawałek papieru. Protest czystej kartki był już metodą dysydentów w ZSRR, przyjmujących sensowne założenie: co tu pisać, skoro wszystko jasne.
Jednak wszystko jasne nie jest. Na przykład Valdas Adamkus, były prezydent Litwy, wyznał, że nie do końca rozumie, co ma na myśli Olaf Scholz, kiedy mówi o perspektywie przywrócenia normalnych relacji z Rosją. Adamkus niezupełnie też pojmuje, o co kaman Emmanuelowi Macronowi, gdy ten rozważa potrzebę gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji. Czy to można zrozumieć? Dobrej odpowiedzi na takie niewygodne pytania udziela kaowiec z “Rejsu”. W zasadzie można. To znaczy nie można.