Chcesz rozśmieszyć Pana Boga – zdradź mu swoje plany. Więc nie ma co przesadzać z powagą tych rytualnych postanowień noworocznych, z uprawianiem zaraz od stycznia kowalstwa własnego losu. Zresztą efekt tego trudu jest niepewny, a robota ciężka, jak to w kuźni: młoty, miechy, palenisko, heavy metal. Gdy zaś wystukasz na klawiaturze zmyślny prompt i cyfrowy deus ex machina zaprogramuje ci przyszłość – efekt też pewny nie będzie, ile za to ubędzie mitręgi, rozterek i odpowiedzialności!
W politycznych prognozach na najbliższe miesiące i na dalsze lata też nie warto się zbytnio wysilać oraz przejmować odpowiedzialnością za słowa. Twórca koncepcji, która okaże się chybiona, zyska rozgłos nawet większy niż autor sprawdzającej się przepowiedni – pod warunkiem, że ta nietrafiona koncepcja będzie bardziej kusząca i smaczniej podana. Spektakularne twierdzenie Francisa Fukuyamy o końcu Historii bardzo szybko obaliła ona sama, pisząc swój permanentny ciąg dalszy. Co jednak nie odebrało profesorowi sławy i uznania.
Z fatalnym opóźnieniem Niemcy przyznali, że powinni byli słuchać kasandrycznych głosów o Drang nach Westen Putina, a nie syrenich śpiewów Handel durch Wandel. Teraz szef niemieckiego MSZ radzi zakładać, że po ewentualnym rozejmie z Ukrainą Rosja może zaatakować NATO. Zagrożona czuje się nawet Szwajcaria. Głównodowodzący jej sił zbrojnych mówi przy tym, że fałszywe jest przekonanie, jakoby neutralność gwarantowała bezpieczeństwo.
Do wszelkiego planowania – i tego strategicznego, i tego naszego noworocznego – dobrze byłoby przykładać prawo Murphy’ego jako klauzulę specjalną, dopisaną drobnym drukiem. Czyli: jeżeli sprawy będą mogły przybrać niekorzystny obrót, to bądźmy pewni, że przybiorą. Ta świadomość dociera do większości euroatlantyckich strategów, jednak za świadomością nie zawsze nadąża wyobraźnia. A w niej powinien się zmieścić każdy zły scenariusz, każdy czarny łabędź.
Kanadyjska armia zwróciła się do ludzi pióra, najwyraźniej wychodząc z założenia, że z wyobraźnią lepiej u literatów niż u wojskowych. Według kalkulacji generałów konkurs na opowiadanie z gatunku SF powinien zaowocować śmiałymi, nowatorskimi pomysłami, które następnie zostaną wykorzystane w technologiach zbrojeniowych i strategii wojennej. Tematem zadanym pisarzom przez armię jest zagrożenie dla suwerenności Kanady, zwłaszcza w jej arktycznej części.
Chłodem wieje również z innych prognoz i zamierzeń ogłaszanych na przełomie starego i nowego roku. Doszukiwanie się w nich oznak ocieplenia, iskierek nadziei przypomina chuchanie w zmarznięte dłonie. Plany pokojowe krążą między kontynentami, ale kiedy zakładają przywrócenie poszanowania dla pogwałconego prawa i naprawienie wyrządzonych krzywd spotykają się z twardym odbiciem, jak źle zaadresowane e-maile.
Pozostają projekty ułomne, rozwiązania pozorne i chwilowe, wojny kończone przez Donalda Trumpa. Prezydent USA przypisał sobie już osiem takich sukcesów i rozgląda się za następnymi; wojen mu nie zabraknie. W najgorszym razie połączy w pary i wrzuci do puli kraje nieskonfliktowane; pokoloruje polityczną mapę świata po swojemu. Tak jak zmienia barwy, role i istotę amerykańskich instytucji, jak nadaje swoje imię kolejnym budowlom i przedsięwzięciom, nie tylko nowym. Tegoroczne piłkarskie mistrzostwa świata pewnie przejdą do Historii jako Mundial Trumpa. Tak czy inaczej wszelkie próby prognozowania, co też przyniesie drugi rok drugiej kadencji tego prezydenta rozbiją się o rafę nie do przebycia: o jego konsekwentną nieprzewidywalność, która przestała być paradoksem.
Jeżeli Donald Trump podjął jakieś noworoczne postanowienia, by potem – co prawdopodobne – nie móc lub nie chcieć ich wypełnić, doradcy powinni mu podsunąć koncept płatnika obietnic, rozwiązanie praktykowane w Portugalii. Zamiast dotrzymywać słowa danego sobie samemu można tam odpłatnie wynająć osobę, która takie zobowiązanie wykona per procura z zawodową kompetencją. Na przykład odbędzie pielgrzymkę do Fatimy. Podobnie prezydent Stanów Zjednoczonych mógłby powierzyć fachowcom zadanie, którego się podjął jeszcze w kampanii wyborczej: szybkie zakończenie wojny już prawie czteroletniej.
Kłopot tylko w tym, że Trump płacić za to nie chce, a i europejscy profesjonalni peacemakerzy wolą, by wyręczył ich Amerykanin. Sami bowiem na ten rok zaplanowali trwanie, w różnych wariantach. Macron chce dotrwać do końca kadencji, Merz wytrwać w roli obrońcy kraju przed AfD, Meloni liczy, że jej dobra passa jeszcze potrwa, Orban się głowi, jak przetrwać wybory. Krótka perspektywa nie interesuje natomiast ani Putina, ani Xi Jinpinga. Jeszcze we wrześniu podczas parady wojskowej w Pekinie obaj przywódcy wymieniali uwagi o możliwościach, jakie biotechnologia stwarza dla przedłużenia życia, a może nawet dla osiągnięcia nieśmiertelności.