De Gaulle wiecznie żywy

Autor: Grzegorz Dobiecki

Fot: Imperial War Museum

9 listopada 1970 roku ówczesny prezydent Georges Pompidou obwieścił dramatycznym tonem, że Francja owdowiała, bo zmarł generał Charles de Gaulle. 50 lat później da się znaleźć takich, co się z tym komunikatem wciąż nie pogodzili. Na przykład Alain Delon twierdzi, że de Gaulle nie umarł i nie umrze nigdy. Być może sędziwy już aktor szuka formuły własnego epitafium; nie ma jednak powodów, by wątpić w żarliwość jego wiary w wieczną obecność generała.

Ten kult, bardziej niż wdowią samotnością, syci się chorobą sierocą. Po de Gaulle’u bowiem Francja już Ojca Narodu nie miała. Pojawiali się co najwyżej tatusiowie. Pozostało duchowe potomstwo, tyle że coraz bardziej przetrzebione przez czas, biologię i nowe nurty ideolo. We Francji mówiło się przez lata, że każdy był, jest lub będzie gaullistą. Dzisiaj to prawda już tylko w odniesieniu do przeszłości. Ostatni gaulliści – a i to z przedrostkiem „neo” – odeszli wraz z Jacquesem Chirakiem.

Oczywiście i teraz na prawicy i na lewicy, nawet na ich skrajach, wypada się odwoływać do „pewnej idei Francji”, kraju niezależnego (zwłaszcza od Ameryki), promującego wizję „Europy od Atlantyku po Ural”, rozjaśniającego mroki obskurantyzmu kagankiem Oświecenia, niosącego światu kulturę i republikańskie ideały. Mniej mówi się natomiast o realnych dokonaniach de Gaulle’a, bo one uzmysławiają, jak źle mogłaby Francja skończyć bez niego. O tym, że generał zdołał wydobyć ją z trzech egzystencjalnych kataklizmów. Z haniebnej klęski w roku 1940 dźwignął swoje państwo – właściwie osobiście – do pozycji jednego ze zwycięskich mocarstw, ze stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Powstrzymał chaotyczny impet rewolucji roku 1968, którą Francja mogła przegrać. Przerwał wojnę algierską, której wygrać nie mogła. I stworzył system V Republiki, wciąż wytrzymujący próbę czasu jako forma ustroju; gorzej bywa z treścią. To wszystko, i jeszcze sporo innych powodów, winno zapewniać de Gaulle’owi – jak chce Alain Delon – nieśmiertelność i uwielbienie rodaków.

Niestety – jak śpiewał Leo Ferré – z czasem wszystko odchodzi; zwłaszcza, dodajmy, gdy czas przynosi nowe odczytywanie przeszłości. Latem również do Francji zawitała „cancel culture”, kultura wymazywania. Uszkodzono kilka pomników i popiersi generała. Z cokołu pomógł go zrzucać jeden cytat, wybrany spośród setek jego maksym. „Jesteśmy narodem europejskim, białej rasy, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej”. Takiego narodu już nie ma, więc może i jego Ojcu należałoby już podziękować za patronat, albo chociaż go ukryć za innymi symbolami.
Warszawa służy przykładem. Przecież my tu rzadko mówimy „Rondo de Gaulle’a”. Częściej „Rondo z palmą”.


„Raport o stanie świata” jest programem w całości finansowanym przez słuchaczy za pośrednictwem serwisu Patronite.pl.

Proszę pisać na adres mailowy raportu: raportrosiaka@gmail.com


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Raport tworzymy dzięki Waszemu wsparciu!

Raport o stanie świata jest programem w całości finansowanym przez słuchaczy za pośrednictwem serwisu Patronite.pl.

Zapisz się do newslettera!