14 listopada 2020

De Gaulle wiecznie żywy

Autor: Grzegorz Dobiecki
Zamknij

Grzegorz Dobiecki

Dziennikarz, publicysta gospodarz programu „Dzień na świecie” w Polsat News.

Fot: Imperial War Museum

9 listopada 1970 roku ówczesny prezydent Georges Pompidou obwieścił dramatycznym tonem, że Francja owdowiała, bo zmarł generał Charles de Gaulle. 50 lat później da się znaleźć takich, co się z tym komunikatem wciąż nie pogodzili. Na przykład Alain Delon twierdzi, że de Gaulle nie umarł i nie umrze nigdy. Być może sędziwy już aktor szuka formuły własnego epitafium; nie ma jednak powodów, by wątpić w żarliwość jego wiary w wieczną obecność generała.

Ten kult, bardziej niż wdowią samotnością, syci się chorobą sierocą. Po de Gaulle’u bowiem Francja już Ojca Narodu nie miała. Pojawiali się co najwyżej tatusiowie. Pozostało duchowe potomstwo, tyle że coraz bardziej przetrzebione przez czas, biologię i nowe nurty ideolo. We Francji mówiło się przez lata, że każdy był, jest lub będzie gaullistą. Dzisiaj to prawda już tylko w odniesieniu do przeszłości. Ostatni gaulliści – a i to z przedrostkiem „neo” – odeszli wraz z Jacquesem Chirakiem.

Oczywiście i teraz na prawicy i na lewicy, nawet na ich skrajach, wypada się odwoływać do „pewnej idei Francji”, kraju niezależnego (zwłaszcza od Ameryki), promującego wizję „Europy od Atlantyku po Ural”, rozjaśniającego mroki obskurantyzmu kagankiem Oświecenia, niosącego światu kulturę i republikańskie ideały. Mniej mówi się natomiast o realnych dokonaniach de Gaulle’a, bo one uzmysławiają, jak źle mogłaby Francja skończyć bez niego. O tym, że generał zdołał wydobyć ją z trzech egzystencjalnych kataklizmów. Z haniebnej klęski w roku 1940 dźwignął swoje państwo – właściwie osobiście – do pozycji jednego ze zwycięskich mocarstw, ze stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Powstrzymał chaotyczny impet rewolucji roku 1968, którą Francja mogła przegrać. Przerwał wojnę algierską, której wygrać nie mogła. I stworzył system V Republiki, wciąż wytrzymujący próbę czasu jako forma ustroju; gorzej bywa z treścią. To wszystko, i jeszcze sporo innych powodów, winno zapewniać de Gaulle’owi – jak chce Alain Delon – nieśmiertelność i uwielbienie rodaków.

Niestety – jak śpiewał Leo Ferré – z czasem wszystko odchodzi; zwłaszcza, dodajmy, gdy czas przynosi nowe odczytywanie przeszłości. Latem również do Francji zawitała „cancel culture”, kultura wymazywania. Uszkodzono kilka pomników i popiersi generała. Z cokołu pomógł go zrzucać jeden cytat, wybrany spośród setek jego maksym. „Jesteśmy narodem europejskim, białej rasy, kultury grecko-łacińskiej i religii chrześcijańskiej”. Takiego narodu już nie ma, więc może i jego Ojcu należałoby już podziękować za patronat, albo chociaż go ukryć za innymi symbolami.
Warszawa służy przykładem. Przecież my tu rzadko mówimy „Rondo de Gaulle’a”. Częściej „Rondo z palmą”.

Posłuchaj

Przeczytaj również

1 sierpnia 2021

Douglas Stuart – Shuggie Bain

31 lipca 2021

Liban na skraju upadku

31 lipca 2021

Atlas świata dla Naszego Widza

-10
+10
00:00
/
00:00
Strona wykorzystuje pliki cookie, narzędzia analityczne i marketingowe firm trzecich: Google Analytics i Facebook Pixel. Firmy Google i Facebook mogą połączyć te informacje z innymi danymi, które pozyskują od Ciebie w związku z korzystaniem z sieci Internet lub innych usług tych firmy. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookie, zmień ustawienia Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajduje się w Polityce plików cookie.