Fot: Luke Thornton / Unsplash
11 lutego 2023

Z pieśnią na ustach

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

Według księgi Jozuego najpierw kapłani przez kilka dni dęli w baranie rogi, potem groźną nutę powtórzył chór tysięcy wojowników Izraela – i mury Jerycha runęły. Był to w zasadzie jedyny znany przypadek doprowadzenia do wojennego zwycięstwa wyłącznie przy użyciu instrumentalu i wokalu. Dziwi więc nieco, że zwrot “ty trąbo jerychońska” nie stał się komplementem. Nie dziwi natomiast, że sukces w walce próbowano później i próbuje się nadal osiągnąć metodą spod Jerycha. Niestety skuteczna powtórka nikomu się jeszcze nie udała: bez odpowiednich czynów słowo niesione muzyką nie wystarczy. Na próżno pieśniarz z Katalonii, a po nim bard z Polski wyjaśniali, że mury raczej urosną, niż runą. Nie słuchano ich uważnie do końca, a istotę sprawy oni wyłuszczali dopiero w ostatniej zwrotce.

Ponieważ świat jest pełen niegodziwości, wciąż gdzieś powstają pieśni przeciwko agresji i opresji. Resztka świata, która jest akurat od owych nieszczęść wolna chętnie takie pieśni podziwia i nagradza; to nic nie kosztuje. Podczas galowego wieczoru w Los Angeles specjalną nagrodę Grammy przyznano Szewrinowi Hadżipurowi, więzionemu w Iranie. Jest on autorem piosenki “Baraye”, która stała się hymnem protestów przeciwko reżimowi ajatollahów. Właśnie: hymnem, ale nie pieśnią bojową. Pobrzmiewa raczej aranżem z festiwalu w Sen Remo. I zamienia się w suplikację, litanię wyjaśnień, dlaczego młodzi Irańczycy podnieśli bunt. Być może perska poetyka rebelii jest boleśnie łagodna, jak śpiew Hadżipura. Zdjęcia z Teheranu czy Meszhedu sugerują jednak, że bólu tam owszem, pod dostatkiem, ale łagodności niewiele. Zapewne Irańczycy potrafią śpiewać także hardo, z pasją i wiarą, że im się uda – ah! ça ira, ça ira, ça ira – jednak ich karmaniola, jeśli istnieje, dotąd w świat nie popłynęła.

Do roli oręża nadają się nie kontestatorskie protest-songi, nie bluesy pełne skargi ani żałobne lamenty, nawet nie salwy gitarowych riffów, lecz śmiałe, gniewne odezwy, którym do taktu grają surmy bojowe. Grupa Pink Floyd, czy co tam z niej zostało, podłączając się do „Czerwonej kaliny” Andrija Chływniuka karmi się cudzą sławą i do czynu nie porywa. Już lepiej byłoby pożyczyć od kibiców Liverpoolu i dedykować Ukraińcom arię solidarności „ You’ll Never Walk Alone”.

W Ukrainie odzyskały wagę słowa poety, napisane dawno, na innej wojnie: dzisiaj pieśń to strzelecki rów, okrzyk i rozkaz. No i musi być jeszcze rytm: moje serce stal, moja krew Azow. Pół na pół – marsz ku życiu i tango ze śmiercią. Niesamowita piosenka. Kozak System, niesamowita kapela.

Żołnierze Putina też mają swoje ojczyźniane hity, choć już niekoniecznie „Katiuszę”. Wagnerowcy powinni puszczać z głośników „Walkirię”, ale wolą idoli rus-popu. Po wojnach czeczeńskich zespół „Lube” rymował specnaz – Kawkaz, teraz to będzie Donbas. Wszelkie marsze najeźdźców – z Horst Wessel Lied na czele – mają jednak tę wadę, że są wykonywane z pozycji panów sytuacji, którzy – w swoim przekonaniu – już zwyciężyli i nic tego nie odmieni. One tak nie mobilizują, jak pieśni obrony i odwetu, jak chóralne żądania sprawiedliwości. Niektóre z nich żyją krótko, gdy ich moc nie może podołać przemocy. Tak było na Placu Tahrir, tak było na Placu Taksim. Tak jest na mińskim Placu Niepodległości. Pieśń z Majdanu słychać ciągle, teraz nawet wyraźniej niż kiedykolwiek. Na własną wciąż czeka Plac Czerwony.

Posłuchaj

Posłuchaj również

18 kwietnia 2026

Nobody’s perfect

18 kwietnia 2026

Niemcy kontra Chiny

11 kwietnia 2026

Niewybuchy i niewypały

-10
+10
00:00
/
00:00