Emmanuel Macron fot. FB/Élysée – Présidence de la République française
31 stycznia 2026

Zakleić Grenlandię. I co by tu jeszcze?

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Na co dzień gospodarz programu „Dzień na świecie” w telewizji Polsat News. W Raporcie autor cyklu felietonów „Świat z boku”.

Kontakt: grzegorz.dobiecki@raportostanieswiata.pl

Fot: Tomek Sikora

A (…) na cóż to tobie, przecie to ci na zdrowie nie wyjdzie, a i trzęsiesz się, poty tobie występują. — Milcz, milcz! Trzęsę się, bom słaby. Ale Mocnym będę, gdy Słabość, Małość w sobie zduszę i Przerażę… Emmanuel Macron pod okiem swojej nauczycielki odebrał staranne wykształcenie humanistyczne; na pewno czytał Gombrowicza. Teraz przypomniał sobie cytowany fragment. I jakże wymowny dziś tytuł: Trans-Atlantyk. Macron powtarza, że Europa – aby była wolna – musi się strategicznie ocknąć i budzić strach. Inni muszą się jej bać. A jakoś nie za bardzo się boją, merde alors. Jak to, przecież państwa Unii mają razem więcej samolotów niż Rosja – policzył były premier François Bayrou i jak zwykle coś źle zrozumiał.

Również Merz śni o potędze. Świat jest zdominowany przez wielkie mocarstwa, więc Europa też musi zyskać taką rangę. Przemawiać – jak to ujmuje kanclerz – językiem polityki siły. Tyle że Europa to co najwyżej średnio mocarne państwa. Tak samo postrzega swój kraj premier Kanady. Wobec tego – wzywa Carney – działajmy razem. My, średniacy z obu stron Atlantyku. Bo inaczej najwięksi nas sobie podporządkują. Stary świat się skończył, miejsce połamanych zasad zajmuje doktryna Donroe. Otrząśnijmy się zatem z bezsilności póki czas, jeśli nie chcemy być pożarci. Oto doktryna Carneya.

Mark, ty tak poważnie? Ktoś musiał mu zadać takie pytanie, skoro premier zapewnił już z Ottawy: to, co mówiłem w Davos, mówiłem poważnie. Nie dowierza mu amerykański sekretarz skarbu Bessent. Wierzy natomiast w słuszną sprawę separatystów z kanadyjskiej prowincji Alberta, pojechał nawet osobiście ich poprzeć. A Europejczycy niech sami sobie radzą, niech wzorem barona Münchhausena sami się wyciągną z bagna za własny warkocz. Razem z koniem, czyli Ukrainą, która ich wciąga w ruskie grzęzawisko.

Sekretarz generalny NATO nie sądzi, żeby dali radę. Niby Holender, a ducha Europy lekceważy. Dla niego to duszyczka błędna i przelotna, animula vagula blandula. Tak mówił cesarz Handrian, kiedy u kresu swych dni zwątpił w istnienie duszy. Rutte jest w pełni sił witalnych i politycznych. Czerpie je z uśmiechu Trumpa, gdy zdoła mu się przypodobać. Dla Europejczyków ma mniej słodyczy. Jeżeli wciąż sądzicie – powiada Rutte – że cała Europa może się obronić bez Stanów Zjednoczonych, śnijcie tak dalej. Keep on dreaming, good luck.

Obronić może i nie, ale utemperować amerykański imperializm – jak najbardziej. Süddeutsche Zeitung ogłasza z ulgą i emfazą, że udało się rozbroić bombę Trumpa. Nie będzie transatlantyckiej wojny handlowej, NATO się nie rozsypie, jest porozumienie w sprawie Grenlandii. Jakie? Nie bardzo wiemy – mówią Grenlandczycy. Nad ich głowami toczy się gra nie tylko o lodowatą wyspę, daleka od zakończenia. Oni sami najbardziej by sobie życzyli, żeby te wszystkie potęgi mniejsze i większe dały im święty spokój.

Jest na to sposób, na razie wypróbowany wstępnie na przykładzie innego terytorium, też nienajcieplejszego. Na konferencję we francuskim parlamencie zaproszono ambasadora Argentyny. Usiadł na tle dekoracyjnej wielkiej mapy świata tak niefortunnie, że akurat za głową miał Falklandy. Brytyjskie Falklandy – nie zaś argentyńskie Malwiny! O nie, wobec takiej prowokacji ja konferował nie będę, obruszył się dyplomata. Międzynarodowy skandal szybko jednak zażegnano. Przyszedł pan z brygady technicznej ze sporym kawałkiem papieru, którym zaklei sporny archipelag. Ambasador nie protestował, konferencja ruszyła.

Wniosek jest prosty: trzeba zakleić Grenlandię, razem z Islandią na wszelki wypadek. Czego oczy nie widzą … i tak dalej. Według metody Wałęsy: zbij pan termometr, nie będziesz pan miał temperatury. Chociaż to by mogło nie wystarczyć. Gubernator Kalifornii Newsom podpowiada, co by poskutkowało. Trump brutalnie wykorzystuje czyjąś słabość, cofa się jednak, kiedy sam dostanie po twarzy. Dobrze, ale przecież Europejczycy już mu wymierzyli policzek, i to siarczysty jak arktyczny mróz. Wysłali na Grenlandię wojsko, w skromnej liczebności, ale zawsze. A on nie tylko przejął się tą operacją, ale w dodatku przejął jej koncept. I teraz sam chce wysłać do Mediolanu agentów ICE, by, sprawdzeni w Minnesocie, pilnowali porządku podczas zimowych Igrzysk.

Z wojskowych wycieczek na Grenlandię szydził Zełenski. Przyjechał do Davos na Ukrainian Breakfast, a trafił na dzień świstaka. I znowu się zapomniał, jak rok wcześniej w Gabinecie Owalnym. Rolą petenta jest prosić i uprzejmie dziękować, a nie żądać, krytykować i pouczać. W takiej samej roli Trump widzi Europę. Ona chce się mu wymknąć, więc na chybcika zawiera umowy z Mercosurem, z Indiami, z Wietnamem, zerka w stronę Chin. Marni przywódcy raptem małość i słabość w sobie pokonują, wielkimi się stając? Całkiem możliwe, chociaż równie dobrze ich motywacja może być inna, wzięta z piosenki Młynarskiego. Co by tu jeszcze spieprzyć, panowie? Co by tu jeszcze?

Posłuchaj

Posłuchaj również

14 lutego 2026

Cud w Mediolanie

14 lutego 2026

Skąd Hezbollah w Wenezueli?

7 lutego 2026

Dlaczego nauka jest polityczna

-10
+10
00:00
/
00:00