Fot: unsplash/alexredelich
7 lutego 2026

Z czym na manifę

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Co można wznosić podczas demonstracji? Okrzyki i hasła z żądaniami, słowami potępienia bądź poparcia. Ponadto modły, śpiewy, lament, ręce do góry i oczy ku niebu. A z materialnych środków wyrazu demonstracyjnemu wznoszeniu podlegają sztandary, szturmówki, transparenty. Jedne flagi do powiewania, inne do spalenia. Portrety ukochanych przywódców, kukły znienawidzonych wrogów, fotografie utraconych bliskich. Na manifestacji można również nosić stroje w ustalonej barwie, niekoniecznie tylko w bieli lub czerni, na przykład pomarańczowo alternatywne. Warto się wyróżnić wymownym memem, a nawet KON STY TUC JĄ na przyciasnej koszulce. I jeszcze wspomagać ekspresję afrykańską wuwuzelą lub – słabiej – tybetańskim kołowrotkiem czy internacjonalnym gwizdkiem. Najsilniejsze wspomaganie zapewniają koktajle Mołotowa; niezłe są też race i pochodnie. Bywają jednak demonstranci, którym ten arsenał nie wystarcza. Okoliczności każą im sięgać po mniej typowe rekwizyty.

W Budapeszcie, podczas wiecu opozycyjnej partii Tisza, krytyce rządów Orbana i Fideszu towarzyszyło wymachiwanie szczotkami do czyszczenia toalet. Dlaczego akurat tym narzędziem? Dlatego, że minister transportu Janos Lazar zasugerował publicznie, aby do nieprzyjemnych prac zagonić pewną rodzimą siłę roboczą, skoro na Węgrzech imigrantów nie ma, a sami Węgrzy nie będą przecież szorować kibli. Niewykorzystaną rodzimą siłą roboczą – powiedział minister – są Cyganie. Poza oburzeniem opozycji Lazar wywołał także, co ważniejsze, gniew społeczności romskiej, która tradycyjnie sprzyjała Fideszowi. Teraz tradycja może się załamać. Jeśli obecny premier przegra wybory obecny minister transportu zasłuży na stanowisko dziadka klozetowego.

Własny demonstracyjny rekwizyt zdążył pokazać światu Hongkong zanim Pekin go połknął i przetrawił. Chiński aforyzm ( w przekładzie Remigiusza Kwiatkowskiego) głosi: parasol noś i przy pogodzie, nie tylko gdy deszcz pada. A także wtedy, gdy idziesz na manifestację – dodawali jeszcze niedawno mieszkańcy Hongkongu. Chronili się tak nie przed zachmurzonym niebem, lecz przed niskimi chmurami gazu łzawiącego; przed złą chemią między nimi a policją. Rewolucja parasolek nie podołała sile złego. Parasole wróciły do roli przypisanej przez aforyzm.

Gdy większość państw rozluźniała lub całkiem znosiła pandemiczne rygory sanitarne, Chiny uporczywie trwały przy polityce zero covid. Protestujący przeciwko ograniczeniu swobody – ale także przeciwko cenzurze – wychodzili na ulice z białymi kartkami. Ta forma manifestacji, często jednoosobowych, praktykowana była już w ZSRR. Czysta kartka, bo co tu pisać, kiedy wszystko jasne, zresztą pisać prawdy nie wolno. Nie kartki, a ołówki wznoszono nad głowy na paryskim Placu Republiki po masakrze w redakcji Charlie Hebdo. Wśród ofiar zamachu było bowiem pięciu rysowników tego pisma. To oni, według islamskich terrorystów, za karykatury Mahometa najbardziej zasłużyli na śmierć.

Jednoosobową demonstracją sprzeciwu było również noszenie oporników przypinanych do okryć zwierzchnich podczas stanu wojennego w PRL. Na protestach zbiorowych, czyli nielegalnych, jako rysunek albo szmaciana atrapa pojawiała się zaś wrona. Bogu ducha winny ptak pokutował za skrót nazwy niesławnej Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Obowiązywało hasło: wrona orła nie pokona. Niektórzy twierdzą teraz, że nie do końca było prorocze.

Do specjalnych zadań przyucza dziś wrony pewien Amerykanin z Midwestu. Jak donosi portal Huffington Post, ukrywa on smakołyki pod czerwonymi bejsbolówkami z hasłem MAGA, aby ptaki, chcąc się dobrać do kąsków, musiały intensywnie popracować dziobem. Tak wyszkolone wrony miałyby zrywać czapki z głów na wiecach Trumpa. Wiąże się z tym jednak pewne ryzyko. Oto bowiem w Minnesocie, gdzie prawie milion mieszkańców ma norweskie korzenie, rozpowszechnia się noszenie dzierganych czapeczek, zwanych toppluer, w kolorze – uwaga – czerwonym. W okupowanej przez Niemców Norwegii były symbolem cywilnego oporu; teraz w Minnesocie symbolizują sprzeciw wobec agentów ICE. Nie można wymagać od wron, nawet najlepiej wytresowanych, żeby oprócz koloru rozpoznawały jeszcze fason nakrycia głowy i zdobiące je czy nawet szpecące napisy.

Trudno również powiedzieć, gdyż niełatwo się domyślić, jakich rekwizytów używają uczestnicy nowego gatunku demonstracji, o jakim poinformowało pewne państwowe medium. Idzie mianowicie o protest poparcia. Być może jest to manifestacja osób niedomagających, które się czegoś domagają – lub odwrotnie. Pewności jednak nie ma, jak to z oksymoronami. W zrozumieniu znaczenia protestu poparcia może się okazać pomocne z kolei tautologiczne wyjaśnienie, znalezione przypadkiem, a udzielone przez sztuczną inteligencję. Jak inaczej nazywa się nóż do filetowania? Nóż do filetowania wygląda bardzo podobnie do noża do filetowania i odwrotnie. Nazwy te są często używane zamiennie.

Posłuchaj

Posłuchaj również

14 marca 2026

Brudna robota

14 marca 2026

Kuba pogrąża się w kryzysie

14 marca 2026

Misja DART: jak chronić Ziemię

-10
+10
00:00
/
00:00